Rozdział 9 - Podziemia
Od czasu naszego zejścia do podziemi minęły 2 dni. Quak w tym czasie dokończył ceremonie przywołania nowych demonów. Nasze szeregi zasiliły się o 4 dodatkowe Impy. Od razu nadano im imiona nr. 5-8. Jednak numery są najlepsze, jeśli chodzi o dobre dowodzenie. Poza tym dowiedziałem się, jaki jest prawdziwy powód takich imion, ale o tym kiedy indziej.

Nasi nowi rekruci nie byli za bardzo wybitni, przez co duża ilość czasu z ostatnich dwóch dni, została przeznaczona na szybkie przeszkolenie ich. Lekko wyposażeni w broń, która została nam po ostatnich walkach sprawiła, iż byli przynajmniej przydatni jako mięso armatnie dla naszej pozostałej grupy.

Quak został poważnie wyczerpany rytuałem, dlatego przez najbliższy czas nie mógł ruszać się z sali w której znajdowała się Brama. Poza tym ktoś musiał pełnić wartę przy niej w razie ataku. My jednak postanowiliśmy, że nastał już czas, aby zbadać podziemia.

Salę z podziemnym miastem łączyły tylko jedne wrota. Ciężkie, kute z czarnego metalu drzwi, były zabarykadowane żelaznymi sztabami od naszej strony. Ten czarny metal to adamantyt. Jeden z najtwardszych i najrzadszych metali na tym planie. Jest prawie niezniszczalny, a mówi się, że raz przekuty nie poddaje się obróbce innej niż w rękach największych mistrzów kowalstwa. Prawdopodobnie łatwiej byłoby przebić się przez ścianę niż przez te wrota.

Korytarze miasta labiryntu w najwęższych miejscach były na tyle szerokie, żeby 4 Impy spokojnie mogły iść obok siebie mając jeszcze dużo przestrzeni, aby wykonać zamach bronią. Te sale i korytarze zostały zaprojektowane tak, aby pomieścić ogromną ilość mieszkańców.

Wszędzie panował pół mrok. Jednym źródłem światła były zielone kamienie, z których wydobywała się lekka poświata. Jednak dla nas, demonów, nawet takie światło jest wystarczające, żeby widzieć jak w czasie dnia. Ku naszemu zdziwieniu nie natrafiliśmy na żadne pułapki, tak jakby ktoś zapomniał je uzbroić.

Wszędzie było widać ślady innych istot. Prawie w żadnym miejscu nie zalegały sterty kurzu czy pajęczyn. Nie natrafiliśmy także na żadne ślady walki, nawet starożytne. Oznacza to, że ktoś zajmuje się utrzymaniem porządku w tym miejscu.

Z tego co mi wiadomo, to miasto nie powinno mieć żadnych żywych mieszkańców od ponad 1000 lat.

* * *

Minęło pół dnia odkąd wyruszyliśmy. W pierwszym szeregu podążali nowi, jeśli zginą, no cóż… takie życie. Nasza już doświadczona czwórka posuwała się tuż za nimi. Nowi dostali do ręki to, co nam zostało: sztylet, dwa łuki i buławę. Chociaż tak naprawdę nie spodziewaliśmy się, żeby posłużyli za coś bardziej pożytecznego niż tarcze.

Nagle, gdy wyszliśmy za rogu, naszym oczom ukazała się ogromna pieczara. Wysokość sufitu sięgała tutaj przynajmniej 100 m, a szerokość i długość była tak ogromna, że ciężko to ocenić. Cała ta jaskinia usiana była budynkami, które wyglądały jakby były wyrzeźbione z ogromnych głazów zlanych z powierzchnią jaskini. Między budynkami rozciągała się sieć dróg i ścieżek, tworząc plątaninę ulic i placów. Na samym szczycie, mniej więcej pośrodku sklepienia pieczary świecił ogromny, jasno biały kryształ. Z tej odległości był dla mnie wielkości pięści, chociaż dzielił nas dystans przynajmniej 2 km. Kryształ oświetlał jaskinię na tyle, że nie panował tu nawet półmrok, a raczej lekki cień. W takich warunkach nawet ludzie widzieliby doskonale na dużą odległość.

