Rozdział 112 - Wielki pojedynek II
Wracając do walki pomiędzy Cozlo, a kopią Mardiusa.
Cozlo - Kurcze zbyt silna jest jego kopia. Bez mojej prawdziwej mocy nie będę w stanie go pokonać. Muszę coś wymyśleć albo spróbować tą moc uwolnić. Nie mogła tak poprostu zniknąć.
Cozlo nie mógł zastanawiać się długo, ponieważ kopia ponownie przystąpiła do ataku, Cozlo szukając punktu wyjścia ponownie sparował atak i odskoczył na dużą odległość próbując zyskać czas na koncentrację i wymyślenie planu dzięki, któremu powali potwora. Kopia Mardiusa ponownie ruszyła szarżując w mężczyznę, lecz mężczyzna odskakiwał jemu jeszcze przez kilka minut po czym.
Cozlo - Dobra mam plan, może się uda.
Cozlo ruszył na przeciwnika, a przeciwnik wystawił do przodu pikę tak, aby nadziać na nią Cozla. Cozlo pamiętając o tym co zaplanował zablokował pikę przeciwnika, która wbiła się w jego tarczę, a następnie zostawił ją ładując swoją energię do miecza i wykonując wyskok zaatakował solidnym cięciem w przeciwnika. Przeciwnik błyskawicznie odskoczył i z szerokim rozmachem wyrzucił tarczę. Następnie zaatakował ponownie mężczyznę wykorzystując nieco swojej mocy znalazł się błyskawicznie za jego plecami po czym wbił pikę w jego zbroję. Przeciwnik zauważył, iż zbroja jest pokryta jego mocą i chroni Cozla przed przebiciem jego ciała, zatem kopia Mardiusa postanowiła spróbować się przebić przez magiczną zbroję Cozla dociskając coraz mocniej swoją pikę, lecz im bardziej próbował tym Cozlo bardziej odczuwał przypływ mocy. Energia zaczęła, aż w nim kipić dzięki czemu…
Cozlo - Teraz to wykorzystam…
Mężczyzna błyskawicznie zniknął po czym zjawiając się znikąd za plecami przeciwnika próbował zaatakować go mieczem, potwór dostrzegł powolny ruch rąk Cozla i zablokował piką jego atak. Atak także nie był zbyt mocny, zatem wróg ani drgnął. Przeciwnik przystąpił do kontrataku, lecz Cozlo ponownie błyskawicznie zniknął. Kopia Mardiusa, która była zdezorientowana w tym momencie wyszukiwała dookoła Cozla, gdy Cozlo próbował ponownie zaatakować przeciwnik znowu zablokował atak piką i odepchnął go tak, aby móc zachować dystans. Cozlo coraz bardziej zmęczony walką mówi.
Cozlo - Cholera, zyskałem swoją dawną szybkość, ale mój refleks i siła to jeszcze nie ten poziom… póki co wspomogę siebie energią światła, skieruje ją całą do miecza i dłoni. Moze dzięki temu zyskam prędkość dzięki której będę mógł go zaatakować, ale najpierw.
Cozlo całą energię skierował do swojego miecza oraz dłoni w której trzymał tą broń. Po skierowaniu energii błyskawicznie zniknął i w ułamku sekundy znalazł się przy przeciwniku próbując go ponownie zaatakować. Przeciwnik blokuje atak, lecz teraz Cozlo zastosował inną taktykę zaczął coraz to szybciej atakować w przeciwnika, przeciwnik także przyspieszył stosując to coraz szybsze kontry, uderzenia były coraz silniejsze po obu stronach, a uderzenia wytwarzały iskry oraz wiatr, który tworzył się wokół nich. Cios za ciosem, bark w bark przez kilka minut nie odpuszczali, aż nagle Cozlo odczuł ponownie przypływ mocy dzięki, której powrócił do dawnego stylu i zaczął ponownie od ataku za pleców tylko tym razem nim przeciwnik zdążył zablokować atak Cozlo zdążył go delikatnie drasnąć.
Cozlo - Dzięki za walkę, lecz to już prawie koniec.
Mężczyzna z każdym atakiem zmieniał pozycję, wiecznie odwracał się za plecy kopii, raniąc ją. Przeciwnik nie mógł nadążać za jego coraz to szybszymi ruchami. Jego ataki też można było zauważyć stawały się coraz silniejsze. Po kilkunastu uderzeniach przeciwnikowi udało się przyblokować atak mężczyzny, lecz siła była na tyle ogromna, że przeciwnik poleciał na kilkadziesiąt metrów wykładając się na podłogę. Mężczyzna czując się w pełni formy zaczął formować jedną z najpotężniejszych umiejętności jakie znał. Robiąc spokojne kroki powiedział.
Cozlo - To już koniec. Święty mieczu… budź się!
Energia wokół miecza zaczęła tworzyć coraz mocniejszą wiązkę energii. Przeciwnik powoli zaczął wstawać, a gdy już ustał na nogach dzieliło ich tylko kilkanaście metrów. Przeciwnik nawet nie czekał błyskawicznie próbował zaatakować mężczyznę, lecz…
Cozlo - Excalibuuur!
Mężczyzna wykonał cięcie mieczem, które uwolniło ogromną wiązkę energii, która zmiotła doszczętnie przeciwnika. Gdy przeciwnik został unicestwiony, mężczyzna błyskawicznie zniknął z areny co świadczyło o tym, że wygrał walkę i został przeniesiony na Ziemię.
