Rozdział 3 - Polowanie
Następnego dnia mieliśmy po raz pierwszy pozyskać jakąś duszę. Tak nawiasem mówiąc, te wszystkie historie o tym, jak to traci się duszę po zawarciu paktu z demonem to bujda. Jeśli w chwili śmierci twoja dusza nie jest broniona żadnym świętym błogosławieństwem lub magią, zabijający cię demon przejmuje twoją duszę.

Zdaje się, że niewiele osób na świecie wie o tym, a ci którzy wiedzą nie dzielą się to wiedzą zbyt chętnie. Cóż nie mam co narzekać, dzięki temu łatwiej pozyskać duszę.

Co do dusz dowiedziałem się, też do czego tak naprawdę służą. Oprócz tego, że stanowią siłę demona, są też jego życiem. Dosłownie. Demony nie muszą jeść, pić, spać czy nawet oddychać tak długo jak mają zapas dusz. Oczywiście jeśli zaniedbujemy którąś z tych czynności nasze duszę ubywają. Są niczym paliwo napędzające nas i czyniące tym czym jesteśmy.

Dowiedziałem się czegoś jeszcze, a dokładnie o mojej zdolności [ Pożarcie Duszy ]. Jest to dość rzadka zdolność, polega na tym, że potrafię zasymilować duszę zwiększając swoją siłę. Jest to coś zupełnie innego niż przemiana za którą trzeba zapłacić 100 dusz. Działa ona tylko wtedy, gdy konkretna dusza jest silniejsza ode mnie. Jeśli jest słabsza, nawet po jej asymilacji co najwyżej mogę się wyleczyć.

Demony są bardzo odporne. Z tego co zrozumiałem, samodzielnie możemy wyleczyć się prawie z każdej rany zadanej normalnym orężem jeśli mamy dostatecznie dużo czas około tygodnia wystarczy, żeby samodzielnie naprawić złamany kręgosłup. Oczywiście możemy zginąć. Ścięcie głowy czy wykrwawienie się przy obcięciu kończyny też może nas zabić.

Przez cały wczorajszy dzień próbowałem zrozumieć na czym polega magia. Dla kogoś, kto kiedyś praktykował sztuki może wydawać się to łatwe, jednak ja nigdy nie miałem styczności z czymś takim. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że inkantacje czy jakieś dziwne rzeczy są bezużyteczne ponieważ nie znam żadnej. Quak także nie mógł mi pomóc ponieważ nie zna się na tym.

Po kilku godzinach prób i błędów udało mi się przywołać zasłonę stworzoną z ciemności. Doszedłem do wniosku, że wystarczy dobrze wyobrazić sobie skutek magii i chcieć, aby pojawił się on w danym miejscu. Dopiero po 5 czy 6 udanej próbie przypomniałem sobie wykład naszego starego maga.

„Dlaczego magowie używają inkantacji? To proste, jeśli mówisz koń, to masz na myśli konia. Tak samo jest z magią, gdy mag wypowiada słowa zaklęcia wyobraża sobie zaklęcie. Oczywiście są ludzie, którzy nie muszą tego robić, tak podobno jest szybciej."

Może i był stary, czasem zapominał imiona ludzi, ale na magii to się znał. Dzięki jego radzie w kilka godzin opanowałem moje 2 czary.

[ Ciemność ] pozwala mi na przywołanie kuli ciemności w polu mojego widzenia, maksymalnie może objąć powierzchnię 3x3m. W środku tej mglistej, czarnej kuli nie widać nic. Nawet z moimi zdolnościami widzenia w ciemnościach nie byłem wstanie zobaczyć swojej dłoni.

[ Dezorientacja ] za to wpływa tylko na jedną istotę, jednak atakuje prosto jej sposób postrzegania świata.

Wypróbowałem ją na Nr. 1 gdy ćwiczył swoje ciało walcząc z Nr. 2. Mój atak sięgnął go, gdy wyprowadzał cios. W jednej chwili stanął jak wryty jakby zobaczył samego Boga. Nr. 2 nawet nie czekał na to zanim się pozbiera i sprał go po mordzie.

A tak numerki… Nie mamy imion, Quak powiedział, że i tak większość z nas pewnie zginie zanim zapamięta nasze imiona, więc mamy numery. Musimy sobie na nie zasłużyć. Właściwie patrząc na moją siłę obawiam się, że w moim wypadku istnieje duże prawdopodobieństwo bycia zabitym przez wilka napotkanego w lesie.