Widok ten był zapierający dech w piersiach. To właśnie było centrum Xylud, Podziemnego Miasta sprzed Wielkiej Wojny. Teraz rozumiem, dlaczego tak wiele istot było w stanie żyć tutaj. Przede wszystkim ogromna przestrzeń, domy, magazyny, place handlowe i wiele innych, wszystko to mieściło się pod sklepieniem tak wielkiej jaskini.

Druga rzecz to plątanina korytarzy i posterunków, która zapewniała doskonałą ochronę przed wrogimi atakami. Doskonałym przykładem jesteśmy my, chociaż odległość od Bramy do centrum nie była duża, bez wiedzy jak tu dotrzeć zajęło nam pół dnia. Wyobraźcie sobie w jakim tempie musiałaby poruszać się wroga armia, gdyby wszystkie pułapki były aktywne, a obrońcy stawiali opór? Miesiącami, jeśli nie latami.

Nie minęły nawet 3-4 minuty odkąd weszliśmy na teren głównego miasta, a za rogu dotarły do nas pierwsze odgłosy obecności innych istot.

Tug tug tug

Jakby coś twardego uderzało o kamienną posadzkę. Odgłos był rytmiczny, w idealnie równych odstępach.

W tej samej chwili tuż zza budynku wyłoniły się istoty odpowiedzialne za niego. Ubrane w zardzewiałe zbroje, zardzewiałe hełmy i trzymające w rękach tak samo zardzewiałe miecze.

Szkielety.

Większość z was zapewne pomyślała: „Pfff, szkielety. Nic nadzwyczajnego, przecież to starożytne wymarłe miasto."

No niby tak, jednak nigdy nie lekceważcie siły nieumarłych. Tak naprawdę nieumarli to swego rodzaju gałąź rodziny demonów. Naprawdę. Kiedyś wspominałem o tym, że demony to istoty pochodzące z innych planów. Tak samo jest z nieumarłymi. To dusze, które przybyły z planu Zaświatów, a dzięki energii dusz utworzyły lub nawiedziły martwe ciała. Demony takie jak ja pochodzą z Otchłani i podążamy Drogą Zniszczenia, nieumarli podążają Drogą Śmierci. Jest wiele odmian demonów, każdy z nich podąża inną Drogą. Anioły i Devy podążają Drogą Życia, a Emanacje i Żywiołaki podążają Drogą Natury.

Ale dość o tym, mówimy o szkieletach. Istnieją dwa rodzaje szkieletów: naturalne i stworzone. Te pierwsze rodzą się same, w momencie gdy dusza zamieszkuje szkielet, są jak Impy. Te drugie zostały przywołane przy pomocy magii lub zdolności potężniejszej istoty. Ich siła nigdy nie ulegnie zmianie, ponieważ nie posiadają ego i nie są zdolne do rozwijania się. Podczas procesu przywołania, dusza zostaje rozszarpana i tylko jej nic nieznaczące fragmenty zostają związane z ciałem.

Tak… wiem to wszystko… Przez te wszystkie wykłady na temat magii, które udziela mi Pani Lord, wiem więcej o magii niż jestem w stanie jej użyć, o wiele więcej. Praktycznie nasze rozmowy wyglądają tak:

„Witam, Pani Lord."

„Ile razy mam ci powtarzać, że możesz mówić mi Nastis?"

„Dobrze, Pani Lord."