(Perspektywa GaiDo - minuta przed zakończeniem walki Cozlo, a kopią Mardiusa)
Chłopcowi w głowie drążyły myśli co zrobić w tym momencie w której się znalazł.
GaiDo - (Kurcze jest niedobrze, jeżeli teraz nie wymyślę czegoś, a nawet nie zaryzykuje to mogę przegrać. Czy podczas tej walki poświęcić wszystko i pokazać swoją moc, którą ukrywałem przed Cozlem tak, aby nie widział we mnie wroga, czy dać się pokonać? … Nie! Mam to gdzieś co pomyśli Cozlo, ochronię wszystkich i nie powstrzyma mnie nikt przed dokonaniem tego co zamierzam zrobić, zatem...)
Mardius zaczął się zbliżać do chłopca, dzieliły już go zaledwie małe kroki, w ten czas powiedział.
Mardius - Jakieś ostatnie życzenie?
Lecz w tym momencie wydarzyła się przedstawiona już wcześniej scena jak Cozlo korzystając z Excalibura pozbywa się kopii Mardius’a i znika natychmiastowo. Mardius odwrócił się w jego kierunku i stał się pełen podziwu jak mężczyzna pokonuje jego kopię, lecz po kilku sekundach otrząsnął się i odwrócił ponownie głowę w kierunku chłopca. Przemówił do niego.
Mardius - Zatem?
Chłopiec spojrzał się w kierunku miejsca w którym mężczyzna walczył z kopią Mardius’a i nie widząc ani jego ani kopii, zapytał się.
GaiDo - Cozlo zniknął? Jeśli tak to już po walce.
Mardius - Ignorujesz mnie? I tak jest już po walce… przegrałeś.
GaiDo - Nie ignoruje, tylko zadałem pytanie, lecz nie wyczuwam jego obecności zatem to koniec walki dla Ciebie…
GaiDo błyskawicznie zniknął z miejsca w którym się znajdował i pojawił się kilkanaście metrów stojąc naprzeciwko niego. Mardius zaskoczony powiedział.
Mardius - Masz jeszcze siły?
GaiDo - Tak wprawdzie prawie połowa mojej energii światła uszła ze mnie, ale druga moc, którą ukrywam jest cały czas w pełni naładowana.
Mardius słysząc tekst o drugiej mocy stał się trochę niespokojny.
Mardius - Masz jeszcze drugą moc?
GaiDo - Tak, jestem Menoid’em ognia, a możliwe, że pewnie znasz historię dlaczego nie mogę jej pokazywać Intalczykom. Nie jestem zły, ale zobaczą we mnie wroga, kiedyś będę musiał odnaleźć tego Menoid’a, który plądruje Intalię i raz na dobre go wykurzyć.
Mardius - Powiedziałeś Menoid?! Ale gdzie twój duch?
GaiDo - Mój duch jest od jakiegoś czasu połączony ze mną, powinieneś wiedzieć co się dzieje, kiedy znajdę kryształ należący do mojego ducha?
Mardius - Wtedy wskakujesz na wyższy poziom i możesz w pełni korzystać z jego mocy.
GaiDo - Dokładnie, zatem zakończę teraz tą walkę…
Mardius - Fakt zaskoczyłeś mnie teraz tą informacją ale nie pozwolę ci aktywować tej mocy, zabiję Ciebie jeszcze zanim zdążysz użyć swojej mocy na mnie. Zresztą jak mnie pokonasz to powiem mężczyźnie kim jesteś.
GaiDo - W takiej sytuacji to już nie ma znaczenia, jakbyś powiedział to i tak nic by się nie stało, straciłbym relację i tylko tyle, lecz misję wykonałbym samodzielnie.
Mardius się wściekł na obojętność i opanowanie jakie teraz znajdowało się w chłopcu i ruszył na niego używając swojej pełnej mocy krzycząc.
Mardius - Giń!
Zanim ostrze dotarło do chłopca, chłopiec skulił się unikając jego i ładując w sobie energię ognia wymierzył solidną pięść w klatką piersiową Mardiusa, który z hukiem wbił się w sufit areny i spadł. Chłopiec nawet nie czekał i wznosząc się bardzo wysoko przygotował się do użycia swojego silniejszego zaklęcia. Mardius szybko się zerwał i wzniósł się do góry próbując się szybko dostać do chłopaka, lecz…
GaiDo - Dzięki za walkę. Widać ile pracy mnie jeszcze czeka zanim będę mógł perfekcyjnie ukryć tą moc.
Chłopiec klasnął rekoma po czym z jego dłoni zaczęła wytwarzać się obracająca się płonąca kula, gdy kula była odpowiednio duża GaiDo wykrzyknął…
GaiDo - To jest jedno z moich najsilniejszych ataków jeszcze nigdy nie musiałem ich używać w obecnym stadium, lecz teraz to się zmieni, do zobaczenia… kiedyś. Phoenix Blaster!
Chłopiec wystrzelił ogromną wiązkę ognia, która trafiając Mardius’a spopieliła go na amen. Walka zakończyła się zwycięstwem chłopca… próbując wylądować na Ziemię zniknął… ponownie. Czyżby też wrócił na Ziemię?


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.