Rozdział 16 - [ Rozdział 16 ] - Perspektywa Azazella

Hmm…


Co ja zrobiłem?


Serio jestem na tyle głupi?


JAK!? Jak pytam się to zrobiłem?


Dobra. Od początku. Walczyłem z czarnoksiężnikiem, wygrałem, a potem go wchłonąłem. Następnie odwróciłem się, zrobiłem krok i znalazłem się na tym zadupiu! Kirwa! Nadepnąłem na własną kartę teleportacji…  

Eh… czas wracać do domu.


Sięgnąłem do swojej talii i zmarłem…


Serio? Co jest? Noc siedmiu nieszczęść Azazella?


Nie mam talii… zgubiłem… i chwila! Czemu nie czuje prawej ręki? Spojrzałem na nią… ach, od łokcia w dół nie mam jej… z powstałej rany leci fontanna czarnej niczym smoła krwi…. no trudno, przeżyje.


Użyłem jednej z umiejętności i wyrosła mi nowa, tylko szkoda, że wygląda jak od demona, a mianowicie cała czarna, ze szponami i takie tam. Trzeba będzie potem jakoś to ukryć.


No to czas ruszać. Spojrzałem w niebo przez co znowu prawie wyszedłem z siebie… jestem w innym wymiarze...serio?

No to powrót mi trochę zajmie, albo w sumie? Mogę użyć zaklęcia teleportacji ale po co? Idę sobie pozwiedzać.

Jak powiedziałem tak zrobiłem.

Ruszyłem przed siebie by dotrzeć do czegokolwiek ciekawego, bo aktualnie jestem na jakimś pustynnym zadupiu.

Trzy godziny później…


No ludzie tutaj nic nie ma dosłownie! Biegnę tak już kawał czasu, a tu tylko piach, wszędzie piach!  


Powinno być tu jakieś życie! Ludzie albo jakieś inne istoty, a tu ni… Chwila.


Zatrzymałem się i skupiłem swój wzrok na jednym punkcie.


Hmm…


Wygląda mi to na jakąś karawanę możliwe, że kupiecką. Prawie na pewno kupiecką bo dlaczego mieliby ich napadać zbóje?


Co zrobić? Co zrobić? Hmm…


A walić to idę się przywitać.


Przymierzyłem się do biegu i jednym ruchem odbiłem się od ziemi w stronę karawany.


Po kilku sekundach byłem już przy nich i się grzecznie przywitałem.


(Azazell): “Witam.”


Ludzie naprzeciw mnie zmarli, zarówno zbójcy jak i kupcy. No co? Tylko się z w przywitałem.


Bandyci rzucili się na mnie, atakują  swoimi zakrzywionymi mieczami. Serio? Chcecie tym czymś walczyć?


Jeden z nich zamachnął się na mnie swoją bronią. Eh… wolny. Złapałem ostrze swoją nową ręką po czym je zmiażdżyłem, gdy ostrze pękło było słychać charakterystyczny dla tej czynności dźwięk.


Bandyta patrzył to na swój miecz to na mnie nie wierząc własnym oczom.

No ten miecz był bardzo słaby więc czemu wygląda na tak zaskoczonego?


A zresztą co ja będę się przejmował, jednym szybkim ruchem mojej nowej ręki, skróciłem jego żywot do zera albowiem odciąłem mu głowę.


Drugi człowiek chciał zajść mnie od lewej strony ale zbytnio mu to nic nie dało bo i tak chwile później padł martwy tak samo jak reszta jego bandy.


Po tym wszystkim podszedłem do kupców i chciałem im pomóc ale chyba nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego bo błagali mnie o litość więc ruszyłem dalej.


Czy ja jestem taki straszny? Serio? Jak ja jestem miłym nauczycielem z wysokopoziomowej akademii.


A skoro sobie przypomniałem to ciekawe jak tam radzą sobie moi uczniowie. Powinni dać sobie jakoś radę beze mnie, dałem im fundusze więc jak nie wpakowali się w kłopoty to powinno być dobrze.

Po powrocie powinienem jakoś zacząć ich uczyć… nie chce mi się… no ale jestem nauczycielem więc to mój obowiązek. Jak wrócę to dostaną taki wygląd jak ja zapewne dostanę od Asury.