„Eh~. Na czym skończyliśmy ostatnio? A tak… Tak jak mówiłam, podczas tworzenia Chowańca z czystej magii i dodaniu którejś ze sfer, robi się to inaczej niż przy zwyczajnym zawarciu paktu…"

I wykład trwa. Okazyjnie jestem w stanie zadać jakieś pytanie, ale nie zawsze. Ogólnie przez ten czas, który spędzam śpiąc uczę się wszystkiego o magii. Kiedyś zapytałem, ile tak naprawdę jest materiałów w tym zakresie. Nie wiedziała jak odpowiedzieć na to pytanie. Cała moja nauka opiera się na ok. 10 sferach magii, Pani Lord twierdzi, że ostatnio na świecie istniało 89 sfer magii, jednak po tak długim czasie jej nieobecności, prawdopodobnie odkryto nowe sfery.

Zawsze zastanawiało mnie, po co magowie zbierają te wszystkie tomy, księgi i zwoje. Teraz rozumiem dzięki uzyskanej wiedzy, która jest zaledwie kroplą w morzu można by napisać opasły tom na temat samej Sfery Ciemności. Nie mówiąc już o innych zagadnieniach. Normalni ludzie, a nawet ci specjalnie uzdolnieni nie są w stanie zapamiętać tego wszystkiego.

A teraz wracając do naszych nieumarłych przeciwników. Szybko skoncentrowałem się i użyłem na nich Poznania.
Imię- - -Wiek653 lata
Rasa    Szkielet    Płeć    - - -
Siła    8    Zręczność    8
Wytrzymałość    15    Inteligencja    0
Energia Życiowa    ???    Pakty    ???
Klasa    Nieumarły (1)         
Zdolności    

    - Brak Woli
    - Zwiększona Wytrzymałość
    - Wyczucie Życia
    - Redukcja obrażeń fizycznych
    - Nieumarłe Ciało

         

Dzięki temu, że jestem silniejszy od niego widzę prawie każdą informację na temat tego szkieletu. Klasa rasowa nieumarły, to tak jak demon dla tych podążających Drogą Zniszczenia, wynika z rasy. Dla tych podążających Drogą Śmierci jest to Nieumarły.Nieumarli nie posiadają jako takich Dusz jak demony, ale karmią się Energią Życiową. Właściwie to jedno i to samo, ale różni się to tym, że dusze pozyskać można tylko raz, a gdy wyczerpie się swoją energię życiową są sposoby na jej odnowienie.

Dopiero po chwili byłem w stanie dostrzec dokładną ilość szkieletów, które się do nas zbliżały. Było ich 20, z czego połowa miała w rękach włócznie zamiast mieczy. Te szkielety zostały przywołane, co sugeruje ich Brak Woli, zatem gdzieś musi tu być coś co je przywołało. Muszę zachować ostrożność.

Będzie ciężko, moją główną bronią jest negatywna energia, która leczy nieumarłych, a szkielety posiadają potworną odporność na broń białą.

Nagle powolne szkielety rzuciły się w naszym kierunku. Opowieści o tym, że szkielety to powolne stworzenia to brednie pijaków z karczm. W mgnieniu oka zbliżyły się na tyle, że walka przy użyciu strzał była bezsensowna. Problemem było też to, że takie strzały nie trafiały nawet w kości szkieletów.

Jednocześnie przywołałem mojego wilka i uderzyłem w najbliższy szkielet [ Telekinezą ] , Wilk rzucił się na przeciwnika, który zaszedł mnie od prawej. A mój czar zmiażdżył klatkę piersiową tego, który stał przede mną. [ Telekineza ] nie należy do zbyt ofensywnych zaklęć. Gdy ktoś dobrze potrafi nią operować, może zamienić ją na coś podobnego do uderzenia młota. Przy mojej inteligencji moc zaklęcia można porównać do ciosu 10 kg młota.

Nawet pod takim naciskiem mój przeciwnik został jedynie odrzucony trzy metry dalej. Cholerna redukcja obrażeń fizycznych. Nie miałem czasu na zastanowienie się nad sytuacją innych, gdyż 2 miecze nagle spadły na moje lewe ramię. Dwa ciosy, dwa ostrza wbiły się i rozszarpały moją lewą stronę. Zrobiłem odskok w prawo, jednak za późno. Chociaż te ciosy nie były nazbyt silne, a broń dość tępa i tak bez problemu unieruchomiły mi rękę. Dobyłem swojego miecza w prawą dłoń i przy użyciu zaklęcia [ Telekinezy ] odrzuciłem napastników.

