Rozdział 5 - Gobliny
Gdy powróciliśmy do naszej jaskini zaczynało się już robić ciemno. Dla oczu większości demonów widzenie w ciemnościach nie stanowi żadnego problemu. Problem pojawia się, gdy w nocy budzą się bestie, które rozszarpałby nas na kawałki. Schronienie się w miastach jest jedynym bezpiecznym rozwiązaniem.

Kiedy byłem jeszcze najemnikiem w gildii, kilka razy zdarzyło mi się nocować w lasach. Nie powiem, nigdy nie przespałem całej nocy. Wilkołaki, strzygi, ghule… jest niezliczona ilość istot, które nocą są 10 raz silniejsze niż w dzień. Spotkanie takiej w środku dziczy oznacza pewną śmierć, jeśli nie jest się dobrze wyposażonym i wyszkolonym.

Po powrocie chciałem zapytać Quaka o to, dlaczego tak szybko zyskałem poziom, ale nie mogłem go znaleźć. Zauważyłem, że często znika. Nigdy nie zastanawiało mnie to, gdzie się podziewa, ale teraz był mi potrzebny.

Nie mogąc znaleźć go, postanowiłem, że trzeba oswoić moją drużynę z ich nowym uzbrojeniem. Impy walczą wykorzystując części swojego ciała, gryząc, szarpiąc pazurami, dlatego walką przy pomocy broni nie leży w ich naturze. Jako, że moja pamięć była nie tknięta zachowałem całą wiedzę o broni jaką zdobyłem będąc człowiekiem.

Szybko pokazałem całej trójce jak należy wykonywać ataki, jak blokować itd. O dziwo dość szybko załapali. Kazałem im codziennie ćwiczyć przynajmniej przez 2 godziny walkę bronią. Dzięki temu może nie zginą w czasie wymiany ciosów z podrzędnym goblinem.

Ja zająłem się moim Pnącym Zielem. Trzeba je było utrzeć i wycisnąć sok. Wszystko to oczywiście z należytą ostrożnością, żeby samemu nie zatruć się nim. Cały sok przelałem do skórzanego bukłaka, który zabraliśmy orkowi.

Wspominając o bukłaku i wodzie. Zaczynało mnie to powoli denerwować, że nie odczuwam żadnego głodu, pragnienia czy potrzeby snu, ale jeśli zaniedbam któreś z nich moja dusza ulegnie konsumpcji. Muszę pamiętać o czymś, czego naturalne instynkty nie przypominają mi.

Po skończeniu zabawy z trucizną. Zauważyłem, że Quasit wrócił. Był ranny w ramię.

„Co ci się stało?"

Zapytałem. Dobrze jest widzieć, jeśli miałoby się tu pojawić jakieś niebezpieczeństwo.

„Hrrr, polowałem i natrafiłem na patrol goblinów. Hrrr, było ich 8 i był z nimi czarownik. Hrrr, coraz więcej ich jest w tych okolicach."

„My też natknęliśmy się dzisiaj na gobliny. Zabiliśmy czterech."

Quak, spojrzał z lekkim niedowierzaniem na mnie, a potem skierował wzrok na grupę. Widocznie musiałem mu zaimponować.

„Hrrr, jeśli będzie ich się tu pojawiać więcej, będziemy musieli zejść do podziemi."

Teraz zdziwiłem się i to bardzo. O jakich podziemiach mówił?

„Co masz na myśli, mówiąc do podziemi?"

„Hrr, w pomieszczeniu z Bramą jest tajne przejście do katakumb. Hrr, jednak w katakumbach jest o wiele niebezpieczniej niż tutaj, więc jeśli gobliny nie ośmielą się nas zaatakować nie wycofamy się tam."

Z tonu w jaki się wyrażał domyśliłem się, że wolałby walczyć z goblinami niż zejść do podziemi. Jeśli on to woli, to ja też. Nie drążyłem więcej tego tematu. Zapytałem za to, o poziom i z tego co się dowiedziałem wychodziło na to, że mam rację. Trenowanie zdolności klasy mając duży zapas dusz zwiększa szybkość z jaką się rozwijamy ich kosztem. Właśnie dlatego dusze tak bardzo potrzebne są demonom.

