Rozdział 10 - Jeden na Jednego
Erghat zaatakował pierwszy. Stał ok. 10 m ode mnie, ale jego włócznia poruszała się z niesamowitą szybkością. W oka mgnieniu znalazł się tuż przy mnie, a ostrze jego broni mierzyło w moje serce.

Jedno pchnięcie. Nie byłem w stanie nawet go zauważyć. W tym samym momencie poczułem 3 punkty piekące potwornym bólem. Równo rozłożone punkty na mojej klatce piersiowej emanowały gorącem i bólem.

Trafienia w serce i płuca. Śmiertelna rana, dokładniej 3 śmiertelne rany. Skórzana tunika, którą nosiłem nie była nawet w stanie spowolnić pchnięcia.

Ten atak nie był normalnym ciosem, to Umiejętność. Cholera, ten szkielet osiągnął 5 poziom Strażnika lub Nieumarłego. Za każde 5 poziomów tworzy się specjalna zdolność, jej siła i działanie zależy od tego, kim jesteśmy. Wszystko ma na nią wpływ: klasa, rasa, element, dlatego większość tych zdolności jest unikalna dla danej istoty. Oczywiście nie wszystkie umiejętności są bojowe, ktoś będący Kupcem czy Farmerem nie otrzyma nagle potężnego ataku.

Z moich ust pociekła gęsta krew.

[ Pożarcie Dusz ]!

-3 Dusze.

Poczułem jak uszkodzenia w organach i skórze zasklepiają się w mgnieniu oka, nawet rany zadane w moje lewe ramię zagoiły się natychmiast. Znów byłem w szczytowej kondycji. A moc, którą straciłem na poprzednie zaklęcia, odnowiła się.

Moja specjalna umiejętność. Pożarłem 3 dusze, które miałem w sobie i natychmiast uleczyłem się. Dusze, które gromadzę mogą posłużyć mi do natychmiastowej regeneracji. Ta umiejętność jest dużo lepsza od normalnej regeneracji i działa o wiele szybciej. Jednak jej koszt stanowią dusze - w przeciwieństwie do słabszych, naturalnych zdolności regeneracyjnych demonów.

Zaskoczyłem tym swojego przeciwnika. Nie spodziewał się, że przeżyje jego atak. Szybko wyprowadziłem pchnięcie, które uderzyło w dłoń trzymającą włócznie. Cios był szybki i silny, jednak naturalna odporność osobnika sprawiła, że nie był zbyt skuteczny.

Ciało szkieletów pozbawione jest słabych punktów takich jak żyły czy narządy, nawet atak w oko nie różni się niczym od ataku w rękę. Jedynym sposobem na zabicie czegoś takiego jest zniszczenie większości jego ciała. Równie dobrze mogę zacząć od tej części, która trzyma broń.

Rzuciłem się w prawo w tej samej chwili uderzając [ Telekinezą ] , jednak cała siła ciosu została przyjęta na jego czarną tarcze. Chociaż nie wyrządziłem mu żadnej krzywdy udało mi się zyskać trochę czasu, odpychając go. Przywołałem [ Wilka z Cienia ], im więcej przywołuje ich w ciągu jednego dnia tym większe obciążenie nakłada to na mnie, ale wiem, że w tej chwili nie mam innego wyboru.

Rozkazałem mu zaatakować z lewej, gdy ja w tej samej chwili zaatakuję z prawej. Przez chwilę szkielet nie wiedział przed którym z ataków bronić się, ale zdecydował, że moja siła jest mniejsza od wilka, więc skupił się na wilku.

To był jego błąd. Szybko wydobyłem i wypiłem miksturę siły, którą miałem schowaną w pasie. Nie minęło nawet pół sekundy, gdy poczułem jak moje mięśnie napinają się i twardnieją. Ogarnęła mnie nieopisana moc. W normalnych warunkach mam 10 siły, w tym momencie miałem jej przynajmniej 30.

Zaatakowałem uderzając w prawie odsłonięty tył szkieletu. W tej samej chwili wilk zmusił go do zasłonięcia się tarczą i kontry włócznią, przez co nie miał jak stawić czoła mojemu atakowi.

