Powrót na stronę Przybornik/Rozdziały

Tom 2 - Tom 2

Rozdział 65 - Wewnętrzna wojna klanów (15)

Strażnicy pilnujący obozu Kapitana, nie byli zbytnią przeszkodą, gdyż ich obecność nic nie zmieniła. Kyo był teraz na tyle potężny, by pokonać każdego z nich jednym prostym cięciem.
Wróg nie miał zielonego pojęcia o jego sile, dlatego uważał swoich strażników za wystarczająco silnych do obrony kapitana.
Krocząc po warowni wroga, Kyo podcinał gardła każdemu napotkanemu strażnikowi w taki sposób, że ich krew zaczęła tryskać z kilku sekundowym opóźnieniem, aż tu nagle...

Kapitan wrogiego obozu założył całe swoje wyposażenie i wyruszył, by zniszczyć wrogich najeźdźców. Wcześniej jednak wyczuł on dziwne zmiany i znikające aury jego podwładnych. Doprowadziło to do sytuacji, w której zrozumiał, że musi wspomóc swoich ludzi.
Zaraz po wyjściu ze swojego namiotu, zauważył on upadające trupy i w tej samej chwili wyczuł lekką aurę zabijania. Od razu chwycił on swoją halabardę oraz przyjął pozycję bojową, a następnie krzyknął donośnym głosem: „Czemu wdarłeś się do mojego fortecy ?! Kim jesteś ? Dla kogo pracujesz ?!”, lecz nie usłyszał odpowiedzi, przez co stał się jeszcze bardziej zdenerwowany.
W tle słychać było słychać, ciche dźwięki przecinanych gardeł. Spowodowały one w nim lekkie przerażenie i niepewność. Aktualna sytuacja była dla niego dość niejasna, gdyż wyczuwalna była tylko jedna aura mordu. W tym samym czasie słychać było upadające martwe ciała żołnierzy oraz dźwięki tryskającej krwi, która przyozdabiała ziemię swym pięknym szkarłatem.
Nagle usłyszał on ciche stąpanie kroków, które kierowały się w jego stronę. Nie był pewien skąd nadchodzi jego oponent, gdyż jego kroki wydawały ciche echo, które utrudniało dokładną lokalizację przeciwnika. Były to bardzo niesprzyjające warunki dla Kapitana oddziału.
Nagle usłyszał on głos, który pochodził zza jego pleców, a gdy się tylko odwrócił...
Zauważył on swojego oponenta, a był nim Kyo, który zwrócił się do niego.
- Jak Cię zwą wojaku ?
Kapitan z przerażeniem i bez zahamowania wyjawił swoje imię.
- Guliwer Gax.
- Huhu, Guliwerze, wiesz po co tu przybyłem?
Guliwer z przerażeniem powiedział:
- Z...z...zabić mnie ? Co ja Ci zrobiłem ?! I czemu akurat ja !
- Hahaha, czemu ty powiadasz ? Bóg tak chciał, a mi się to podoba, dlatego zabiję Cię dla własnej wygody. Zrozum... zawadzasz mi w wykonywaniu mojego zadania, gdyż nie tylko ty, a każdy kapitan z twojej armii.
Słowa Kyo przeraziły oponenta, po czym ten spytał:
- Co myśmy ci zrobili ?
Kyo śmiąc się odpowiedział Guliwerowi:
- Twe istnienie jest nieistotne, a twoja śmierć przyniesie deszcz szczęścia.
Oczy kapitana uspokoiły się, po czym z całej swojej siły ścisnął halabardę i wykonał dźgnięcie w stronę Kyo krzycząc:
- Giń !
Kyo bez żadnego problemu uniknął ataku kapitana, po czym wykonał manewr dzięki któremu zadał cienkie cięcie na klatce piersiowej Guliwera. Ten atak zrobił małą dziurę w jego zbroi.
- Dosyć dobra zbroja. - powiedział Kyo zerkając na nią.
Guliwer po zobaczeniu ruchów swojego przeciwnika zrozumiał to, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł. Jego przeciwnik był w stanie: zrobić unik, zmniejszyć dzielącą ich odległość 2 metrów oraz wykonać cięcie w stronę jego klatki piersiowej, a co grosza zrobił to w zaledwie sekundę.
Na szczęście jego zbroja zdołała to przezwyciężyć i nie otrzymał żadnych obrażeń.
Po krótkiej chwili postanowił użyć techniki „Setki pchnięć”, w celu jak najszybszego zabicia swojego przeciwnika.
Kyo zaczął wyczuwać inną aurę wychodzącą z Guliwera. Zrozumiał on, że jego przeciwnik w końcu pokażę jakąś technikę, którą będzie mógł sobie poobserwować lub najzwyczajniej w świecie ukraść.
- Technika „Stu pchnięć” ! - Powiedział Guliwer, po czym pchnął halabardą w stronę oponenta.
Kyo myśląc, że to tylko jedno pchnięcie, bardzo się zdziwił, gdyż pomiędzy aktualnym, a następnym atakiem nie było żadnej przerwy czasowej.
Technika ta polegała na natychmiastowym wyprowadzaniu kolejnego pchnięcia, zaraz po poprzednim, jednak Kyo zdołał ich uniknąć. Nagle tempo ataków kapitana zaczęło wzrastać: 5,10,15,40,70,90,100 ciosów, aż nagle przestał atakować.
Był już wyczerpany oraz mocno dyszał, tym samym próbując złapać powietrze, a gdy tylko zerknął na Kyo to całkowicie zwątpił. Żaden z jego ataków nie dosięgnął przeciwnika, a mało tego, osoba stojąca naprzeciwko ziewała, zupełnie jakby unikała ciosu dziecka.
Był on zszokowany, zdziwiony, a zarazem pełen podziwu dla umiejętności przeciwnika.
Kyo nie chcąc przeciągać walki, ruszył na niego z pełną szybkością, po czym odciął mu obydwie dłonie. Następnie zranił go w ścięgna nóg, co skutkowało upadkiem Guliwer na kolana. W tym samym czasie wykonał on szybki i bardzo mocny cios, który pozbawił kapitana głowy.
W oczach upadającej głowy Guliwera, dalej było widać strach i przerażenie.

- Cóż za rozczarowanie. Skoro twój koniec był taki żałosny, to jak wyglądało twoje życie ? Nawet kiedy upadasz jesteś strasznie...powolny... – powiedział Kyoshiro.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team

Wybierz rozdział

Kolorystyka

Jasny Ciemny Sepia

Wielkość tekstu ({{fontSize}}px)

A- A+ A