Rozdział 7 - Satsuki - Półtora tygodnia później ( 1 )

 

28 lipca 131

 

Minęło półtora tygodnia odkąd ostatni raz wyłaziłem w kierunku miasta.

Aktualnie jestem zmuszony się stąd zabierać.

 

Pytasz dlaczego?

(odgłosy wystrzałów)

 

Taak, zgadza się.

 

Jakaś grupa skończonych idiotów, nie umiała się wystarczająco cicho skradać.

Urządzili sobie pierdoloną strzelnicę, w mojej okolicy.

Nie dość że jest noc - to jeszcze słychać pierdolone strzały, zwabiające tu umarlaków.

 

Spakowałem wszystko co miałem, i zacząłem zbiegać ze schodów.

Problemem nie jest to że zleci się tu sporo Z’etów.

Problemem są ludzie.

 

Mimo wszystko ostatni tydzień spędziłem na trenowaniu - no i oglądaniu różnych anime.

Tak, anime. ale miałem ku temu dobry powód..

Poszukiwałem pomysłów na efektywniejsze używanie mojej umiejętności, a anime pokazało mi kilka ciekawych opcji.

 

Prędzej czy później musiałbym się stąd zabrać, jednak..

To trochę za wcześnie.

 

Niecałe półtora tygodnia na ponowną przeprowadzkę się - nie wróży najlepiej.

To jest całkiem.. problematyczne.

 

Gdzie tym razem się zatrzymać?

Najbezpieczniej byłoby wysoko nad poziomem ziemi.


Niestety motorek jest.. rozjebany w drobny mak, a na piechotę za bardzo się nie oddale...

 

Kto to zrobił? Nie wiem, na pewno nie ja, podczas porannego treningu..

Wcale nie miałem problemu z kontrolowaniem swojej zdolności..

No dobra, wiem - zjebałem. Nic na to nie poradzę.


Gdy spakowałem cały swój dobytek w plecaku, zacząłem zbiegać ze schodów.

Teraz jak o tym myślę, to całkiem smutne że mój dobytek wynosi tak mało..

Jednakże to nawet lepiej, jeśli chcesz pozostać w miarę mobilnym.

 

Pod osłoną mroku wymknąłem się z latarni, i pobiegłem w kierunku budynku.

Postanowiłem rozejrzeć się, któż to taki robi rozpierdol po nocach.


Myliłem się - grupa która otworzyła ogień nie walczyła z zombiakami.

Oni polowali na innych ludzi, chcąc ukraść ich zapasy.


Napastnicy nieźle dostawali po dupie. Osoby broniące się, dają im nieźle popalić..

Widać że dowodzi nimi ktoś rozsądny - no i sama grupa posiada wysokie umiejętności przetrwania.

 

Zauważyłem że jeden z napastników wycofywał się tyłem w moim kierunku, ciągle prowadząc ostrzał przed siebie.

Hmm, tak sobie myślę.. Czekan który ma przymocowany do uda, mógłby mi się przydać..

 

Po cichu zakradając się do niego, trochę mnie poniosło.

Użyłem zbyt wielkiej dawki prądu, tym samym zamieniając gostka w skwarek, jednocześnie ciągnąć go w ciemny zaułek.

Urgh, cóż za smród.

 

Przeszukałem mu kieszenie i znalazłem trochę amunicji- co więcej - nawet jest tego samego kalibru co moja Beretta.


Mam teraz naprawdę mocny dylemat moralny

Broń z jakiej strzelał ten idiota, to policyjny walther p99.

Czyżbym ujebał psiarskiego?

Nie, to raczej mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę że był napastnikiem.


W sumie to tak naprawde nie ma znaczenia.
Nikt tego nie widział, nikt mi tego nie udowodni.

Zabrałem broń, amunicję i cel główny mojej misji : czekan.

Z całą pewnością ułatwi mi wspinaczkę, w trudno dostępne miejsca - w tym do jaskini, znajdującej się za wodospadem, oddalonej całkiem spory kawałek od tego miasta..

 

Pozostając w cieniu opuściłem to jakże nieprzyjazne miasto portowe, a odgłosy strzałów coraz bardziej znikały.


Kuszące było zostanie w tamtym miejscu i polowanie na fanty, jednak zbłąkane kule nad głową skutecznie wybijają to z głowy.

Dobrze że te miasteczko prowadzi w głąb lasu, co kilka kilometrów można znaleźć ambony myśliwskie - będę miał gdzie kimnąć, jak zrobię się zmęczony.

