Rozdział 18 - [ Rozdział 18 ] - Perspektywa Azazella
(Astrid): “Aaaaa!! Bądź przeklęty Asura! Czemu akurat grawitacja?! Usuń! Usuń! Usuń! Ile ty tego nałożyłeś?! Usuń się w końcu! Usuń! Już tak blisko ziemi! Usuń! Usuń! Naresz…”

Głośny huk…

(Astrid): “...skończyłam... “

Boli… boli…

(Astrid): “To bolało Asura!”

(Uczeń): “Nic Pani nie jest? Spadła Pani z dość dużej wysokości.”

He? A widać że coś mi jest? A w sumie?

(Astrid): “Nie nic mi nie jest… Tylko moja druga połówka gdzieś biega po innym świecie, mam na głowie klasę specjalną, a i mój stary przyjaciel właśnie mnie wyrzucił ze swojego domu w taki sposób. Wszystko jest w porządku.”

(Uczeń): “Chyba Pani powinna pójść do uzdrowicielki.”

A po co? Chwila… on mi nie wierzy.

(Astrid): “Nie wierzysz mi tak? To chodź, za karę będziesz mi towarzyszył.”

(Uczeń): “Nie mogę proszę Pani muszę uczyć się do obrony przed czarną magią.”

Czarną magią? Przedmiot Azazella.

(Astrid): “Tak się składa, że jestem nauczycielką tego przedmiotu.”

(Uczeń): “Naprawdę?”


(Astrid): “Nie. Tylko mi się tak powiedziało.”

Słysząc moją odpowiedź uczeń trochę się załamał. Ech… trochę moja wina.

(Astrid): “Co masz do nauki?”

Chłopak spojrzał na mnie i powiedział.

(Uczeń): “Rurkowce złośliwe.”

Rurkowce… co ty jesteś uczniem Azazella? I czemu ja dalej siedzę w tej dziurze?

Podniosłam się i stanęłam naprzeciw uczniowi. Był ode mnie wyższy o pół głowy przez co musiałam podnieść swoją by spojrzeć mu w oczy.

(Astrid): “Jesteś uczniem Azazella?”

Ekspresowa odpowiedź.

(Uczeń): “Tak. Nazywam się Parlo Wols.”
Parlo? Kto tak nazywa w tych czasach ludzi. Jacyś maniacy historii chyba.

(Astrid): “Jestem Astrid Vorstiv.”

Następne pytanie mnie zdziwiło.

(Parlo): “Jest Pani żoną Pana Azazella czy kimś z rodziny?”

Nikt mnie nigdy o coś takiego nie pytał.

(Astrid): “Jesteśmy rodzeństwem, a mówiąc precyzyjnie to bliźniakami, trudno uwierzyć ale taka prawda.”

Prawda jest troszeczkę inna ale to szczegół.

(Parlo): “Jest Pani podobna do Pana Azazella.”

Co? Jak on to stwierdził? Ale mniejsza z tym.

(Astrid): “Jak będziesz mówił o Rurkowcach Azowi to powiedz że łatwo się palą i ogień ma wtedy żółty odcień. Po tym powinien ci zaliczyć.”

Tylko czemu mu to mówię? Lubię patrzeć jak mój Azazell się pastwi nad uczniami podczas ich wypowiedzi. Nie to że robi to dla przyjemności tylko taka taktyka nauczania przynosi większe efekty. Lepiej jest się czegoś nauczyć niż mieć rozwalony nos albo złamaną rękę.

(Parlo): “Dziękuję Pani.”

(Astrid): “Dobra, idę do klasy w końcu muszę ich nauczyć tej ochrony przed czarną magią. Żegnam.”

Odwróciłam się i poszłam w swoim kierunku. Ciekawe co z tym wampirem i kitsune, mają tak mocną moc magiczną.

Ej! Chwila! Przecież...

Perspektywa Azazell’a

Ajajaj… to się narobiło… Asura znowu będzie się darł, ciekawi mnie to czy on w ogóle wie że go ignoruje za każdym razem. No prawie każdym, czasami zdarzy mu się powiedzieć coś z sensem.

No dobra czas iść do klasy…

Wstałem od stołu, wziąłem księgę i za spany ruszyłem w stronę gdzie prawdopodobnie będzie moja klasa i Asu…

Wychodząc z biblioteki pożegnałem się z bibliotekarzem i ruszyłem korytarzem. Po kilku minutach ospałego marszu ktoś do mnie się odezwał… w sumie nie ktoś tylko ona, utrapienie czego ona chce?

- No, no, no, ty z książką w ręku i to jeszcze o takiej godzinie to zadość. - (Kobieta)

Jestem nauczycielem to takie dziwne?

- Czego chcesz Eirlys? - (Azazell)

- Powinieneś mówić trochę z szacunkiem do głównego dyrektora. - (Eirlys)

Mówiąc to wypięła dumnie pierś.

