Rozdział 9 - Satsuki - Półtora tygodnia później (2)

Im bardziej zbliżałem się do “salonu samochodowego”, tym więcej zombiaków wypatrywałem kilka pięter niżej.

Czy to możliwe, że wewnątrz tego budynku zdechło tyle osób?

 

Czemu mówię o tym jakby mnie to nie obchodziło?

Bo tak jest. W tym postapokaliptycznym świecie, postanowiłem że przetrwam sam - nieważne co stanie mi na drodzę - wyeliminuję to lub użyję brudnych sztuczek aby się tego pozbyć.

 

Uczciwość?
Co to? Smaczne to jest?

Będąc uczciwym mogę ci zaproponować szybki i w miarę spokojny sen.. wieczny.

 

Zorientowałem się że wewnątrz tego budynku coś jest nie tak..

Oczywiście nie oznacza to że sobie odpuszczę ani nic w tym stylu..

 

Zgarnę sobie brykę, choćbym miał wytłuc wszystkich zombiaków - no i ludzi - kryjących się w tym budynku.


Kilka uliczek przed owym sklepem,byłem zmuszony aby zejść na sam dół - bowiem droga dachami tam nie sięgała.

Jak pech -  to pech..

 

Nie, nie, nie. Nie mogę tak myśleć.

To nie musi być pech.

 

Eliminując pojedyncze okazy Zet’ów, wielkimi krokami zbliżałem się do salonu.

Przysmażanie im mózgów jest bardziej skuteczne niż się wydaje..

 

Jestem w salonie samochodowym - jeśli się nie mylę, wszystkie kluczyki trzymane są w biurze kierownika danego oddziału.


Po raz kolejny zadajesz sobie pytanie : Skąd on wie takie rzeczy?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta.. dużo czytałem.

I to nie tak że byłem kujonem - po prostu wolałem coś poczytać, zamiast tracić czas na lekcjach, które były tak proste - że spanie na nich byłoby równie rozsądne co uczęszczanie na nie..

 

Dodatkowo miałem spore znajomości, tuż przed apokalipsą.

Gdybym chciał, mógłbym się ustawić do tego stopnia że pracując w weekendy zarabiałbym więcej od osób pracujących cały tydzień.

 

Uprzedzam pytanie - Nie..Świat nie jest uczciwy.

Poznałeś właśnie sekret galaktyki, jak się z tym czujesz?


Mniejsza o to.

Wracając do salonu..

Udałem się w poszukiwaniu biura kierownika i trafiłem na coś “doprawdy intrygującego”.


Głuchy - ale widomy - zombiak.

Nie, to nie jest głupi żart.

To jest jeden z ich rodzaju.

Zombie który zamiast wyśmienitego słuchu, zachował swój wzrok.


Brzmi jak kiepski horror? Coś niemożliwego? Nierealnego?
Też tak myślałem, do czasu aż jeden z takich nie chciał mnie zajebać.

Otwierając drzwi do pokoju kierownika, dostrzegłem kilka zetow.

Jeden z nich cały czas spoglądał w moją stronę, zupełnie jakby mnie widział - ruszył w moim kierunku z niesamowitą prędkością.

 

Strzału ani porażenia prądem nie było.

Biegnąc na mnie, potknął się o jednego z umarlaków i przypierdolił w próg, rozpierdalając sobie samemu głowę.

 

“Wygląda na to że mam większego farta niż ty.” - skomentowałem pod nosem.


Wyglądało to dość boleśnie.

To jest jedna z tych rzeczy jakich “nie chcę przeżyć.


Pech chciał że gdy “widomy zombiak” przypierdolił łbem o próg, narobił sporo hałasu.

Musiałem zrobić sobie tower defense w pierdolonym salonie samochodowym.

 

Po ponad czterdziestu minutach wybijania każdego zombiaka w salonie, udało mi się dorwać do kluczy.

Muszę przyznać że menager całkiem sprytnie je ukrywał, jednak to nic dla osoby znającej szyfr uniwersalny do każdego rodzaju sejfu.

 

Szyfr uniwersalny? Pytasz co to jest?
To moja umiejętność i nie - nie żartuję.

Nie ma zamka, którego nie da się otworzyć moją kozacką zdolnością.

 


Wady?
Póki co wadami są tylko zniszczenia jakie pozostają na zamkach, ale to raczej nie problem - czyż nie?

Mniejsza o to~~

 

Nie wiem które kluczyki są od którego auta, tak więc zabrałem wszystkie.

