Rozdział 1 - Sensei
  1. Sensei


Miasto (nazwa) po zapadnięciu zmroku tętni życiem tak samo, jak w dzień. Wszyscy ludzie się przemieszczają, każdy gdzieś pędzi, skądś wraca. Ogólny gwar panuje dookoła. Jednak nie wszędzie tak jest.


Na obrzeżach miasta, w jednej z ciemnych uliczek, można było usłyszeć agonalny wrzask. Należał on do lidera sześcioosobowej grupy, który to zwijał się z bólu, leżąc na ziemi. Naprzeciwko niego stała dwójka młodych licealistów, (z których wydzielał się arogancki i pewny siebie śmiech.)?


Dłonie jednego z nich były całe we krwi. Mimo otaczających ich uzbrojonych osób, ich arogancki uśmiech dalej widniał na ich twarzach.


Dzisiaj ty, Ikan, sprawdzasz, ile mają ze sobą kasy. Nie chcę ubrudzić banknotów krwią powiedział jeden z licealistów, którego wygląd był straszny i mierzył ponad dwa metry. Jego czarne włosy i zielone oczy wyróżniały się aż nadto, zwłaszcza że na jego twarzy widniała blizna po nożu, która przechodziła przez jedno oko. Co więcej, znany był jako Karang Awon, człowiek, który robił z ludzi niepełnosprawnych.


Dobra, niech ci będzie, ale biorę 60% profitu odpowiedział mu niższy, który miał niecałe metr osiemdziesiąt. Miał on brązowe dredy oraz niebieskie oczy, które mimo swojego spokoju były przesiąknięte żądzą krwi. Wystarczyło jedno spojrzenie, by ofiara została sparaliżowana ze strachu. Mimo swej drobnej budowy mógł zagrozić niejednemu groźnemu przestępcy, który potrafił zejść po otrzymaniu jednego uderzenia z pięści, jak typowy cwaniaczek ze szkoły. Wszyscy, którzy go spotkali, na zawsze zapamiętali jego imię - Ikan Haring Aen, czyli zajebany wojownik.



Obydwoje mieli na sobie spodnie moro oraz czarne bluzy z kapturem, na których widniał napis Warriors.


Byli bardzo popularni w okolicznych dzielnicach; nazywano ich ekspertami ulicznych bójek i jeszcze nigdy ich nie pokonano. Obaj byli twardzi i niszczyli doszczętnie wszystkich, którzy stanęli im na drodze, po mimo ich młodego wieku.


Pech chciał, że tej nocy wpadła na nich grupka kilku osób, nieznających swojego przeciwnika, dlatego pomyśleli, że to zwykłe płotki.


Zaraz po zabraniu oprychom pieniędzy obaj ruszyli w kierunku jednej z głównych alei, gdzie roiło się od setek przechodzących tam ludzi, a nikt nawet nie zwrócił uwagi na dwóch, zabrudzonych krwią,  licealistów, którzy wyszli z bocznej uliczki.



Idąc tak, zaczęli rozmawiać między sobą.


Karang: “Hej, widziałeś minę ich lidera? Hah, był całkiem zabawny.”


Ikan: “No, najlepsze było to, jak już leżał na ziemi cały we krwi, stękając, żebyśmy przestali go bić, haha.”


Karang: “A ile mieli tam kasy? Bo nawet nie sprawdziliśmy.”


Ikan: “60.000 jenów, to rzadkość, trafiliśmy na dobry bank dzisiaj, haha.”



W pewnej chwili Ikan’owi rzuciła się w oczy mocno wyróżniająca się reklama. Przedstawiała ona premierowe wydanie nowej gry, bazowanej na wirtualnej rzeczywistości.


Obydwoje przystanęli i zaczęli czytać wypisane tam informacje o grze, która nosiła tytuł “Wojna czterech królestw”.


W grze były cztery klasy postaci, które posiadały własne podklasy, a było ich łącznie dwanaście. Każda z nich miała swoje własne specjalne umiejętności i zastosowania w walce. Do tego dochodziła możliwość wyboru jednej z siedmiu ras.  


Oboje spojrzeli na siebie i jednogłośnie stwierdzili: “Kupujemy ją!”



Ikan: “Czekaj, nie możemy.”


Karang: “Niby czemu?”


Ikan: “Bo nam na bake i alko nie starczy.”


Karang:  “Cholera, to mamy dylemat. Byśmy musieli znowu kogoś obić.”


Ikan: “Akurat to nie jest problemem. Jest nim to, czy będą mieli hajs.”


