Rozdział 6 - Kuro - Tydzień po końcu świata (3)

Wciąż jestem ciągnięty przez Ayę, jestem to upokarzające, ale z drugiej strony czuję podziw do jej osoby. Niesie zebrane przez siebie zapasy, a przy pomocy swojej zdolności esperskiej ciągnie mnie do miejsce pełnego nienormalnych.

Chciałbym być tak odważny jak ona.

 

*Stuk

 

- Ała. Co się stało? - wyskoczyłem z oburzeniem, bowiem moja siedząca postawa w której byłem ciągnięty, właśnie upadła, a ja głową uderzyłem o asfalt.

 

To boli jak cholera, ale moja towarzyszka wciąż stoi i sapie ze zmęczenia. W końcu mimo wszystko jest człowiekiem, więc to oczywiste, że się męczy.

 

Pewne gdyby nie to, że tamte strzały odciągnęły stąd nienormalnych to ta dziewczyna pomagając mi w normalnych warunkach skazałaby się na śmierć.

 

Gdyby nie to, że te dziwaki idą w przeciwnym kierunku to w tej chwili, albo bym uciekł, albo umarł. Nie chwila, nie umarłbym, ani nie musiał uciekać, jeśli bym w ogóle nie opuszczał bezpiecznego spożywczaka.

 

Jednakże teraz jakaś część mnie pragnie pomóc dziewczynie, która uratowała mnie od samotnej śmierci.

 

Może mówię to lekko, ale biorąc pod uwagę samotną śmierć, a śmierć z piękną dziewczyną to z całą pewnością biorę to drugie, nawet jeśli skróci to czas mojego sielankowego życia.

 

Zasapana dziewczyna oparła dłonie na kolanach, tym samym stawiając koszyk u swoich stóp.

 

Gdy tylko przeanalizowałem sytuację i jeszcze raz spojrzałem na kierunek w którym idą nienormalni, postanowiłem wstać i zaistnieć.

 

Moje ciało nie było już pod wpływem zdolności Ayi, więc bez problemu wstałem i podszedłem do niej jednocześnie unosząc koszyk z jedzeniem.

 

Gdyby nie to, że i tak już się przy niej za bardzo upokorzyłem to od razu bym go odłożył, jednak mimo wszystko postanowiłem wytrzymać nacisk jaki ten koszyk wywarł na mojej dłoni.

 

Naprawdę pożądam tą dziewczynę. Nie chwila… miało być podziwiam. Tak, dokładnie. Podziwiam tą dziewczynę.

 

Aya jest niesamowita, nawet nie biorąc pod uwagę, iż jest esperem.

 

Skoro już trzymałem koszyk, który naciskał na moją dłoń to chwyciłem też za dłoń Ayi i tym razem to ja cią pociągnąłem.

 

- Gdzie się kierowałaś?

 

Zapytałem nie wiedząc w jakie miejsce chciała się dostać, tym samym akceptując fakt, iż ta młodsza ode mnie dziewczyna, będzie wydawać mi rozkazy, lecz mi to nie przeszkadzało.

 

Jestem bezużytecznym tchórzem. W końcu zostawiłbym ją tu, jeżeli chociażby jeden nienormalny szedł w moim kierunku, lecz teraz pokazuję się w całkiem niezłym świetle.

 

Nie tylko wziąłem koszyk z pożywieniem, ale idąc na gestem Ayi niosę teraz i ją. Zapewne czuję się ona teraz jak księżniczka, szkoda tylko, że ja robię teraz za woła.

 

Lecz nic na to nie poradzę, nie mogę jej tak zostawić, w końcu wyciągnęła mnie z bezpiecznego spożywczaka, jednocześnie wyrywając mnie z samotności, która towarzyszyła mi od początku tego burdelu.

 

Wspominając początek chaosu i to jak wiele żyć mogłem uratować, a nie zrobilem tego ze względu na mój strach, poczułem się jak śmieć.

 

Aya jest pierwszą osobą, do której wyciągnąłem pomocną dłoń, lecz tak naprawdę to ona pierwsza to zrobiła. Dzięki niej nie umrę samotnie.

 

Niosąc ją tak przez opustoszałą ulicę, co jakiś czas patrzyłem w kierunku gdzie kierowali się wszyscy nienormalni. Choć z tego co kojarzę, to w filmach, a dokładniej horrorach mieli dla nich jakąś specjalną nazwę.

 

Pewnie gdybym się nie bał zwykłego filmu to teraz nazywałbym ich poprawnie, ale nic na to nie poradzę.