Aż mi się humor popsuł na myśl, że będzie nawijał jak bardzo nieodpowiedzialny jestem.


Dobra. Trzeba ustalić jaki będzie następny temat. Hmm… może powiedzieć im o wampirach? Nie one są nudne. Albo ghule? Nie też nudne. Mimik? Nuda.


Po dwóch godzinach marszu i przemyśleniach wpadłem na pewien pomysł. Będę ich uczył o klątwach, tak to jest to. Klątwy są ciekawe i pożyteczne, raz nałożyłem jedną na Asure to nie był szczęśliwy ponieważ jego włosy źle to przeżyły.


Ha! Aż miło się robi na sercu gdy się wraca do takich wspomnień. No ale oczywiście i tak dostałem kazanie jaki ja jestem nieodpowiedzialny.



Tak teraz dopiero zrozumiałem… zrobiło się ciemno a ja nawet tego nie zauważyłem! Dobra, trzeba wracać do domu.


Wziąłem garść piachu i zacząłem wypowiadać zaklęcie otwierające portal, po skończeniu formułki rzuciłem piaskiem przed siebie i otworzył się portal prosto do akademii, a mówiąc bardziej szczegółowo to do biblioteki.


Gdy przeszedłem przez portal od razu uderzyła mnie woń charakterystyczna dla tego miejsca.


Ah… cisza i spokój.


Biblioteka to moje ulubione miejsce z całej akademii, może tego po mnie nie widać ale często tutaj przebywam.


Chociaż w sumie tego nawet Asura może nie wiedzieć, a zresztą czym ja się przejmuje.


Ruszyłem przed siebie do działu ksiąg z klątwami w poszukiwaniach tej z klątwa senności.


Czemu akurat ta? Bo jest najprostsza i łatwo ją zdjąć, a sama klątwa za wiele nie robi. Więc to sprawia, że jest idealna do celów naukowych.


Hmm… gdzie ona jest?


Powinna być tutaj ale jej nie ma. Ktoś ją wypożyczył czy co?


(Bibliotekarz): “Witam Pana Azazella w czym mogę Panu pomóc?”


Spad pan mi z nieba.


(Azazell): “Szukałem księgi klątwy senności poziom dla początkujących ale jej nie mogę znaleźć.”


No staruszku liczę na ciebie jesteś jedną z niewielu osób których szanuje, nie zawiedź mnie.


(Bibliotekarz): “Hmm… niech pomyślę. Senności tak? Wydaje mi się, że oddaliśmy ją na renowację jakiś tydzień temu więc w przyszłym miesiącu powinna wrócić.”



Brak mi słów.


To ja tu szukam książki której nie ma. Fajnie.


(Azazell): “Dziękuję za pomoc.”


Chociaż i tak na wiele się nie przydała.


(Bibliotekarz): “To moja praca. A tak swoją drogą skoro pan szukał tej księgi to znaczy, że Pan będzie uczył swoją klasę o klątwach. Skoro tak to niech Pan weźmie księgę o klątwie przemiany niskiego poziomu, też powinna się nadać.”


No staruszku jak zwykle mogę na ciebie liczyć, zawsze masz jakąś dobrą radę.


(Azazell): “I tak zrobię, jeszcze raz dziękuję za pomoc.”


(Bibliotekarz): “Jak mówiłem to moja praca, a teraz Pan mi wybaczy ale obowiązki wzywają.”


Starszy mężczyzna ukłonił się lekko w geście pożegnania, a ja odwzajemniłem ukłon po czym zacząłem szukać księgi.


Po kilku minutach znalazłem to co szukałem, wziąłem księgę i ruszyłem do stolika na uboczu by zacząć rozmyślać jak przeprowadzić następną lekcję.


Po kilkudziesięciu minutach spędzonych nad lekturą usunąłem nie wybierając nic konkretnego.


Następnego dnia.


Ze snu wyrwało mnie nieprzyjemne uczucie…


Szlag zapomniałem o uczniach z miasta…


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.
Sefcia
Napisano: 2018-07-11 10:28:55

Fajno :D Kiedy kolejny chapter? :D