Popełnił największy z błędów walcząc przeciwko Przywoływaczowi – skupił się na przywołanym stworzeniu zamiast na tym, który go kontroluje.

Moje ostrze trzymane teraz oburącz uderzyło z pełną siłą tnąc po miednicy, która nie była okryta zielonkawą kolczugą. Niestety to ostrze nie było przystosowane do tak dużej siły. Cios, który zadałem sprawił, że miecz pęknął z głośnym hukiem, a połowa ostrza odleciała kilka metrów.

Na szczęście użycie miecza jak młota poskutkowało i na miednicy pojawiły się pęknięcia, a w miejscu w którym miecz spotkał się z kością było wielkie wyżłobienie. Dodatkowo siła z jaką uderzyłem odrzuciła szkielet na dobre kilka metrów.

Chwiejący się przeciwnik, próbował odzyskać równowagę, ale w tej samej chwili uderzyłem w niego [ Telekinezą ], tym razem włożyłem w nią większość swoich sił. Niczym młot na jego popękane kości spadła siła, która powaliła go i kompletnie rozgruchotała już osłabione kości.

Nie ważne jak silny jest przeciwnik, jeśli nie potrafi chodzić nie jest w stanie cię pokonać.

Myśląc tak popełniłem wielki błąd.

W tej samej chwili, gdy lekko opuściłem gardę, z czubka włóczni wydobyło się zielone światło. Błysk i dźwięk rozdzieranego powietrza. To ta sama umiejętność, co na początku. Nie miałem pojęcia, że to atak dystansowy. W oka mgnieniu 3 słupy zielonego światła ponownie uderzyły we mnie.

Ramie, obojczyk i szyja. Moja prawa ręka trzymając pozostałość po mieczu oderwała się od reszty ciała, a połowa mojej szyi znikła. Kolejne dwie śmiertelne rany. Tym razem prawie straciłem przytomność. Kontrola nad moim wilkiem przestała działać, przez co rozwiał się on w czarnym dymie i zniknął.

Upadłem na kolana miecz w mojej oderwanej dłoni ciągle był trzymany przez zaciśnięte palce, które już nie były przytwierdzone do reszty ciała. W przeciwieństwie do nieumarłych, odczuwam ból.

Przed oczami zrobiło mi się ciemno, próbowałem się skupić, ale utrata krwi utrudniała to dość skutecznie.

[ Pożarcie Dusz ]!

-8 Dusz.

Natychmiast moje części ciała zaczęły się regenerować. Tym razem cena była większa. Nie dość, że umierałem to jeszcze straciłem kończynę. Ktoś może pomyśleć, że z taką zdolnością jestem nieśmiertelny, ale to puste słowa. Bez możliwości kontrataku nawet 1000 żyć jest bezwartościowe. Jeśli siła przeciwnika jest na tyle duża, żeby zmiażdżył mnie i zabijał cały czas lub zniszczył całe moje ciało jednocześnie, albo też zniszczył mój mózg umrę natychmiast.

Otrząsnąłem się chwytając za pozostałość miecza i ruszyłem szarżą na przeciwnika nie dając mu chwili na wyprowadzenie kolejnego ciosu.

To był mój drugi błąd. Nie spodziewałem się, że może mieć jeszcze jednego asa ukrytego w rękawie.

Gdy byłem zaledwie 2m od niego, nagle nie wiadomo skąd wokół niego pojawił się ostry wiatr, tarcza stworzona z podmuchów tak nagłych i ostrych, że raniły niczym ciosy mieczem.

3… 5… 7… 9… ciosów jednocześnie, każde jak zadane ostrzem. Jego umiejętność zadziałała tylko przez chwilę, ale całkowicie poszatkowała moją skórzaną tunikę na drobne paski. Tak samo moje ręce i klatkę piersiową.

Ostrza z wiatru pogruchotały mi wszystkie żebra i połamały obie ręce. Ilość krwi, która lała się ze mnie mogłaby być liczona już w litrach.