 

Jedynie co mogę teraz zrobić to nieść moją wybawicielkę i prowiant do miejsca, które mi wskaże.

 

Gdy tylko opuściliśmy tą ulicę, znalazłem się na skrzyżowaniu, lecz wtedy Aya szybko zeskoczyła z moich ramion. I spojrzała na chłopaka po mojej lewej, był to ten sam, który wcześniej wyszedł ze sklepu elektronicznego.

 

Stojący przed nami białowłosy mężczyzna to jakiś potwór. Nie dość, że wygląda strasznie, to jeszcze niewzruszenie patrzy w naszym kierunku. Chce nas zabić?

 

Nie, Aya przestań.

 

W ten oto sposób chyba go skrępowała tak samo jak miało to miejsce w moim przypadku.

 

- Chcemy tylko przejść w spokoju. Nie musimy walczyć!

Jednak w tym momencie wystawiona w kierunku mężczyzny dłoń Ayi gwałtownie się odsunęła od niego. Czy coś się stało?

 

- To idź w swoją stronę i nie wchodź mi w drogę..

 

Gdy mężczyzna wypowiedział te słowa, Aya złapała mnie za lewą dłoń i powoli się razem wycofaliśmy, po czym skręciliśmy w następną ulicę.

 

- Uff… to było niebezpieczne.

 

Sposób w jaki to powiedziała, sprawił iż wraz z nią poczułem ulgę. Czyżby nawet dla niej tamten mężczyzna był zagrożeniem? Jak potężnym esperem on był?

 

Nie chcąc o to pytać, po prostu podążałem za nią.

 

Okazuje się, że miejscem do którego zmierzaliśmy był jej pokój w apartamentowcu. Jednak droga do niego nie była łatwo, ani przyjemna.

 

Po drodze wpadliśmy na kilka grup nienormalnych, których nawet Aya nie była w stanie w pojedynkę ubić, ale dzięki swojej zdolności inteligentnie zmniejszała ich liczbę, dzięki czemu ostatecznie bez większych problemów dotarliśmy na miejsce.

 

Na każdym piętrze zastaliśmy sporo zwłok, ale widząc w jak pewny sposób Aya kroczy przed siebie, bez zawahania uznałem, że to właśnie ona oczyściła ten budynek.

 

Jednak tak jak się spodziewałem zrobiła to w bardzo strategiczny sposób, bowiem nie wchodziliśmy od parteru, tylko trzeciego piętra, co było możliwe dzięki jej umiejętności.

 

Natomiast piętra poniżej trzeciego były zamknięte i pełne nienormalnych, dzięki czemu robili za naturalną obronę przed zwykłymi ludźmi, gdyż nie jestem pewny jak wielkim zagrożeniem byliby dla innych esperów.

 

- Mogłam wziąć broń. - wyszeptała cicho pod nosem, jednocześnie zrzucając z siebie koszulkę.

 

Przez chwilę pomyślałem, że o mnie zapomniała, co niestety okazało się prawdą.

 

- Jak śmiałeś? - zapytała mnie gniewnie, a na jej twarzy byłem w stanie dostrzec rumieniec.

 

Następnie ponownie straciłem panowanie nad ciałem i zostałem zmuszony do odwrócenia się.

 

To jest trochę okrutne, bo liczyłem, że sobie popatrzę.

 

- Możesz się odwrócić.

 

Słysząc te słowa, zboczeniec we mnie ukazał mi ją nagą, lecz gdy się odwróciłem, byłem lekko zawiedziony.

 

- Zawiedziony?

 

Gdy mnie o to spytała zarumieniła się, a ja natychmiast odwróciłem wzrok.

 

Nie ważne w jaki sposób, nie mam zamiaru jej podpaść w końcu, nie chciałbym znowu zostać skazany na samotność, dlatego też zrobię coś co przychodzi mi z łatwością.

 

- Przepraszam.

 

Aya wyglądała na zdezorientowaną, ale mimo wszystko tylko delikatnie przytaknęła.

 

- Boisz się niebezpieczeństwa?

 

Słysząc te konkretne pytanie i nagłą zmianę nastawienia Ayi, ze wstydem wyznałem prawdę, jednak ku mojemu zdziwieniu Aya nie zareagowała śmiechem, w sumie nie zrobiła tego ani razu mimo, iż jestem strasznym tchórzem.

 

Dzięki niej mam teraz bezpieczne miejsce do spania, a kanapa na której wylądowałem wcale nie jest zła.

 

W ten oto sposób zakończył się mój siódmy dzień, od początku tego bałaganu.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.