Teraz zaczynałem w pełni rozumieć jaką wartość mają dusze. Wszystko kręci się wokół nich. Dla demona dusza jest jego istnieniem. Jesteśmy pasożytami żerującymi na innych. Gdy sobie to uświadomiłem zauważyłem, że jakoś przestało mi to przeszkadzać. Bycie demonem z dnia na dzień wydawało się mieć tylko plusy. No oprócz paskudnej mordy i braku owłosienia.

Nastała noc. Poszedłem spać. Znów pojawiłem się w sali tronowej. Powoli zaczynało mi się to nudzić, ale co noc wiele uczyłem się od Pani Lord. Nie wiem czy miała w tym jakiś ukryty cel, czy po prostu to tak długim czasie uwiezienia było jej nudo samej tam siedzieć. Tak więc, każdego dnia w nocy odwiedzałem ją czy tego chciałem czy nie.

Właściwie przez cały czas tylko wpatrywałem się w nią i słuchałem, ona mówiła. A mówiła o wszystkim i bez przerwy. To chyba jakaś wspólna cecha kobiet z każdej rasy. Jak już się rozkręci, to może tak bez końca. O dziwo nie przeszkadzało mi to za bardzo. Jej głos był przyjemny, można nawet powiedzieć, że czarujący. Była bardzo ładna, więc patrzenie na nią nie było męczące. Ciężko mi było sobie wyobrazić ją dowodzącą armią krwiożerczych demonów plądrującą wioski i mordującą każdego na swojej drodze. Być może pozory jednak mylą.

* * *

Następnego dni. Budząc się nie miałem pojęcia, co mnie spotka.

Jak co dzień ja i moja drużyna wyruszyliśmy głębiej do lasu. Aby uniknąć goblinów o których mówił Quak zamiast na północ ruszyliśmy na północny zachód. Z początku wszystko szło dobrze, dopóki nie natrafiliśmy na ślady czegoś co przypominało trop wilka, tylko że ok. 2 razy większego. Nie wiedząc co to dokładnie jest, postanowiłem, że warto to przynajmniej sprawdzić.

Po godzinie przedzierania się przez chaszcze dotarliśmy do małej jaskini. Właściwie bardziej przypominała rozpadlinę w ziemi. Schodziło się tam pod kątem w dół. Ślady prowadziły właśnie do tej jamy.

Zejście tam byłoby niebezpieczne. Postanowiłem, że zrobimy zasadzkę tuż na samym wejściu. Jeśli coś się pokażę, będziemy mieli czystą pozycję do ataku. A jeśli będzie tego za dużo lub będzie za silne, zawsze możemy odpuścić i wycofać się. Prosta matematyka.

Wszystko byłby dobrze, gdyby nie jeden szczegół. Gdy już miałem powiedzieć mój plan reszcie. Coś ciężkiego przygniotło mnie z dużą siłą do ziemi. Uderzyłem mocno głową o grunt. Pociemniało mi przed oczyma.

Poczułem ostry ból przeszywający moje plecy. Jakby 4 noże rozorały mi mięśnie. Odwróciłem głowę. Na moich plecach stał Warg. Wargi to magiczne wilki. To nie jest nazwa ich gatunku, raczej całej rasy. Krąży pełno opowieści o magicznych wilkach. Czy to na dalekiej północy, w krainach wysokich elfów, mowa o śnieżnych wilkach mających 4 metry wysokości, czy też widmowe wilki pożerające trupy na polach bitew.

Ten był cały czarny z ostro najeżoną sierścią. Białe zęby miał pokryte całe od kapiącej śliny. Próbowaliśmy zaskoczyć go, a to on zaskoczył nas. To był Cienisty Wilk. Jak na magiczną bestię nie był zbyt silny, ale nawet dawny ja nie byłbym skłonny walczyć z nim 1 na 1.

Pazurami przejechał mi po plecach. A skacząc na mnie chyba złamał mi dwa żebra. Pomyślałem o tym, że na szczęście nie przebił mi płuc. Wtedy bym się prawdopodobnie udusił, ale ja nie potrzebuje oddychać.

W tej sytuacji nie mogłem użyć magii. Najprostsze zaklęcie wymaga chociaż odrobiny koncentracji, a bycie przygwożdżonym przez 100 kg masy i ciężko rannym w plecy, za bardzo w tym nie pomaga.

Moją jedyną nadzieją pozostała moja dzielna drużyna…

Cholera już po mnie! Zginąć kilka dni po reinkarnacji to jak wygrać na loterii i zostać okradniętym po odebraniu wygranej.