Normalne zwierzęta mają bardzo słabe dusze, przez co pochłoniecie takiej nie zwiększa naszej siły, ale pozwala na podtrzymanie naszych funkcji życiowych. Rasy rozwinięte na tyle, by posiadały umiejętności korzystania z magii mają dusze całkiem silne. Dla nas są one dobrym paliwem. Nawet podrzędne gobliny w swoich szeregach znajdują szamanów, kapłanów i czarowników, więc nie ma się co dziwić, że demony nie narzekają na brak duszy.

Z samego rana nasz nowy szef kazał nam nie wracać, dopóki nie zdobędziemy jakiejś duszy. Próbowałem ustalić z moimi nowymi towarzyszami w jaki sposób to zrobimy, ale rozmowa z nimi przypominała dogadanie się z psem tyle, że trochę głupszym…

Quak powiedział mi, że to z powodu ich inteligencji, która uległa degeneracji po zmianie w demona. Teraz rozumiem, dlaczego był tak szczęśliwy widząc mnie. Wreszcie dostał kogoś, kogo poziom inteligencji prześcignął te 5 drewnianych kłód.

Cała piątka zachowywała się jakby działali czysto w oparciu o swój instynkt. Nie dziwię się, że dostali numery zamiast imion. Z tym poziomem zorganizowania się i komunikacji w czasie walki, wiejski pies zmasakrowałby połowę tej grupy zanim zalali by go masą.

Dlatego, że jestem Czarnoksiężnikiem moja siła uległa osłabieniu w porównaniu do normalnego Impa. Moja Inteligencja nie dość, że nie uległa pogorszeniu to nawet zwiększyła się. Sam zauważyłem, że kojarzę fakty szybciej oraz łatwiej przychodzi mi zrozumienie pojęć i rzeczy.

Nie miałem innego wyboru, jak zmusić któregoś z tych matołów do współpracy inaczej zginę tak, jak oni. Pierwszą myślą było wytresować ich jak zwierzęta. Tylko w jaki sposób? Rozwiązanie samo się nasunęło, gdy natrafiliśmy w lesie na wilka. Wilk jak to wilk, widząc przewagę liczebną wroga przyjął pozycję obronną. Oczywiście piątka bez mózgów rzuciła się na niego bez wahania. Wygląda na to, że strach przychodzi z inteligencją. Jeśli jesteś zbyt tępy żeby zrozumieć, że jesteś za słaby, umierasz. I tak z szóstki stała się czwórka.

Wilk nie wahając się rozszarpał gardło jednego z impów. Chyba Nr. 3, ale ja ich nie rozróżniam. Padł martwy zanim zdążył domyślić się dlaczego. Następny padł Nr. 1, tego jestem pewien, bo poznałem po obitej wcześniej mordzie. Wydawałoby się, że umarli za szybko jak na demony, ale sądząc po sile wilka, można zasugerować, że jego ugryzienie w kark przypominało bardziej uderzenie toporem.

Właściwie nie żal mi ich, bo dlaczego? Niestety nie mogłem czekać już dłużej z dwóch powodów.

Po pierwsze, pozostała trójka zaczęła się bać. Widocznie trybiki poukładały się w odpowiednich miejscach albo zadziałał instynkt przetrwania. Próbowali już uciekać. A po drugie jeśli wilk zabije mi ich jeszcze kilku to kogo będę tresował?

W momencie w którym wilk skoczył za jednym z uciekających impów. Rzuciłem na nie [ Dezorientacje ] zagubiony wilk nie wiedział co się stało i uderzył w ziemię. Nie wahając się zrobiłem użytek z moich szponów i zaatakowałem jego szyję. Chciałbym powiedzieć, że jednym szarpnięciem pozbawiłem go życia, ale nie oszukujmy się przy mojej sile potrzebowałem przynajmniej z ośmiu zanim przestał się ruszać.

Ludzie używają broni, żeby wzmocnić swoje zdolności w walce, jednak z demonami jest trochę inaczej. Nasze ciała to broń. Może wydawać się, że moje 2cm szpony są słabsze od noża. To prawda, ale dzięki temu, iż stanowią część mnie władanie nimi przychodzi naturalnie jak oddychanie. Cięcia i pchnięcie zadane własnym ciałem przychodzą o wiele łatwiej niż czymś trzymanym w dłoni.

Po chwili, gdy pozostałe impy zauważyły co się stało zatrzymały się i spojrzały na mnie.

„Tak to się robi, łapiecie?"

Zapytałem, ale odpowiedziały mi tylko kiwnięcia głową. Cóż przynajmniej teraz mnie słuchają. Wygląda na to, że pokaz siły i strach zrobił swoje. Tak tresuje się dzikie zwierzęta. Na początku muszą się bać, żeby później móc im pokazać, iż z tobą są bezpieczne.