- Może bym mówił gdybyś nie wyglądała jak dziecko… - (Azazell)

Gdy to powiedziałem trochę się wkurzyła… no trochę bardzo, ale to słodko wygląda jak się złości… Yyy słodko? Serio? Za mało snu… za mało…

- Jakbyś nie wiedział mam tyle samo lat co ty! - (Eirlys)

Nie musisz krzyczeć.

- Dobra, nie krzycz i mów czego chcesz. - (Eirlys)

- Mam dla ciebie zadanie. - (Eirlys)

Zadanie? Dopiero co wróciłem, a ty już chcesz dawać mi zadanie? Chora jesteś kobieto?

- Odmawiam chora kobieto, a teraz sio bo idę na lekcje. - (Azazell)

No i chyba jej już żyłka pękła…

- Azazellu Vorstiv! Masz wytresować wraz ze swoją siostrą pewnego potwora. - (Eirlys)

Potwora? Ja i Astrid? Nie widzę tego… oj nie widzę.

- Wiesz że to się nie uda. Ja i Astrid damy radę zrobić wszystko oprócz tresury. - (Azazell)

Jak my się za to zabierzemy to nie skończy się to dobrze, dla potwora oczywiście.

- Dacie radę, w końcu to wy. A i tym potworem jest jest pewien tygrys. - (Eirlys)

To już wiem o jakiego chodzi… nie zgadzam się!

- Stanowczo odmawiam. Nie będę znowu wysłuchiwał że ma jakiś problem, sama go sobie trenuj, chwila! Powiedziałaś tresować? Dalej nie masz do niego szacunku. - (Azazell)

Nie ładnie dziewczyno, nie ładnie.

- Nie będę przebywać w towarzystwie tego czegoś! Za każdym razem się do mnie klei. - (Eirlys)

- Masz problem. Ja idę na lekcje żegnam. - (Azazell)

- I tak się nim zajmiecie! I pozdrów Asure bo się z nim nie spotkam, a i utul ode mnie Astrid! - (Eirlys)

Taa… ty to masz na jej punkcie bzika. Zacząłem iść w swoim kierunku i tylko z machnąłem ręką oraz powiedziałem.

- Zobaczę co da się zrobić... - (Azazell)

- Azazell ma… - (Eirlys)

Przerwałem jej mówiąc.

- Miło że się odezwałaś po takim czasie. - (Azazell)

Ruszyłem dalej nie zwracając już uwagi na zdziwioną Eirlys.

Droga do klasy zajęła mi jeszcze kilkanaście minut i gdy tylko do niej wszedłem wszelkie rozmowy umilkły, a spojrzenia uczniów zatrzymały się na mnie.

- No to zaczynamy lekcję. - (Azazell)

Podszedłem do biurka o położyłem na nim książkę.

- Kto jest chętny by opowiedzieć mi o rurkowcach? - (Azazell)

No i nikt się nie zgłosił… osiemdziesiąt osób i nikt… A nie jest jedna osoba.

- Zapraszam ciebie na środek chłopcze. - (Azazell)

Chłopak zerwał się z miejsca zdenerwowany i ruszył w moją stronę.

- Przypomnij mi jak się nazywasz. - (Azazell)

- Parlo Wosl proszę Pana. - (Parlo)

Parlo? Ale ciebie chłopcze rodzice skrzywdzili i ten Pan… Nie lubię tego ale niech będzie.

- No to zaczynaj. - (Azazell)

- Dobrze, Rurkowce… - (Parlo)

Dziesięć minut później…

- … Płomień podczas ich spalania ma żółty odcień, dziękuję to już wszystko. - (Parlo)

Jeju, ale to było nudne, no ale powiedział większość rzeczy i nawet dowiedział się jaki ma płomień kolor. No, no, ciekawie.

- Zaliczone, możesz siadać. - (Azazell)

Uczeń ukłonił się i poszedł na swoje miejsce, a ja zwróciłem się do klasy.

- No i oczywiście macie wszyscy wiedzieć to samo co wasz kolega, a i za trzy dni będzie test z tego więc się przygotujcie. A żeby was zmotywować to ci co nie zdadzą tego testu będą sprzątać przez tydzień tą sale. A teraz żegnam was, lekcja dzisiaj taka krótka dlatego, że macie naukę i przez to że się spóźniłem. - (Azazell)

Ich miny po tym co usłyszeli były bezcenne, ale co się dziwić? Ta sala jest ogromna.

Po kilku minutach byłem już sam w sali, no przynajmniej tak bym chciał.

- W końcu zacząłeś ich uczyć Azazell. - (Asura)

- No kiedyś trzeba. - (Azazell)

- A no trzeba. A teraz wiesz co ciebie czeka? - (Asura)

Taa… wykład od ciebie.



Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.