I tu się miło zaskoczyłem. Byłem pewien, że moja drużyna widząc mój opłakany stan da nogi za pas. Dwójka szybko wyprowadził cios toporem celując prosto w pysk warga. Nie wiedziałem czy to lojalność czy głupota sprawiła, że zaatakował zamiast uciekać. Wiedziałem jedno, od dzisiaj przestanę po cichu go obrażać.

Warg zaskoczony śmiałością ataku odskoczył. W tej samej chwili wykorzystując zamieszanie zamachnąłem się pazurami i ciąłem go po brzuchu. Mój atak nie wiele wskórał, lecz przynajmniej udało mi się go zadrapać i wyprowadzić z równowagi.

Wściekły wilk chciał rzucić się ponownie na mnie, jednak został przeszyty przez strzałę. Nie weszła zbyt głęboko, ale przynajmniej spowolniła jego ruchy. Jednocześnie Dwójka i Czwórka zaatakowali przy użyciu topora oraz sztyletu. Oba ciosy spudłowały, ale dały mi chwilę na zebranie się i skoncentrowanie.

[ Dezorientacja ] uderzyła warga. Nie odniosła tak potężnego skutku jak na goblinie, z powodu wrodzonej odporności magicznych bestii na ataki magiczne oraz ich dużej inteligencji. Stanowiło to kolejny krok do osłabienia go.

Zamęt w jego głowie trwał nie dłużej niż sekundę, ale to wystarczyło do tego, aby dosięgła go druga strzała oraz cios sztyletem.

Warg szybko odpowiedział ciosem łapy. Czwórka dobrze zablokowała go tarczą. W tym samym czasie Dwójka wykonał cios toporem, zmuszając wilka do odskoku w prawo, gdzie zbliżałem się ja.

Ponownie użyłem [ Dezorientacji ] i jednocześnie wraz z Czwórką zaatakowaliśmy go z dwóch stron. Sztylet uderzył pierwszy wbijając się jego lewy bok. Moje pazury uderzyły w prawą stronę karku, przebijając tętnice.

Gęsta krew trysnęła pompowana potężnym sercem, jednak warg jeszcze żył. Nie miał siły, aby ustać na nogach i przewrócił się na ziemię. Ciężko sapiąc, konał wpatrując się we mnie. W jego oczach widać było gasnącą iskrę inteligentnego życia.

Kiedyś słyszałem jak nasz stary czarodziej mówił, że magiczne bestie bardziej przypominają inteligencją ludzi niż zwierzęta. Zawsze uważałem, że ich umiejętności walki pochodzą z rozbudowanego instynktu niż inteligencji. Może się myliłem, nie wiem. W tej chwili zdawało mi się, że raczej tak.

Nagle usłyszałem donośne krzyki za naszymi plecami. Obróciłem się szybko sprawdzić co to.

Z krzaków za nami wyłoniło się 6 uzbrojonych goblinów. Dwójka z nich miała łuki w rękach, a trójka trzymała w dłoni coś, co mogło przypominać buławę wykonaną z metalu. Najgorsze jest to, że ostatni z goblinów nosił dziwną drewnianą maskę, a w ręce trzymał kostur wykonany z drewna i kości. Szaman!

Cholera! Wpadliśmy z deszczu pod rynnę! Kto powiedział tym durnym goblinom, żeby tak dobrze balansować oddział do patrolu? Gdyby byli to sami wojownicy, może mielibyśmy szansę ucieczki, ale z 2 łucznikami i magiem nasze szanse spadły właśnie poniżej 10%.

Na myśl przyszły mi dwie rzeczy.

Ale poświęcę moją drużynę, która przed chwilę uratowała mi życie i rzucę się do ucieczki. Jednak to opcja może nie wypalić, nie wiem czy drużyna zatrzyma ich na długo oraz w moim obecnym stanie z pewnością gobliny dogonią mnie.

Albo…

Stwierdziłem, że żyje się tylko raz. Właściwie w moim przypadku żyje się tylko dwa razy.

Szybko odwróciłem się w kierunku konającego warga i jednym ciosem tył głowy pozbawiłem go życia. Automatycznie absorbując jego duszę użyłem [ Pożarcia Dusz ] , niech to będzie coś naprawdę silnego.

„Żywcem nas nie weźmiecie!"

Krzyknąłem do nich, ale sądząc po ich wyrazach twarzy nie mieli zamiaru brać nas żywcem.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.