Rozdział 90 - Kuro - Starcie ze Zjawami (2)
Jeszcze tylko chwila i będę na miej…

- Aaa… Co to było?

Z ziemi lecą w moim kierunku… Głazy? Co do… To już nawet nie jest zabawne. Aktywowałam pancerz i zwiększyłam przyciąganie. Z impetem spadałam na ziemię, czym zniszczyłam wszystko wokół i zostawiłam po sobie krater.

Jest to dość nieprzyjemne, jednak takie spadanie i niszczenie jest dość zabawne.

Rozglądając się wokół, szukałam tego, który mnie zaatakował, lecz nie byłam w stanie go znaleźć. Poruszanie się w powietrzu stało się niebezpieczne, więc ze względu na to zmniejszyłam oddziaływującą na mnie grawitację i ruszyłam przed siebie, poruszając się po ziemi.

Nim jednak przekroczyłam dystans stu metrów, ziemia nagle uniosła się przede mną. Była niczym ściana, lecz nim przestała rosnąć, wystrzeliły z niej kolce.

Z łatwością uniknęłam ich wszystkich, jednocześnie dochodząc do wniosku z kim mam doczynienia. Walczę z esperem, który korzysta z elementu ziemi, ewentualnie jest to diabeł z taką mocą, albo inny.

Rozejrzałam się wokół raz jeszcze, spojrzałam nawet w kierunku nieba, jednak nadal niczego nie było. Nie byłam w stanie dostrzec wroga, który powstrzymuje mnie przed dotarciem do esperów, ale nie oznaczało to, że zamierzam przestać.

Kuro i Kamiya nie będą w stanie wygrać, jeśli nie uratuję esperów.

Zastanawiając się nad tym, poczułam, jak ziemia pode mną się trzęsie i natychmiast podskoczyłam wysoko w powietrze. Byłam ponad dwadzieścia metrów nad ziemią, gdy nagle wystrzeliły w moim kierunku wciąż rosnące kolce.

Nie były w stanie przebić mojego pancerza, a ja w odpowiedzi zwiększyłam przyciąganie grawitacyjne, które na mnie oddziaływało i spadłam z impetem w miejsce, z którego zostałam zaatakowana.

Doszłam też do wniosku, że jestem atakowana spod ziemi. Szybko zadałam sobie pytanie, jak mnie ten ktoś widzi, skoro siedzi pod ziemią i zrozumiałam, że musi to być jakaś kolejna umiejętność.

Nie mam zdolności, by walczyć z kimś, kto siedzi pod ziemią, więc mogę tylko uciekać. To jednak też nie spisuje się najlepiej, gdyż jestem cały czas powstrzymywana.

- Jakie to irytujące. Ponadto ciągle mnie atakuje. - wyszeptałam pod nosem i ruszyłam przed siebie, ale ataki nadal nadciągały i nawet na chwilę nie ustawały.

Śmiem nawet twierdzić, że były coraz bardziej intensywne. Uciekając, mijałam zniszczone samochody i niezliczone ilości trupów, które zostały najwyraźniej pokonane przez osobę, która mnie teraz atakuje.

Intensywność ataków zwiększała się, gdy próbowałam uciekać w kierunku kryjówki esperów, jednak teraz jedyne, co byłam w stanie zrobić, to zawrócić. Nie jestem w stanie dotrzeć na miejsce, jeśli nadal będę atakowana.

Uciekłam.

Zrezygnowałam z wykonania swojej części zadanie ze względu na to, że nie byłam w stanie się przebić.

Czuję się bezsilna w obliczu tej sytuacji.

--- Perspektywa Kuro ---

Moje ataki nie potrafią zranić diabła, który aktualnie idzie w moim kierunku. W szale moich ataków, Kamiya skończył martwy, a przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż aktualnie wszystko wokół zostało całkowicie zniszczone.

Nie zamierzam się tym jakoś specjalnie przejmować, gdyż mam gorsze problemy na głowie. Gość, który przejął ciało tego diabła, potrafi o wiele lepiej kontrolować posiadane przez niego zdolności.