W ten sposób upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu.

Mamy wilka, będzie co jeść. Nie mam zamiaru zużywać moich dusz na podtrzymywanie funkcji życiowych. Oraz zyskałem 3 podwładnych, którzy mogą robić za moje mięso armatnie.

Tego dni zabiliśmy jeszcze jednego wilka i kilka królików. Ale co najważniejsze trafiliśmy na ślady jakiś dwunożnych istot. Z mojej wiedzy, wyglądało to na grupę kilku goblinów. W 4 z pewnością moglibyśmy zabić 2 lub 3 gobliny, jeśli byłyby nieuzbrojone lub zaskoczone, jednak ta grupa składała się przynajmniej z 10 osobników. W takim układzie nawet atakując z zaskoczenia nie mielibyśmy szans.

Postanowiłem zawrócić drużynę w pobliże naszej jaskini. Po drodze napotkałem jednak rzecz, której nie spodziewałem się. Ork. Ranny Ork. Miał jakieś 1,8m wzrostu, standardowa zielonkawa skóra, świński ryj z dwoma kłami po bokach. Był ubrany w skórzany pancerz z którego wystawały 3 strzały. Został postrzelony w plecy. W lewej dłoni trzymał topór, a prawe ramie bezwładnie zwisało ranne od jakiegoś ostrza. Ciągnął się za nim ślad krwi. Z miejsca wydałem rozkaz do ataku. Trójka impów rzuciła się bez wahania. Ork widząc natarcie próbował zamachnąć się toporem w pierwszy cel, ale właśnie wtedy uderzyła moja [ Dezorientacja ] , topór bezwładnie opadł, a trzy impy zdecydowanie mniejsze na tle orka, prawie dwukrotnie uderzyły w niego jednocześnie przewracając go. Prawdopodobnie, gdyby nie rany już wcześniej zadane mu przez nieznanych mi sprawców. Nawet ta chwila dezorientacji spowodowana moją magią nie dałaby nam przewagi w walce.

Orki znane są ze swojej wytrzymałości i siły. Normalny ork jest 1,5 silniejszy niż przeciętny człowiek. A ten był na dodatek wojownikiem. Jednak ilość krwi, którą utracił oraz moja magią całkowicie przechyliła szalę na naszą stronę. Przewrócony na plecy połamał strzały sterczące w jego ciele. Szybki grad ciosów trójki impów zakończył jego żywot. Cóż, chciałem użyć na nim [ Pożarcia Duszy ] , ale nie miałem okazji. Nr. 2 wchłonął jego duszę zadając ostateczny cios.

Po incydencie z wilkiem nadałem im nowe imiona. Ja jestem Nr. 1, bo jestem najlepszy. Dalej mamy Nr. 2, 3 i 4. Poprzedni Nr. 1 zginał, a Nr. 3 zastąpiłem Nr. 5.

Nie dziwię się Quakowi, te numery są naprawdę przydatne. Jak się okazało ten ork musiał być wyjątkowo silny, ponieważ Dwójka otrzymała za niego duszę wartą tyle co 2 przeciętne dusze. Naprawdę szkoda, że to nie ja go zabiłem.

Po przeszukaniu orka, oprócz topora i skórzanej zbroi, która niestety była za duża na każdego z nas, znalazłem mieszek ze złotem. W środku oprócz kilku brązowych i srebrnych monet znalazłem aż całe 35 sztuk złota. Dość przyzwoita suma jak na orka. Teraz to złoto na nic mi się zda, ale w przyszłości będę go potrzebował, więc postanowiłem je zachować dla siebie.

Za zasługi w walce, Dwójka otrzymał topór, mając metr wzrostu musiał trzymać go oburącz, przez to wyglądało to dość zabawnie.

Później niosąc nasze mięso i łupy od orka. Wróciliśmy do jaskini. Quasit nie zważał na to, że wróciło nas dwóch mniej. Jednak można było zauważyć lekki uśmiech, gdy zobaczył, że to teraz ja dowodzę tą zgrają.

O dziwo zabiłem dzisiaj jednego wilka, a wykończony byłem jakbym stoczył walkę życia ze smokiem. Okazuje się, iż magia też ma swoje limity. Kilkukrotne rzucenie zaklęć bez snu skutkuje nadszarpnięciem wytrzymałości. Dzisiaj rzuciłem 10 zaklęć, wygląda na to, że jest to mój limit.

Zaraz po tym jak zjedliśmy coś, co mogło ujść za kolację postanowiłem iść spać. Nie wiem kiedy zasnąłem, wiem jednak, że to nie był koniec mojego dnia.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.