Powrót na stronę Przybornik/Rozdziały

Tom 3 - Tom 3

Rozdział 110 - Loch

Droga do kanionu  Torasaka była całkiem relaksująca.  Głównym tego powodem był fakt że nie spotykaliśmy ludzi na swej drodze – widać że zła sława tego miejsca sprawia że trzymają się z daleka...
Od czasu walki z wampirem minęły dwa calutkie dni.
Odkryłem kilka ciekawostek związanych z ostatnio zdobytymi zdolnościami – choćby fakt że dzięki „Kontroli snów” moje ciało i umysł wymagają znacznie mniejszej ilości snu – no i nawet podczas jego trwania, moje zmysły są w pełni wyczulone – więc mogę spać nawet na polu bitwy.

Zaczęliśmy właśnie wchodzić na tereny z olbrzymią ilością gór – jeśli moje obliczenia są prawidłowe, od kanionu dzieli nas dzień/dwa drogi. Pocieszający jest fakt, że w okolicy czai się sporo różnego rodzaju kreatur – na pierwszy rzut oka dostrzegłem grupę składająca się z 6 gryfów, sporą ilość Jaszczuraków – prawdopodobnie silniejszych wersji niż te czające się w okolicach naszego terenu, oraz kreatury podobne do dinozaurów..
To naprawdę świat rodem z RPG ~ pomyślałem.

--
Rozbiliśmy obóz w neutralnej strefie, aby Eun mogła sobie odpocząć – wytrzymała całkiem sporo dni, z mała ilością snu, więc przerwa jest bardziej niż wskazana.

Gdy Eun sobie odpoczywała, rozglądałem się po najbliższej okolicy z nadzieją odnalezienia czegoś ciekawego. Odkryłem tylko wejście do jakiejś jaskini, niestety eksplorację jej muszę sobie darować – przynajmniej chwilowo.
Za bardzo zaintrygowała mnie „Aura” jaka się z niej wydobywała. Była ona inna niż ta jaka dysponują potwory – ba – była bardziej dostojna, majestatyczna i strasznie nieludzka..
Zaintrygowała mnie, więc oznaczyłem sobie to miejsce do zbadania.

Gdy Eun się obudziła, poinformowałem ją że idę na zwiady oraz o tym że dłużej mogę być nieobecny i ruszyłem w kierunku jaskini odkrytej wcześniej.

Gdy tylko postawiłem swoją nogę w jej wnętrzu – przeszedł mnie dziwny dreszczyk.
Zignorowałem go i ruszyłem do środka.

Im dalej wchodziłem, tym więcej pułapek znajdywałem – i to nie byle jakich.
Zrobione były one z zaklęć runicznych, na tyle potężnych że bez większego problemu, byłyby w stanie zabić każdego – ba, nawet i mine. 

Nie wiem dlaczego, ale byłem w stanie rozbroić je bez większego problemu – mało tego – coś w moim wnętrzu mówiło mi o tym jak je rozbroić. Jestem całkowicie pewny że widzę to pierwszy raz, jednak...na pewne pytania nadal nie znam odpowiedzi – to cholernie frustrujące.

Mam teraz kolejny powód na przeszukanie tego miejsca.


Po około piętnastu minutach szukania przejścia dalej byłem w kropce – po drzwiach nie było śladu – jedynie jakiś most prowadzący prosto w ścianę ( sprawdziłem i za nią nic nie było).
Nie mam wyboru. Muszę zlecieć w dół tego „urwiska”, jeśli planuje kontynuować swoją drogę.

Aktywowałem zdolność lotu i lekko się zdziwiłem – na moich plecach pojawiły się smocze skrzydła.
Przecież nie aktywowałem zdolności smoka – pomyślałem i zajrzałem do swojego okienka umiejętności.

Okazało się że „Pośrednie stadium” ulepsza zdolność lotu. 
Mianowicie wielokrotnie wydłuża ono czas jego trwania – zmniejszając przy tym użycie energii, aczkolwiek pojawiają się na moich plecach smocze skrzydła. 

Niby fajny bajer, jednak przez to będę musiał sobie darować latanie w okolicach miasta. 
Czekaj! To nie czas aby myśleć o takich pierdołach ~ pomyślałem i skoczyłem w dół przepaści (Tsuniasty – zleciałem brzmiałoby słabo).

To miejsce jest cholernie głębokie ( Bez skojarzeń zboczeńcy – Tsuniasty). Dwie minuty zajęło mi znalezienie się na samym jego dnie.
Pierwsze co mnie spotkało to komitet powitalny w postaci Cerbera.
Mało tego że był on przeciwnikiem rangi A – na dodatek Bossem.

Wstał na swoje cztery łapki – jest on cholernie wielkim zwierzątkiem, cóż przynajmniej większym od pupilka Shina/

Spodziewałem się że zostanę przez niego zaatakowany – jednak ku mojemu zdziwieniu nic takiego się nie stało. Spojrzał się na mnie i wrócił do dalszego drzemania przy swojej olbrzymiej budzie.

Co do cholery się dzieje z tym lochem? Czemu mam wrażenie że kiedyś tu byłem – i co najważniejsze – czemu jego strażnik nie jest do mnie wrogo nastawiony?!

Złość zaczynała ze mnie wychodzić. Nie lubię być stawiany w sytuacji o której nie mam pojęcia.

Rozejrzałem się i ujrzałem olbrzymie drzwi. 
Ruszyłem w ich kierunku i ujrzałem sposób ich otwarcia – musisz przelać krew.

Cóż, mam  nadzieję że odrobina mojej wystarczy – pomyślałem i sztyletem lekko przejechałem sobie po palcu. Gdy moja krew skapnęła na „mechanizm” - drzwi zaczęły się otwierać...

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team

Wybierz rozdział

Kolorystyka

Jasny Ciemny Sepia

Wielkość tekstu ({{fontSize}}px)

A- A+ A