Rozdział 5 - Satsuki - Tydzień po końcu świata (3)

 

Gdzie aktualnie kieruję swoje kroki?
W kierunku żarełka.

Nie żartuję, mówię serio - spróbuj walczyć na głodniaka, to zobaczysz fajne wybuchy i eksplozję.. podczas gdy zginiesz marnie, i zrozumiesz że tak naprawdę nikt się tobą nie przejmował..

 

Z Łukiem bloczkowym w dłoniach, człowiek czuje się zdecydowanie bardziej bezpieczny  - zwłaszcza że wszędzie - nie zgadniesz co teraz powiem - pełzają żywe trupy..

Nie no żartuję.. a może jednak nie?

 

Wewnętrzna chęć mnie, kusi mnie aby sprawdzić moc tego łuku!

Dostrzegłem wręcz idealny cel - samotny zombiak stojący przy sklepie z ubraniami.

 

Naciągając strzałę, powolnym krokiem zbliżałem się w jego stronę.

Dlaczego podchodzę tak blisko, zamiast strzelać z daleka?


To nie pierdolony komiks, celność nie wynosi 100% z 250 metrów.

Jestem zwyczajnym człowie.. nie czekaj.. jestem Esperem, a nie pierdolonym snajperem.

Jak używasz amunicji, to musisz być pewny że jeden strzał zakończy przynajmniej jeden żywot.

 

Brak kul w takim przypadku oznacza game over.

Game over dla ciebie, bo jeśli chodzi o mnie - moja gra właśnie się zaczęła.

 

Będąc pewnym że trafię - wypuściłem strzałę i pozwoliłem jej robić swoje.

Jej siła? Była większa niż się spodziewałem.
Prawie przeleciała na wylot, jednak czerep to twarda sztuka.


Nie żałuję wykonania tego małego teściku - było warto.

Teraz już wiem, że trzeba uważać nie tylko na kule - ale i na strzały.

 

Znalazłem sklepik z prowiantem.

Jest jednak jeden, malutki, pierdolony problem.

 

Domyślam się że udało ci się zgadnąć - brawo, wygrałeś talon na truchło zombie i balon.

Piątka pierdolonych umarlaków,blokująca wejście.


Będąc dokładniejszym - one właśnie są w trakcie posiłku.

Rozglądając się dostrzegłem zraszacz przeciwpożarowy.


Wiesz o czym teraz myślę?

Nie wiesz?
Pozwól że dam ci podpowiedź..Palące,czerwone i można na tym gotować.

Czas zrobić ognisko.


Postanowiłem wywołać pożar “kontrolowany”.

Walka z piątką ( lub szóstką, jeśli ten którego właśnie żrą wstanie) nie uśmiecha mi się za bardzo.


Strzału nie oddam - w markecie jest ich przynajmniej setka, więc to byłoby jak zaproszenie ich na ucztę.

Podpaliłem jedną strzałę i wystrzeliłem w kierunku ich posiłku.

 

Kilka chwil później płomienie spowiły całą piątkę w całości,

Jeden z nich odwrócił się w moją stronę i zaczął biec.

Ludzka pochod.. czekaj kurwa to nie czas na inteligentne przemyślenia?!


“Zapalony” kibic ludzkiego mięsa biegł w moim kierunku więc zrobiłem kilka kroków w tył.

Zatrzymała mnie barierka, za którą jest wieeelka dziura, prowadząca dwa piętra niżej.

 

Gdy umarlak był wystarczająco blisko, szybkim ruchem odskoczyłem w prawo - a truposz stracił nogę, upadł i zostawiając za sobą wnętrzności, przeleciał pod barierką.

 

Spadał niczym pierdolony meteoryt.

Usłyszałem całkiem głośne PLASK..

 

Spojrzałem na dół - jego ciało przypominało teraz papkę.

O kurwa, a więc tak wygląda placek z ludzkiego ciała..

Wracając do zombiaków które wcześniej podpaliłem - jeden z nich przeżył i został zgaszony, przez wodę która wylewała się ze zraszacza.

Idę go dobić i czas w końcu coś wszamać!

 

Gdy byłem najedzony do syta, spakowałem trochę prowiantu na wynos..

No dobra, trochę więcej niż trochę.. Na jakiś ty… dwa tygodnie powinno styknąć, biorąc pod uwagę że nie jem zbyt wiele..

 

Oho, robi się tu trochę “ciasno”.

