Rozdział 1 - Prolog

Otworzyłem oczy i pomyślałem „Co to był za koszmar…". Wtedy jednak dotarło do mnie, że to nie był sen. Jak mógł być to sen, skoro teraz leżę na tym kamieniu, który nazywam łóżkiem, znajdującym się w tej jaskini, którą ktoś ośmielił nazwać się domem.

Podniosłem się i rozejrzałem. Było ciemno, ale dla moich oczu co najwyżej szaro. Doskonale widziałem każdą sylwetkę nowych towarzyszy. Małe, pokraczne stworzonka. Miały może z 1m wzrostu, łyse z szarą skórą i niewielkimi błoniastymi skrzydełkami na plecach. Na jaką cholerę im te skrzydła, skoro nie potrafią latać?! I na jaką cholerę one mi…

Ale od początku. Oto jak to wszystko się wydarzyło.

* * *

Od czego tu zacząć? Może od tego kim byłem. Urodziłem się synem farmera, jednym z 4 innych jego synów. Żyliśmy w małej wiosce, której nazwy już sam nie pamiętam. Moja matka zmarła, gdy miałem 4 lata. Dorastałem więc tylko z ojcem, trzema braćmi i siostrą. Można powiedzieć, że nasza rodzina była liczna, ale w tych czasach, gdzie co drugie dziecko nie dożywa 10 roku życia, to nie tak wiele. Każda rodzina w naszej wiosce miała przynajmniej tyle dzieci.

W wieku 16 lat zostałem zmuszony do tego, aby uciec z mojej rodzinnej wioski. Powód był bardzo prosty: złoto. Po śmierci mojego ojca i najstarszego brata, którzy zginęli w drodze do miasta z naszymi zbiorami, moi pozostali bracia stwierdzili, że podzielenie dość skromnego majątku na jedną osobę więcej będzie zbyt dużym wydatkiem.

Nie wiem, jak długo się nad tym zastanawiali, ale zaatakowali mnie z zaskoczenia, nawet nie wahając się przez chwilę. Ledwo zdążyłem zablokować cios siekiery, którą zamachnął się we mnie jeden z moich braci. Wiedziałem, że nie mam szans w pojedynkę z dwójką starszych i silniejszych, więc chwyciłem wszystko co miałem pod ręką i uciekłem.

Przez długi czas błąkałem się po miastach i wsiach chwytając się każdego zajęcia, aż w będąc w wieku 22 lat udało mi się dzięki sprzyjającym bogom, zostać członkiem gildii poszukiwaczy przygód. Szczerze mówiąc, moje umiejętności walki były w tamtym czasie na poziomie nowicjusza. Prawdopodobnie, gdyby nie moja wrodzona siła i to, że przez większość ówczesnego życia pracowałem fizycznie za dwóch ludzi, pierwszy napotkany potwór byłby moim ostatnim.

W tak małym mieście jak moje, gildia liczyła zaledwie 30 członków, z czego najwyższą rangę B miał 70 letni czarodziej, który już od ładnych kilku dekad nie potrafił zapamiętać co jadł na obiad, a co dopiero rzucić jakieś zaklęcie. Warto tu wspomnieć o tym, że najemnicy, jak często nazywa się nas, dzieli się na rangi. Im ktoś ma wyższą tym większe zasługi ma na koncie i lepszą płacę. Rangi zaczynają się od E, a potem po kolei D, C, B, A, S. Nawiasem mówiąc ja miałem rangę E, czyli byłem najniżej w hierarchii.

Chociaż najniżej i tak w rok potrafiłem zagarnąć dla siebie ok. 250 sztuk złota, nie licząc dodatkowych łupów. Dla porównania mój ojciec jako farmer rocznie zarabiał ok. 100 złota. Czyli tak naprawdę dało się z tego przyzwoicie wyżyć.

Wszystko zaczęło się tego cholernego dnia w moje 30 urodziny, dostaliśmy wtedy prośbę o przydzielenie eskorty dla młodego adepta, który miał zbadać pobliskie ruiny. Płacono nam 150sz na głowę, plus jeśli robota pójdzie gładko otrzymałbym awans do rangi D, więc oczywistym było, że zgodziłem się od razu.

Gdyby moje umiejętności w tamtym czasie dało się przedstawić jako statystyki wyglądałby zapewne tak:

Imię???Wiek30 lat
Rasa Człowiek Płeć Mężczyzna
Siła 18 Zręczność 12
Wytrzymałość 14 Inteligencja 10
Klasa Farmer (4) / Zbrojny (2) / Wojownik (1)    
Zdolności
  • - Zwiększona Siła
  • - Zwiększona Wytrzymałość
  • - Znajomość Oręża
  • - Znajomość Roślin
   

Patrząc na to, można powiedzieć, że 10 jest wynikiem przeciętnym dla człowieka, czyli moja siła była prawie taka jak dwójki przeciętnych ludzi razem wzięta. Człowiek przez całe życie jest wstanie zdobyć 5 klas, każda z maksymalnym poziomem 20. To jaką posiadasz klasę zależy od twoich poczynań i treningu. Takie informacje, jak poziom siły czy klas można było dowiedzieć się prostym zaklęciem poznania, którego uczy się większość nowicjuszy sztuk magicznych. Wracając jednak do opowieści.