Karang: “To co teraz?”


Ikan: “Cholera, mówi się trudno, później możemy nie mieć takiej okazji. Kase na bake i alko zawsze można na szybko ogarnąć.”


Karang: “Mam pomysł. Pójdziemy do tego starego dziadygi, polecimy z nim w kredo, haha. W końcu to dla niego biznes, tylko procent nam naliczy.”


Ikan: “Ach, niech daje ten procent. Spłacimy go tak szybko, jak zawsze.”


Skończyli rozmowę i weszli do sklepu. W środku za ladą stała młoda i dosyć seksowna ekspedientka, która widząc tę dwójkę, wystraszyła się, a serce zaczęło jej walić na myśl o tym, że chcą obrabować sklep. Lecz co się okazało, poprosili ją o podanie zestawu “Wojna Królestw” dla dwóch osób.


Uśmiechając się do nich, sprzedawczyni przeprosiła ich na chwilę i poszła na zaplecze po zestaw, o który prosili. Kilka minut później przyszła z wielkim pudłem, na którym było logo “Wojna czterech królestw. Limitowana edycja”.


Gdy chłopcy zauważyli “Limitowana edycja”, na ich twarzach można było zobaczyć dziecięcy uśmiech zadowolenia.


Kładąc pudło na ladzie, dziewczyna uśmiechnęła się i powiedziała: “Macie szczęście. To ostatni zestaw, jaki posiadamy na tę chwilę”.


Ikan bez zwłoki wyciągnął zdobyte wcześniej pieniądze i położył je na ladzie. Ekspedientka zauważyła, że kilka banknotów było zabrudzonych krwią. Widząc to, jej uśmiech, który miała na twarzy, od razu zniknął, a zawitał strach. Nie pytając ich, skąd to mają, wzięła je i przeliczyła, czy należyta suma się zgadza.


Następnie, po dokonaniu transakcji, Ikan i Karang skierowali się w stronę wyjścia, mówiąc krótkie: “Dobranoc”. Dziewczyna nie wiedząc, co robić, odpowiedziała im również cienkim głosem: “Dobranoc”.  


Karang: “Haha, czujesz to? Limitowana edycja! Haha, ale mamy szczęście.”


Ikan: “No, myślałem, że da nam normalną wersję. Może się nas przestraszyła?”


Karang: “Ale przecież wyglądamy na normalnych licealistów, czego ma się bać…”


Ikan: “Może boją się twojej blizny i dłoni zabrudzonych krwią?”


Karang: “Hmm, niegłupim pomysłem byłoby pójść wcześniej obmyć w rzece dłonie.”


Ikan: “Dobra, mniejsza z tym, stało się. Teraz bym coś zapalił.”


Karang: “A ja bym się napił dobrego piwa, góra dwóch. Nie no żart, chyba się dziś upiję. Taki jestem zadowolony na widok tej gry, haha.”


Ikan: “Nawet mi nie mów. Moje bongo już czeka nabite w domu.”


Karang: “Przecież twoje bongo zawsze jest nabite, nawet wtedy, jak cię nie ma…”


Ikan: “Gadasz głupoty. Za to ty zawsze masz kratę piwa w lodówce i ci tego nie wytykam!”


Karang: “Ta, tylko gadasz, że jedzenie się nie mieści. Nie moja wina, że mamy małą lodówkę. Będzie trzeba ukraść jakąś nową i większą, już taką, co lód robi.“


Ikan: “Tak, ale będziemy mogli to zrobić, dopiero jak ta wredna suka pojedzie w końcu na wakacje.”


Wchodząc do domu pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było położenie gry w bezpiecznym miejscu. Potem Ikan poszedł targać bucha z bongo, a Karang napić się zimnego piwa, które za nim chodziło od samego rana.


Po wykonaniu swoich głównych codziennych czynności i zjedzeniu wcześniej zamówionego kebsa, zaczęli rozpakowywać pudło z grą. Żeby ją odpowiednio podłączyć i ustawić potrzebowali specjalnych kasków, które już akurat mieli w swoim posiadaniu, bo zdobyli je podczas jednego z włamań.


Ikan: “Ej, Karang, wiesz, jak korzystać z tych kasków?”


Karang: “Nie... Podczas włamania myślałem, że to kaski dla motocyklistów. Sądziłem, że ty wiesz.”


Ikan: “Kurde, dobrze, że mamy instrukcję obsługi. Tylko komu będzie się chciało ją przeczytać? Jak na nią patrzę, to mi się śmiać chce…”


Karang: “Cholera, a ja trochę wypiłem i będzie mi się wszystko plątać.”