„Kugh…!"

Wyplułem kolejną porcję krwi. W tej samej chwili zauważyłem, że grot włóczni znów zabłysnął zielonym światłem.

„No ile razy do cholery możesz tym uderzać!?"

Można powiedzieć, że krzyknąłem to, ale bardziej przypominało to bulgot przez te litry krwi wylewające się ze mnie. Spróbowałem zasłonić się jakoś, jednak ze złamanymi rękami i z tyloma ranami nie byłem w stanie zrobić nic oprócz rzucenia się na ziemię.

Kolejne trzy błyski uderzyły z zapałem. Kolano, udo i drugie kolano. Obie nogi oderwały się jak kawałek papieru.

[ Pożarcie Dusz ]!

-11 Dusze.

To jakiś żart, w tym tempie stracę wszystkie zebrane dusze. W tym momencie pozostało mi ich już tylko 76. A nie jestem w stanie podejść do niego.

Regeneracja znów zaczęła działać, po 2 sekundach byłem zdrowy i w pełnej formie. Jednak wygląda na to, że tym razem regeneracja była wolniejsza. Zacząłem się trochę bać, jeśli jego ataki będą tak potężne, stracę wszystkie dusze zanim uda mi się go pokonać, w najgorszym wypadku stracę większość z nich i będę musiał uciekać.

Spojrzałem na szkielet. Próbował wstać opierając się na tarczy i włóczni. Gdy mnie zobaczył, chyba można powiedzieć, że się zdziwił. Nie żeby było to jakoś widać, przecież samą czaszką nie był w stanie wyrażać żadnych uczuć, ale lubię sobie myśleć, że cholernie się wtedy zdziwił. Kto by się nie dziwił, gdyby kupka mięsa cały czas wstawała mu pod takim naporem ataków.

Wtedy właśnie natchnęło mnie. Postanowiłem załatwić to w prosty, acz brutalny sposób.

Szybko zbliżyłem się do niego i całkowicie skupiłem się na [ Telekinezie ]. Główną zasadą dla tego zaklęcia jest skomplikowanie i waga przedmiotu. Masa dorosłego człowieka odzianego w zbroję i dzierżącego włócznie z tarczą to ok. 100kg. To dużo poza limitem mojego zaklęcia, ale tylko w teorii. Dlaczego? To bardzo proste, szkielet waży tylko jakieś 13% masy ciała!

W takim wypadku cały przeciwnik waży tylko ok. 30kg! Używając zaklęcia podniosłem go, stawiał opór co oznacza, że któraś z jego broni była magiczna. I niczym młotem uderzyłem nim o pobliską ścianę.

Komenda jak najprostsza, ale jak efektywna. Przy 5 uderzeniu szkielet wypuścił tarczę i włócznię z rąk. Przy 10 uderzeniu na ścianie budynku pojawiły się pęknięcia. Nie ma to jak lekki taran na kamienną ścianę. Przy 11 uderzeniu usłyszałem pęknięcie wielu kości i poczułem, że przeciwnik zginął. Jego dusza i energia życiowa wpłynęła do mnie.

[ Pożarcie Dusz ]!

Nie mam zamiaru darować gnojkowi, tyle dusz straciłem na niego, że jego dusza nie zaspokoi mojej rządzy zemsty, ale będę musiał się nią zadowolić.

Nagły przypływ mocy napełnił moje żyły. Poczułem jak Aura Szkielet przenika do mojego wnętrza i stapia się w jedność z moją duszą, pozostawiając za sobą zielone pasmo elementu wiatru, które natychmiast zostało pochłonięte przez mój element ciemności.

Rozejrzałem się wokół i spostrzegłem, że walki dobiegły końcu, wszystkie szkielety leżały martwe. Z mojej drużyny przeżyło 5 Impów: Stara Gwardia i 2 nowych. Nie tak źle. Spodziewałem się, że mięso armatnie padnie pierwszego dnia w całości. Każdy był ranny, ale nie na tyle, żeby zagrażało to jego życiu. Dzień lub dwa i będą w perfekcyjnej kondycji.