Jak znajdę te odpowiednie, to resztę wywalę - tak myślę.

 

Jaki pojazd wybrałem?
Z napędem 4x4 aby poradził sobie nawet w cholernie górzystym terenie.

 

Wolę przewidywać przyszłą trasę, niż później marudzić że coś mi nie pykło w trasie.

I dla ścisłości - nie planuję ruszać w góry - gdzie tu byłaby zabawa?

Znam jedno fajne miejsce, o którym wie tylko kilka osób - jednak.. te osoby już raczej nie żyją.

 

Mowa tu o mojej “eks” dziewczynie - Chiyo, no i grupie znajomych z którą dość często rozbijaliśmy się po mieście.
To były czasy  - jedynym zmartwieniem był kierownik centrum gier, który wkurwiał się bo często wygrywaliśmy główne nagrody..

 

Ciekawi cię czy chcę się z nimi spotkać?

Jeśli chodzi o całą grupę to - NIE  jeśli o jednostki to są dwie osoby które chciałbym z niej spotkać..

 

Więcej osób wydaje się mieć większą szansę na przetrwanie,jednak jest kilka ALE :

- Musisz ich w pełni kontrolować, bo mogą pojawić się zbędne bunty w grupie - które drastycznie zmniejszają szansę na przetrwanie. Jak jeden z “grupy” zostanie zainfekowany, cała grupa ma przejebane, jeśli ta osoba o tym nie poinformuje.

Nie mówiąc już o większym zapotrzebowaniu na prowiant i tak dalej..

 

Bryka odpalona i czas ruszać w drogę.. Tak bym właśnie chciał powiedzieć.


Przede mną pojawiło się kilka osób, z giwerami.

 

- Dobrze się spisałeś, czyszcząc całe to miejsce z truposzów. Byłbyś teraz tak miły, i po dobroci dał nam kluczyki do pojazdów? I przy okazji twój plecak i całe uzbrojenie jakim dysponujesz tak samo.. - powiedział do mnie jeden z nich, podczas gdy pozostali celowali w moim kierunku.

 

- Podaj mi przynajmniej jeden powód, dla którego miałbym cię posłuchać? - zapytałem całkowicie rozbawiony tą sytuacją.

 

Z ich perspektywy wygląda jakbym trzymał ręce w kieszeni, jednak tak naprawdę sięgam po berettę i walthera nie wykonując zbyt podejrzanych ruchów.

Dodatkowo mam pewność że ci ludzie są słabi mentalnie.
Dlaczego? - Gdyby mieli do mnie strzelić, już dawno by to zrobili..

 

- Zachowasz życie. Jeśli jednak się sprzeciwisz - zabijemy cię i odbierzemy co chcemy z twojego truchła!

 

Nie byłem w stanie tego wytrzymać.. zaśmiałem się.

Poważnie, zacząłem śmiać się jak opętany.


- Naprawdę? Mocne słowa jak na kogoś, kto miał okazję do mnie strzelić - i tego nie wykorzystał.

 

Oni nie planują strzelać. Wiedzą jak to się skończy.

Jednak ja to zupełnie inna sprawa.

Zdąże stąd zwiać, bez najmniejszego problemu.

 

Jeśli dobrze pamiętam w tej okolicy nie było zbyt dużo zetów,więc będe musiał się martwić tylko kilkoma grupami.

 

- Ostatnie ostrzeżenie - mówiąc to przeładował broń.

 

Ja  jednak nie jestem taki miły - gdy tylko celował w moją stronę..

 

( Strzał, Strzał)

 

Strzeliłem w dwie najbliższe osoby, a sam błyskawicznie ukryłem się za jedną z kolumn.
Ah, kurwa. Moja bluza jest do wyjebania…

Spoczywaj w pokoju moja dzielna bluzo.

 

(odgłosy strzałów)

 

Wyczekując momentu ich przeładowywania broni, gdy ukryli się za osłoną - zmieniłem miejscówkę.


Jest dobrze, nie zobaczyli tego.
Wyczekiwałem na odpowiednią sytuację, no i się jej doczekałem.

Jeden z nich zbliża się do miejsca w którym byłem wcześniej.


Bang! - mówiąc to wystrzeliłem kolejne dwie pestki, tym razem w jedną osobę,

Dlaczego dwie? Bo za dużo gadał.

I tak, to ten cwaniaczek który chciał ode mnie kluczyki..


Widząc jego śmierć, pozostali zaczęli się wycofywać…

 
 
 

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.