Mieliśmy wyruszyć o świcie, jednak jak się okazało nasz pracodawca był jakimś bachorem szlachcicem, który wstawanie o wschodzie słońca uważał za zbrodnię niczym spalenie komuś wioski. Tak więc zanim wyruszyliśmy było już prawie południe.

Wyobraźcie sobie, 5 ludzi w środku lata, stoi w pełnym słońcu w pancerzach z tarczami na plecach przez trzy godziny. Gdy ten bachor się wreszcie pojawił sam chciałem wsadzić mu miecz w dupę, jednak moi towarzysze powstrzymali mnie solidnym argumentem: nie zapłacił nam jeszcze. Tak to kolejna rzecz, której nigdy nie mogłem zrozumieć. Otóż zasady gildii mówiły jasno, że zapłatę należy pobrać tylko po wykonaniu zadania… Co za kretyn to wymyślił.

Tak więc wreszcie wyruszyliśmy. Po 2 dniach dotarliśmy do ruin. Droga przebiegła bez zakłóceń. W tej okolicy to i tak można co najwyżej napotkać jakąś grupkę goblinów może jakąś parę orków, nic co zaatakowałoby świadomie czarodzieja w obstawie pięciu wojowników.

Ruiny były opuszczone od wielu wieków. Z tego co zrozumiałem z tłumaczenia tego bachora, to miały ponad 1000 lat i kiedyś była tu świątynia. Dokładnie nie wiadomo, którego boga, ale adept mówił, że prawdopodobnie żadnego z obecnie nam znanych. Tak więc wybraliśmy się do świątyni starego boga… co mogło pójść nie tak? Ale o tym trochę później.

Rozstawiliśmy obóz i obwarowaliśmy go, aby jakiś narwany potwór nie pomyślał, że zaatakowanie nas będzie łatwą zdobyczą. Właściwie tak, jak mówiłem wcześniej w tej okolicy nie było się za bardzo czego bać. Dobrze uzbrojony wojownik mojego pokroju spokojnie potrafił zabić 3-4 gobliny. Tak więc nasza 5 spokojnie mogłaby odeprzeć atak nawet sporej ich grupy.

Adept stwierdził, że wewnątrz przyda mu się para rąk do pomocy. Każdy z nas ciągnął słomkę, padło na mnie i kogoś jeszcze. Przez 3 cholerne dni, zasuwałem przesuwając kawałki gruzu, grzebiąc ziemię i wysłuchując podnieconych pisków jakiegoś narwańca, który jakby mógł to zaprzągł by tu całą kompanię do pracy. Nasza dwójka musiała mu wystarczyć.

Czwartego dnia odkryliśmy szeroką salę. Na jej ścianach znajdowało się wiele rysunków i symboli, których nigdy na oczy nie widziałem. Po środku pomieszczenia stała fontanna, wyschła już wieki temu, ale do tej pory zachowała się w znakomitym stanie. Był rzeźbiona z marmuru, przynajmniej tak mi się wydawało, gdyby udało się nam ją stąd wywieźć dostalibyśmy za nią solidną sumkę.

Patrząc na wzrok mojego towarzysza utwierdziłem się, że myślimy o tym samym. Gdy my byliśmy zajęci sprawdzaniem czy nie ma tu żadnych ukrytych pułapek czy czegoś w tym stylu, nasz przyszły mistrz sztuk tajemnych zagłębił się w ilustrację i symbole na ścianach.

Po upewnieniu się, że okolica jest czysta, wraz z towarzyszem zbliżyliśmy się do fontanny. Gdy już mieliśmy się zabierać za rozmontowanie jej poszczególnych części, adept zatrzymał nas. Podobno fontanna jest magiczna i wystarczy prosty rytuał, a jej cena wzrośnie przynajmniej 20 krotnie. W tej chwili oboje z towarzyszem stwierdziliśmy, że podjęcie się tej roboty było dobrym pomysłem. Niestety, myśleliśmy tak bardzo krótko.

Nasz nie-jestem-jeszcze-dobrym-magiem towarzysz, zaczął rzucać jakieś zaklęcie. Dla mnie równie dobrze mógł bełkotać po pijaku i tak bym tego nie rozróżnił. Właściwie w życiu widziałem kilku czarodziejów, kilku czarowników i był nawet jakiś szaman, ale jak rzucają zaklęcie widziałem tylko raz. Właściwie myślałem, że widziałem, później okazało się, że ten starzec naprawdę bełkotał coś po pijaku, ale nie to ważne. Nasz mag coś spierdolił i tyle zdążyliśmy się dowiedzieć, gdy zamiast złota i magicznej fontanny ukazał się przed nami potwór.