Użyłem umiejętności poznania, żeby sprawdzić swój status.
ImięNr. 1Wiek1 rok
Rasa    Uber Imp    Płeć    -
Siła    12    Zręczność    11
Wytrzymałość    12    Inteligencja    16
Dusze    76    Pakty    1
Klasa    Demon (3) / Czarnoksiężnik (3)         
Zdolności    

    - Zwiększona Inteligencja
    - Widzenie w Ciemnościach
    - Pożarcie Dusz
    - Metamagia:-----(Wzmocnienie Zaklęcia)
    - Znajomość Roślin
    - Znajomość Oręża

         
Magia    

    Sfera Umysłu:
    - Dezorientacja
    - Telekineza
    - Psychofizyczny Młot

    Sfera Ciemności:
    - Ciemność
    - Wilk z Cienia

         

Hmm 2 poziomy, po równo do każdej z klas. Wygląda na to, ze mój przeciwnik nie był zwyczajny. Otrzymałem nową zdolność, Metamagię. To zdolność często otrzymywana przez magów różnego rodzaju. Zawsze działa to w ten sam sposób: poświęcając większą ilość mocy zmienia się w jakiś sposób podstawowe właściwości zaklęcia. W moim wypadku to „wzmocnienie", będę musiał przećwiczyć je, ale zdaje się, że zwiększa ona parametry moich zaklęć. Może okazać się przydatna. Dalej, nie licząc skoku statystyk, otrzymałem też nowe zaklęcie.

Przypomina ono [ Telekinezę ] tyle, że jest to w 100% zaklęcie bojowe. Zbiera ona energię kinetyczną i uderza nią jak młotem w przeciwnika. Z tego co wyczuwam, to zaklęcie jest 3 krotnie silniejsze od [ Telekinezy ].

Teraz zostało już tylko zebrać łupy. Najbardziej nie mogę doczekać się tego, co znajdę przy tym dziwnym szkielecie. Poczułem, że jego ekwipunek był magiczny, jestem tego pewien.

Zbliżyłem się i dokładnie przyjrzałem się temu, co zostawił.

Długa na 1,5m metalowa włócznia nie miała żadnych zdobień, wykonano ją z lekkiego matowego metalu. Nie była magiczna. Preferuje miecze, ale włócznia musi mi starczyć dopóki nie znajdę czegoś lepszego.

Czarna Tarcza, dość szeroka i ciężka. Zupełnie nie pasuje do mojego stylu walki. Może gdyby nie to, że włóczni muszę używać oburącz coś bym z nią zrobił, ale tak dam ją Czwórce, żeby nie marnowała się i zastąpiła jego puklerz. Wyczuwam od niej magię, słabą, ale zawsze to coś.

Na końcu kolczuga. Tak to ona jest najbardziej magiczna z całego tego zestawu. Bije od niej nawet zielonkawy blask.

„Hmm."

Jak na razie jest na mnie za duża, ale z pewnością przyda mi się. Na dodatek będę musiał spędzić trochę czasu rozszyfrowując, czym tak naprawdę jest.

Gdy zebraliśmy wszystko, wycofaliśmy się z powrotem do korytarzy. Jesteśmy zbyt ranni, żeby kontynuować podróż. Na szczęście pamiętam drogę do centrum. Teraz nasza wędrówka nie potrawa dłużej niż 2 godziny. Wrócimy i odpoczniemy. Następnym razem zostaniemy tu na dłużej oraz zobaczymy, co takiego dzieje się w tym mieście.

Najbardziej intryguje mnie fakt, że ten Aura Szkielet nie potrafił raczej tworzyć nieumarłych, więc skąd wzięli się jego podwładni? Czyżby miał wspólników? A może służył komuś potężniejszemu? Właściwie nie chciałbym na razie spotkać nikogo silniejszego. Mogłoby się to dla mnie źle skończyć.

Cóż, zobaczymy. Na razie najważniejsze to przegrupować się i odpocząć.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.