Mój wilk w tym czasie pokonał swojego przeciwnika i rzucił się na następnego.

Ja parując kolejne dwa ciosy musiałem zmierzyć się z 3 przeciwnikami naraz. Ponowiłem atak zaklęciem w tego samego osobnika nie dając mu szans na kontratak. Pozostałe moje zaklęcie są bezużyteczne przeciwko nim [ Ciemność ] i [ Dezorientacja ] nie działają na szkielety, ponieważ one wykrywają życie nie kierując się oczami oraz nie mają woli, czyli są odporne na wszelkie ataki umysłowe.

Przygwożdżając jednego z przeciwników zaklęciem zaatakowałem pozostałą dwójkę. Ich zręczność i siła są mniejsze od mojej. Poza tym ja wiem jak walczy się mieczem, a nie macham nim jak cepem. Trzy pełne ciosy starczyły, żeby posłać do piachu pierwszego z nich. Robiąc unik i parując zabrałem się za drugiego.

Szkielet, którego potraktowałem w tym czasie 4 zaklęciami [ Telekinezy ] padł mając pokruszone wszystkie kości. Walcząc jeden na jednego nie miałem co się obawiać. Dlatego w kilku ruchach pokonałem nieumarłego.

W tym samym czasie poczułem coś, co doskonale wiedziałem czym jest, chociaż był to pierwszy raz. Mój wilk został zabity. W tym momencie statystyki wilka powinny być poziomie ok. 13, czyli mało prawdopodobne, żeby przegrał walkę z były jakim szkieletem.

Zobaczyłem tylko jak cień z którego się składał rozmył się pod ciosem włóczni. Jego przeciwnik od razu odróżniał się od pozostałych.

Jego kości były śnieżnobiałe, a w oczodołach iskrzyły się ogniki niebieskiego światła. Zbroja, którą miał na sobie, nie była zardzewiała, lecz w dobrym stanie. Kolczuga świeciła lekkim, zielonym blaskiem. W rękach trzymał 1,5 m włócznie i szeroką czarną tarczę. Był wyższy niż przeciętny szkielet, który zazwyczaj miał 170 cm. Aura, którą emanował też wydawała się być cięższa i bardziej złowroga.

To nie był przywołany nieumarły, tylko naturalny demon kroczący Drogą Śmierci. Moja próba identyfikacji ujawniły mi tylko to.
ImięErghatWiek35 lat
Rasa    Aura Szkielet    Płeć    Mężczyzna
Siła    ???    Zręczność    ???
Wytrzymałość    ???    Inteligencja    ???
Dusze    ???    Pakty    ???
Klasa    Nieumarły (???) / Strażnik (???)         
Zdolności    

    - Wolna Wola
    - Zwiększona Wytrzymałość
    - Wyczucie Życia
    - Redukcja obrażeń fizycznych
    - Nieumarłe Ciało
    - ???
    - ???

         

Nie jest dobrze, jego siła jest na moim poziomie lub trochę wyższa. Na dodatek ma takie nieuczciwe zdolności jak redukcja obrażeń fizycznych, nie mówiąc o tym, że to zmutowany szkielet tak jak ja. Nie mam pojęcia co takiego uzyskał z mutacji, ale raczej nie mam z nim szans.

Rozejrzałem się dookoła i zauważyłem, że 2 z Impów nowej generacji zginęła od cisów Szkieletów. Stara gwardia radziła sobie, ale nie mieli szans mi pomóc. Najgorzej szło Nr. 3, który po wyeliminowaniu łuku musiał walczyć przy użyciu sztyletu. Tak nawiasem zginęły tylko Impy, które miały łuki. Niestety każdy z nich miał na sobie 3 przeciwników w takim razie zostaje mi walka jeden na jednego.

Być albo nie być, a ja nie mam zamiaru nie być.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.