Potwór musiał być demonem, czyli istotą przywołaną z innego planu, ponieważ wyłonił się z czarno-czerwonego rozdarcia w powietrzu. Z portalu jak się później dowiedziałem. Demony mogą dostać się do naszego świata, jeśli spełni się 2 podstawowe warunki. Pierwszym jest wystarczająca ilość dusz, którą posiada demon, a drugą jest właśnie portal. Portalem nazywa się rozdarcie w barierze między naszym światem, a innym planem. Takie rozdarcia powstają samoistnie lub przy pomocy magii. Do tej pory nie wiem, czy portal, który wtedy powstał był zbiegiem okoliczności, czy po prostu był już tam od dawna, a moc maga go przebudziła.

Demon, który wyłonił się z portalu nie przypominał niczego co wcześniej widziałem, właściwie nie wiem nawet jak opisać to co zobaczyłem. Najtrafniej można powiedzieć, że była to wielka masa czegoś. Tak „czegoś" jest tu odpowiednim słowem, ponieważ jego ciało zadawało się być czymś, jakby połączoną galaretą z mięśniami i żyłami. Naprawdę odrażający widok. Miał jakieś 2,5m długości i 1m szerokości. Nie posiadał nóg czy rąk, był tylko zbitą masą „czegoś".

Jednym skokiem dopadł zdumionego czarodzieja i przygniótł go swoim cielskiem. Kości, krew oraz flaki bryzgnęły pod ciężarem demona. W jednej chwili nic nie zostało już z naszego pracodawcy. Wtedy też otrzeźwiałem i stwierdziłem, że pierdolę tą robotę, nie mam zamiaru umierać za darmo. Byłem już w połowie drogi między fontanną, a wyjściem, gdy z krzykiem i hukiem zwłoki mojego towarzysza rozbiły się o kamienną ścianę nad wyjściem. Siła uderzenia była tak wielka, że stara już ściana runęła zagradzając mi jedyną drogę ucieczki.

Obejrzałem się za siebie. Zauważyłem, że demon skoczył wprost na mnie. Tylko dzięki szczęściu udało mi się odskoczyć i przeturlać się w pobliże fontanny.

Demon wylądował po drugiej stronie i znów szykował się do skoku. Dobrze pamiętałem, pijackie opowiadania naszego starego maga z gildii. Demon, a szczególnie te duże są odporne na rany zadane normalnym orężem. Tak więc mój miecz był bezużyteczny. Gdybym tylko miał przy sobie srebro alchemiczne albo przynajmniej błogosławiony przedmiot.

Demon zawzięcie próbował mnie dosięgnąć. To była tylko kwestia czasu, ale jak do tej pory za każdym razem udało mi się zwieść go i uniknąć ataku chowając się za fontanną. Krążyliśmy tak dobre 3-4 minuty. Jednak przez moją nieuwagę zraniłem się przy drugim odskoku w ramię. Nigdy nie przypuszczałbym, że kamienny blok może być tak ostry. Unikając skoku demona zahaczyłem ramieniem o kamień fontanny i moja krew pociekła do jej wnętrza. Normalnie taka rana byłaby tylko zadrapaniem, ale walcząc z całej siły, utrata każdej ilości krwi może zadecydować o twojej śmierci. I niestety miałem rację. Rozproszony raną, nie zdążyłem uniknąć całkowicie ataku demona.

Jego potężne cielsko przygniotło całą moją rękę i zgruchotało kości. Krew bryzgała teraz strumieniem z tego co z niej zostało. Przed oczyma zrobiło mi się ciemno z bólu i utraty krwi. Przewróciłem się i wpadłem do fontanny.

Ten widok musiał być makabrycznie zabawny. Mężczyzna topiący się we własnej krwi, która tryska z jego kikuta. Kiedy już myślałem, że to koniec. Usłyszałem jakby cichy kobiecy szept.

„Co oddasz w zamian za swoje życie?"

Właściwie wtedy myślałem, że to moje zmysły, płatają mi jeszcze na koniec śmieszny żart, próbując dodać mi otuchy w ostatnich chwilach. Że niby jest jeszcze nadzieja. Więc odpowiedziałem tak jak zawsze uważałem. Po pierwsze przeżyj, potem martw się co zrobisz dalej.

„A weź sobie… wszystko co chcesz!" krzyknąłem krztusząc się krwią.

W tym momencie z fontanny wypełnionej już przynajmniej połową mojej krwi, wystrzelił promień, który trafił demona stojącego obok mnie. W kilka sekund ta góra galaretowatych mięśni zmieniła się w krwawą miazgę rozproszoną po całym pomieszczeniu.

Pomyślałem wtedy, że trochę głupio będzie mi umrzeć jak już demon został zabity. Jednak potem usłyszałem słowa, które sprawiły, że pożałowałem tego, iż nie umarłem wcześniej.

„W takim razie, zabiorę sobie twoją duszę."


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.