Rozdział 99 - Skaliste Wzgórza II

GaiDo – „Otworzyłem oczy i usiadłem. Po otworzeniu i przetarciu ich dokładnie dostrzegłem, iż wraz z Redo dotarłem do skalistych wzgórz. Niebo tutaj było strasznie ciemnopurpurowe, a z niego można było dostrzec także błyskające się błyskawice wędrujące między chmurami. Na najwyższym szczycie wzgórz dostrzegłem kapliczkę wokół której krążyły olbrzymie demony… prawdopodobnie tam znajduje się ostatni z elitarnych wojowników. Siedząc i jeszcze nie dając oznak życia mojemu towarzyszowi zastanawiałem się nad tym o czym rozmawiałem z Firus… nie spodziewałem się, że jeszcze ją zobaczę, oczywiście dobrze wiedzieć, lecz byłem zaskoczony tym zjawiskiem. Wsiąknąć ogień we wzgórzach będzie mi cholernie ciężko, a mocy Feniksa nie wykorzystam dlatego, iż Firus cały czas zabrania mi tego skoro jeszcze istnieje nie będę ryzykował takim posunięciem. Dobra dosyć tej kompletacji przeczołgałem się w kierunku głowy Redo i przywitałem go.”

GaiDo – Cześć, Redo jak widzę już dotarliśmy na miejsce.

Redo – Witaj chłopcze, tak niebawem nasze drogi się rozejdą, lecz najpierw pomogę Tobie znaleźć jakieś miejsce na nocleg. Muszę odpocząć, biegłem tutaj ponad 14 godzin bez przerwy jestem zmęczony.

GaiDo – Rozumiem.

GaiDo – „Redo zboczył z głównej drogi i skierował się w lewo do znajdującej się niedaleko małej jamy gdzie mógł odpocząć przed powrotem do swojego domu. Gdy już byliśmy na miejscu zatrzymał się, a ja zeskoczyłem z jego grzbietu i wyszedłem na zewnątrz spojrzeć na krajobraz, skały były bladoszare, a niedaleko mnie spostrzegłem niewielką grupkę dziwnych potworów przypominających orki, którzy rozmawiali między sobą. Odwróciłem się i poszedłem pożegnać się z Redo nie chciałem tracić czasu.”

GaiDo – Redo ja będę uciekał, dzięki za wszystko… dotrzyj bezpiecznie do domu, lecz gdyby coś się działo zawyj – postaram się wtedy Tobie pomóc jeśli będziesz w pobliżu.

Redo – Dobrze, zatem GaiDo dziękuje ci jeszcze raz za ocalenie mnie. Powodzenia i skop solidnie tyłek temu potworowi.

GaiDo – Hehe, nie problemu.

GaiDo – „Pogłaskałem niedźwiedzia po głowie po czym wyszedłem z Jamy i skierowałem się poboczną ścieżką, wędrując ścieżką bacznie obserwowałem czy nie ktoś nie czai się w pobliżu, ponieważ faktycznie to miejsce nie wyglądało na bezpieczne, nagle dziwny hałas przykuł moją uwagę, a docierał on z tyłu. Gdy się odwróciłem zauważyłem orko-podobne stworzenia, które wcześniej widziałem, a wspinały się… o nie! Tam został Redo! Zacząłem się cofać i szybkim tempem zacząłem biec w kierunku wspinających się potworów. Po krótkiej chwili gdy już znalazłem się blisko nich wyciągnąłem włócznię i rozpocząłem polowanie na moje ofiary… schowałem się za jedną z pobliskich skał i zacząłem przysłuchiwać się ich rozmowie, którą ucinali podczas wspinaczki.”

??? – Szlag jak zauważyłem tamten człowiek uciekł nam.

??? – Spokojnie dopadniemy jego i też, wpierw zajmijmy się tym niedźwiedziem to jest bardzo rzadki okaz.

??? – Ale będzie uczta, haha!

??? – Ano.

GaiDo – „Zatem wiedzieli o naszej obecności… niedobrze powstrzymam ich zanim zaatakują Redo. Wyszedłem zza skał i zacząłem już szarżować na potwory. Jeden z nich zdążył mnie zauważyć odwracając swoją głowę w moim kierunku.”

??? – E spójrzcie! Ten człowiek wraca.