Dlaczego zombiaki przyłażą na wyższe piętro, skoro na dole mają wystarczającą ilość żarcia?!

Dobra, to nie czas na żarty.

Czas aby się stąd zabierać..

 

Spokojnym krokiem ruszyłem w kierunku tylnego wyjścia.

Fakt że nim wyjdę, sprawi że w tym miejscu pojawi się więcej zombiaków - no i może jakaś grupa idiotów będzie chciała zrabować pozostałości po mojej wizycie..

 

To nie mój problem. Dla mnie nawet cała ludzkość może wyginąć.

To nie mój interes.

 

Dokładnie.

Już raz przechodziłem przez piekło, gdy zaufałem jednej osobie.

To się nie powtórzy,

 

Odpoczywaj w pokoju,Natsuki..

Czas iść dalej - nie ma sensu czekać.

 

No i chuj - to znowu się stało.

Kolejne spotkanie z ludźmi, których tak bardzo nie lubię spotykać.

Tym razem naprzeciwko mnie stoi dwójka dzieciaków..

Dziewczyna z długimi czarnymi włosami ubrana w luźne sportowe ubranie.

Towarzyszył jej chłopak z czarnymi włosami, ubrany w białą koszulkę, która była nieźle zakrwawiona.

 

Oho, ta dziewczyna jest esperem.
Użyła na mnie dziwnej zdolności, która ograniczyła moje ruchy.

 

- Chcemy tylko przejść w spokoju. Nie musimy walczyć! - oznajmiła dziewczyna


Przepuściłem przez swoje ciało elektryczność, tym samym odzyskując pełną gamę ruchów.

Dziewczyna prawdopodobnie zrozumiała że jeśli nie anuluje swoje zdolności, to czeka ją coś nieprzyjemnego.

Mam dziś dobry humor, więc udam że te “splątanie” nie miało miejsca.

 

- To idź w swoją stronę i nie wchodź mi w drogę..

 

Udzielając im takiej odpowiedzi, ruszyłem przed siebie, wciąż zachowując czujność.

Eh, zbliża się noc - trzeba znaleźć miejsce w którym dziś przenocuje.

 

Hotele odpadają - są pełne nieboszczyków.

Większe domy odpadają - są ciężkie do zabezpieczenia.

Eh, chyba nie mam wyboru.


Wracam do latarni morskiej - 65 metrów nad ziemią, jest najbezpieczniej.

No chyba że masz lęk wysokości.. ale  wtedy to masz przejebane..

 

Wróciłem do miejsca w którym zostawiłem “znaleziony” skuter i ruszyłem za miasto, w kierunku morza.

 

Jakieś dwie godzinki później byłem tuż przy latarni morskiej.

Zabezpieczyłem skuterek w latarni, i gdy już miałem zamykać drzwi, ujrzałem coś dziwnego.

 

Stworzenie podobne do aligatora, jednak posiadający inny kolor skóry.

Mało tego - on właśnie wpierdala zombiaka.

Nie, nie mam zwidów.

Uszczypnięcie się w rękę mnie tylko o tym uświadomiło.

 

Wzdychając zamknąłem drzwi do latarni morskiej, i podnosząc swój plecak z ziemi udałem się na samą górę.

 

Jest tu fotel, mała lodóweczka, stół , kuchenka turystyczna - no i co najważniejsze - mięciutkie łóżeczko.


Zabezpieczyłem drugie wejście, znajdujące się na samej górze, i sięgnąłem po I-con’a

Kurwa bateria się rozładowała!!! Gorzej być nie mogło…. żartuję.

Tak bym powiedział, gdybym nie był w stanie naładować jej w przeciągu kilku minut..

 

Odpaliłem muzyczkę na małym głośniczku - i zacząłem bawić się elektrycznością.

 

Jest ona przydatna, praktyczna i nieoceniona - tak więc do czasu aż nie będę zmęczony, zabieram się za “trenowanie”

 

Kilka godzin treningu dziennie, zdecydowanie ułatwia kontrolowanie umiejętności.

Jak kiedyś usłyszę od kogoś “Esperzy mają łatwiej, dzięki swoim zdolnością” , to poczęstuje taką osobę wysokim napięciem.


Opanowanie umiejętności, jej kontrola i wzmocnienie wymaga sporego wysiłku..

Zmęczony po kilkugodzinnym treningu, położyłem się spać.

 

Tak zakończył się siódmy dzień apokalipsy.

 

---


Zapraszam do komentowania!!!


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.