 

Hm? Czemu mówię o spaniu na ambonie z takim spokojem?
Otóż w naszych okolicach są one, nie dość że zbudowane są na drzewie i przypominają małe domki- to jeszcze mają okienka, które z pewnością ułatwią mi zorientowanie się w okolicy.

 

Kilka godzin marszu, a ja nadal nie trafiłem na żadnego umarlaka.
Można to nazwać całkiem przyjemnym spacerkiem, gdy jedyne co słyszysz do szum wiatru i szelest gałęzi.


Jestem prawie przy kolejnym mieście, jednak postanowiłem trochę odpocząć.

Nie wiem jak wygląda tam sytuacja, ale dla świętego spokoju wolę pójść tam w pełni sił - niż ledwo trzymając się na nogach.


Wspiąłem się na drzewko, zdjąłem wiatrówkę z pleców i rozpocząłem wypatrywanie “możliwych” zagrożeń.

Poza kilkoma truposzami, kilkaset metrów dalej teren jest czysty.
Trupy nie są w stanie się wspinać, więc jestem względnie bezpieczny.

Jednak..


Dla bezpieczeństwa - i spokoju ducha - umieściłem pewne zabezpieczenie przy drzwiach.

Ujmę to tak - jak ktoś je otworzy, zrobi się cholernie głośno.

Gdy już miałem pewność że nic mnie nie zaskoczy podczas snu, położyłem głowę na jednej ze swoich bluz, którą nosiłem w plecaku i zacząłem rozmyślać.


Ciekawi cię zapewne - dlaczego po prostu nie położyłem się na plecaku?
Już ci to wyjaśnię - w tym plecaku jest laptop,trochę elektroniki i w miarę delikatnego sprzętu.
Nie chcę się zanudzić na śmierć, jak już znajdę jakąś dobrą kryjówkę.


Po kilkunastu minutach planowania kolejnego dnia - usnąłem.

 

Status - jestem żywy i wyspany.

Właśnie wpierniczam lekkie śniadanie, po którym będę się stąd zabierał.

Tym razem jednak czeka na mnie komitet powitalny.


Kilka zombiaków w odległości nie większej jak 30 metrów.

To powinno być dosyć proste, jeśli uda mi się zrobić to po cichu.


Jestem w ambonie myśliwskiej - czas użyć łuku bloczkowego!

Czas potrenować aima!

 

Naciągając strzałę starałem się celować w najbardziej oddalonego zombiaka.

A więc czas na strzał!

(kilka minut później)

Jestem zły.

Za mało zombiaków było w okolicy.


Niemniej jednak, na swój sposób było to całkiem odświeżające.

Prawie jak poranna rozgrzewka, tyle że w wersji post-apo.


Widzę kamienne budynki.

Bingo - trafiłem wprost do miasta.

Mimo iż wydaje się być tutaj dość cicho, mam wrażenie że kilkanaście osób wgapia się we mnie ze swoich norek.


Ignorując swoją “jakże trafną” intuicję, udałem się do sklepu i zgarnąłem pozostałości prowiantu.

Dla bezpieczeństwa wyszedłem tylnym wyjściem, szybkim krokiem kierując się do budynku oboik.

 

Jeśli kogoś spotkam, zamienię go w skwarka.
Jeśli będzie ich więcej  - zrobimy sobie western.

 

Z tak pozytywnym nastrojem, trafiłem na całkiem zadbany dach budynku, jednocześnie rozkładając się i obserwując okolicę.


Czemu siedzę zamiast ruszać dalej?
Potrzebuję pojazdu.

Najlepszym byłby jakiś quad, albo motor - jednak samochodem też się nie pogardzi.

Dlatego też wypatruję najbliższego autokomisu i stacji paliw.


Że co? Czemu nie wiem gdzie jest?
Czy ja ci wyglądam na pierdzieloną wikipedie?

Nie bywałem w tym mieście zbyt często, ba - byłem tu ze trzy, góra cztery razy.


Gdy dostrzegłem w oddali salon samochodowy firmy Reandez, i stację paliw jakieś kilkaset metrów od niego - wiedziałem już co będzie moim następnym celem.


Skacząc po dachach starałem się zmniejszyć dzielącą nas odległość - tak dla pewności no i dla bezpieczeństwa.

Wyżej człowiek jest bezpieczniejszy - zresztą chyba już o tym kiedyś.. wspominałem.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.