??? – Tak, ale z bronią w ręku zanim weźmiemy się za miśka dawajcie na niego, będzie to dla nas łatwa zdobycz.

??? – Ok!

GaiDo – „Potwory zeskoczyły ze skał i zaczęli biec w moim kierunku także szarżując w moim kierunku. Jeden z nich otworzył buzię i wystrzelił promień lecący w moim kierunku, aby póki co nie zaskakiwać ich i nie wykorzystywać moich mocy uniknąłem ich ataku zbliżyłem się do nich delikatnie, a następnie wbijając włócznię w ziemię odbiłem się od niej i wzleciałem w powietrze tak, aby jednego z nich przedziurawić na wylot. Spadając na ziemię perfekcyjnie trafiłem w jednego z nich włócznia przebiła jego ciało, a ja błyskawicznie wykorzystując ruchy powietrza wyciągnąłem włócznie i zacząłem biec w kierunku drugiego potwora, który znajdował się po lewej stronie – zabiłem środkowego, a było ich trzech. Potwór spodziewał się co planuje zatem spróbował mnie zaatakować swoimi pazurami, bez problemu uniknąłem jego uderzenie po czym uderzyłem z kontry, kolejny załatwiony! Trzeci z nich trochę przerażony wdał się w ucieczkę. Nie chciałem zużywać więcej sił na ściganie go zresztą chciałem zobaczyć czy na pewno z Redo jest wszystko w porządku – zatem puściłem go wolno. Użyłem odrobinkę swojej mocy i odbiłem się od Ziemi w powietrze, gdy wylądowałem obok jamy zajrzałem do jej środka zauważyłem odpoczywającego niedźwiedzia, lecz z otwartymi oczyma.”

GaiDo – Ufff co za ulga jesteś cały.

Redo – A czemu niby miałbym nie być?

GaiDo – W twoim kierunku zbliżała się niewielka grupka orko podobnych stworzeń, która chciała mnie i Ciebie upolować. Powinieneś stąd uciekać tutaj jest niebezpiecznie.

Redo – Faktycznie… pora uciekać zanim zleci się tutaj cała horda tych dziwadeł.

GaiDo – Pojadę razem z Tobą do momentu, aż nie znajdziemy się chociaż na pograniczu między mroźnymi wzgórzami, a skalistymi chcę mieć pewność, że Tobie nic nie jest.

Redo – Spokojnie poradzę sobie, teraz powinieneś skierować się do świątyni i pokonać ostatniego strażnika.

GaiDo – Nie! Pomogę Tobie.

Redo – Eh, no dobrze. Zatem wskakuj na grzbiet.

GaiDo – Ok.

GaiDo – „Wskoczyłem na grzbiet i wyruszyłem wraz z niedźwiedziem na pogranicze, przez cały czas podróży wypatrywałem czy nikt za nami nie podąża, na szczęście cała droga do pogranicza przebiegła spokojnie. Gdy dotarliśmy na miejsce Redo się zatrzymał, a ja zeskoczyłem z jego grzbietu. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoje strony, ja z powrotem przemierzałem przez główną drogę, która prowadziła do świątyni, a Redo kontynuował swój powrót do domu. Po minięciu kilku kilometrów nagle z naprzeciwka dostrzegłem grupę zbliżających się potworów, która zmierzała… w moim kierunku! Tym razem się nie będę powstrzymywał muszę się dostać jak najszybciej do świątyni zatem zniszczę większość tych potworów, a następnie polecę w kierunku świątyni. Korzystając z moich zdolności władania nad ogniem pozostawiłem ogromny płomień przy jednym z głazów, a następnie prostując jedną rękę w kierunku potworów wystrzeliłem pocisk, który po trafieniu wybuchnął. Większość potworów jak zauważyłem została rozbita, a ci co pozostali zaczęli uciekać… ponownie. Skorzystałem z rad Firus i wchłonąłem pozostawiony przeze mnie ogień, ale zdziwiła mnie jedna rzecz, ogień był większy niż poprzednio, czyżby tutaj znajdowała się też jakaś roślinność, która powoduje iż ogień się rozprzestrzenia? Zresztą nieważne pora lecieć w kierunku świątyni. Wzbiłem się w powietrze i wyruszyłem w kierunku największego szczytu znajdującego się w centrum tej krainy. Prawdziwa walka dopiero się zaczyna…”


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.