Ikan: “U mnie podobnie, dzisiejszy staff mocno klepło. Przeczytajmy to wspólnie, może nam się uda. Pamiętaj, “Takich trzech, jak nas dwóch, to nie ma ani jednego”.


Karang: “Dlatego na tym świecie jest więcej ciot niż dziewic. Chociaż w sumie jest dobrze, na nich kierujemy swój biznes swobodnego życia, haha.”


Ikan: “W sumie racja. Dobra, koniec tego obijania się, bierzmy się za tę instrukcję.”



Instrukcja:

Włóż dysk ze swoją grą do miejsca przeznaczonego na to tak jak na obrazku.

Podłącz kask do urządzenia zasilającego czarnym kablem tak jak na obrazku.

Potem załóż kask i kliknij przycisk “power” tak jak na obrazku.


I ciesz się grą! tak jak na obrazku.


Karang: “Ej, o co im chodzi z tymi obrazkami?”


Ikan: “Nie mam pojęcia, może dzieci też to czytają.”


Karang: “No to może lepiej zerknijmy na te obrazki?”


Ikan: “Po co, przecież one są tylko dla dzieci.”


Karang: “No wiem, ale co, jak mnie prąd kopnie? Co wtedy? Wolę nie ryzykować, jeszcze czeka na mnie wiele przyjemności w dzielnicy latarni.”


Ikan: “Nie przesadzaj, przecież ty tam już wszystko zwiedziłeś.”


Karang: “No wiem, ale jakieś nowe mają do nich dojść niedługo, i to z Ameryki!”


Ikan: “A słyszałem o tym od tego starego pierdziela. Mówił, że podobno będą mieć niezłe balony, a gdy to mówił, cały się ślinił, a jego dłonie wariowały… To było straszne.”


Karang: “Senpai…”

(Podajemy link dla senpai)

https://www.youtube.com/watch?v=NDjda87Tk7s


Ikan: “Dobra, dawaj. Zakładamy kaski i wchodzimy do gry.”


Obydwaj położyli się na podłodze. Ponieważ ich łóżka nie przetrwały ostatniego transportu, musieli spać na materacach na ziemi.


Wciskając “Power” nagle w ich głowach stworzył się biały pokój, a po chwili pokazało się logo gry i ładowanie.


Serwer Offline, start za 3 dni, 5 godzin, 23 minuty i 13 sekund.


Zakładanie postaci - Online.


“Rozmowa głosowa dostępna”.


Karang: “Halo, halo, czy mnie słychać???“


Ikan: “Głośno i wyraźnie, jak wczoraj pod barem.”


Karang: “Właśnie wszedłem w tryb tworzenia postaci, ale za cholerę nie wiem, co wybrać. Jest tu tyle opcji, że mój mózg nie wyrabia…”


Ikan: “AAA! To boli, za dużo tego.”


Karang: “To może wybiorę assasina zabójcę? W końcu to do mnie pasuje.”


Ikan: “Dobra, to ja wezmę tego szamana. Op buffy może nakładać. Już sobie wyobrażam, jaką rzeźnię to będzie robiło.”


Karang: “To teraz mam dylemat, jaką rasę wybrać. Tu jest napisane, że mają różne bonusy, ale mniejsza z tym, biorę człowieka. A ty bierz Elfa, tylko te uszy, hahaha.”


Ikan: “Dobra, ale w takiej sytuacji ty bierzesz orka.”


Karang: “Dobra… Najwyżej będę krzyczeć “Guuuaaaa” i będę straszył dziewczyny, hahaha.”


Ikan: “A mnie najwyżej zgwałci jakiś przypadkowy człowiek, biorąc mnie za seksowną blondynkę…”


Karang: “Uważaj, bo ja Ork, większy i silniejszy, hahaha. Dobra, stworzyłem postać, wyloguję się i zdejmuję kask.”


Obaj zdjęli kaski i poszli do kuchni, bo ich brzuchy podpowiadały głośnym “Grooouch”, że są jeszcze głodni.


Karang: “A właśnie, co wpisałeś w swoją nazwę jak tworzyłeś postać?”


Ikan: “Jak to co? Swoje imię. Przecież o to chodziło. Szukałem też tabeli na nazwisko, ale nie było jej.”


Karang: “U ciebie też? Myślałem, że to ja coś popsułem. Jakiś debil chyba to robił.”


Pełni humoru i nocnych refleksji zasnęli, oglądając drugi sezon One Punch Man’a.










Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.