Pokazuje nawet takie, których do tej pory nie używał.

Używa teleportacji, by mnie atakować, jednak ja cały czas jestem w ruchu i za każdym razem, gdy próbuje mnie zaatakować po pojawieniu się obok mnie, ja jestem w stanie wyjść z jego zasięgu, nim zaatakuje.

W efekcie zaczął strzelać we mnie płomieniami, które są zmorą dla moich nici, które nawet po tym, jak je wzmacniam palą się z łatwością.

Przez ten ogień nie jestem w stanie go atakować, jednak tak samo wygląda sytuacja z jego strony. Nie jest w stanie mnie trafić, co może doprowadzić tylko do jednego wniosku.

Nasza walka będzie na wytrzymałość. Ten, kto pierwszy się zmęczy przegra. Podobnie będzie, gdy jeden z nas popełni błąd, gdyż żaden z nas nie przepuści okazji, by zakończyć tą walkę.

Problemem jest jednak to, że zaczynam się męczyć, podczas gdy to cholerstwo nadal atakuje mnie bez chwili wytchnienia.

Oprócz teleportacji i ognia, atakował mnie nawet przy pomocy wody, powietrza, błyskawic. Można powiedzieć, że jest już pełnoprawnym elementalistą. Na szczęście nie ma telekinezy, gdyż wtedy złapanie mnie byłoby dla niego dziecinne łatwe.

Nasza walka niosła za sobą tylko zniszczenie. Podczas gdy ja przecinałem wszystko, co stawało mi na drodze, co skutkowało zawaleniem się kilku budynków, ten cholernik stworzył prywatny basen wypełniony trupami, płonący, a zarazem zbierający wokół siebie potworny, płonący las, który niegdyś był parkiem. Wzgórza, które ciągnęły się przez środek miasta, a wśród nich kilka wodospadów.

Nawet ignorując, że wzniecił jakiś kawałek dalej tornado to i tak bez wahania mogę go nazwać chodzącym kreatorem naturalnych katastrof.

- Kuro!

Ten głos…

- Mineko?

Co ona tu robi? Zadając sobie to pytanie, spojrzałem na diabła, który nadal mnie gonił i nagle zniknął mi z zasięgu wzroku.

Nie patrząc nawet na to, gdzie się pojawił, zrobiłem salto w tył i wystrzeliłem z ziemię, patrząc, jak diabłem dwukrotnie trafia w pustą przestrzeń.

Wybacz mi, ale z chwili na chwilę czuję się coraz bardziej swobodnie i z każdą chwilą moja kontrola nad nićmi wyraźnie wzrasta.

- Czemu tu jesteś, skoro nie zabiłaś esperów? - krzyknąłem zaskoczony i natychmiast wystrzeliłem w jej kierunku kilka nici, które w mgnieniu oka oplotły się wokół jej nogi.

- Nie byłam w stanie. Są chronieni przez…

Tak, jak czułem, za nią pojawił się diabeł, a ja jednym ruchem dłoni przyciągnąłem do siebie Mineko i ruszyłem w przeciwnym kierunku.

- Co do? - będąc w moich ramionach, była wyraźnie zaskoczona, ale widziała, jak w miejscu, w którym dopiero co była pojawił się diabeł, zaczęła lekko drżeć.

- Przerażona? - zapytałem, gdy nagle naszła mnie chęć, by jej dokuczać.

Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje, jednak z całą pewnością mogę stwierdzić, że nie jest to coś, z czego nie powinienem się cieszyć. W końcu jestem w stanie stwierdzić, że wszystko, przez co przeszedłem wzmocniło moją psychikę i pewność siebie, dzięki czemu teraz zachowuje się, jak zachowuję.

Cieszy mnie mój aktualny stan.

- Ten potwór… Gdzie Kamiya?

- Nie wiem, nie żyje. - odpowiedziałem na szybko.

Mój oddech przyspieszył, a ja sam jeszcze bardziej odczułem narastające zmęczenie. Muszę uciec stąd, jak najszybciej albo znaleźć sposób, jak załatwić tego potwora, albo w przeciwnym wypadku, to będzie nasz koniec.




Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.