Rozdział 14 - Kuro - Skazany na samotność.

- I co? Nic nie mówisz, nie jesteś w stanie zaakceptować tego, że cię przejrzałam?

Nie, chwila, dlaczego…

 

- Przecież ja nie…

 

- Nadal masz zamiar zaprzeczać?! A ja myślałam, że jesteś inny… że nie jesteś jak esperzy, z którymi miałam do czynienia.

 

Nie chwila, dlaczego to się tak potoczyło? Przecież jestem pewny, że nie jestem esperem.

 

- Żegnaj.

 

Nie, nie odwracaj się.

 

- Nie idź za mną. - wyszeptała, jednak mimo to usłyszałem jej słowa.

 

Ze zdecydowaniem, odwróciła się ode mnie i skoczyła w dół z budynku, co oczywiście dzięki jej umiejętności jest dla niej zerowym zagrożeniem.

 

Ja natomiast zostałem sam na dachu, patrząc tylko w kierunku, w którym odeszła.

 

Kłucie w sercu nie przestawało dawać mi o sobie znać, a już po chwili padłem na moje cztery i rozłożyłem się plackiem na dachu, patrząc na błękitne niebo.

 

Znowu skończyłem sam, jednak nie zamierzam odpuścić dopóki nie wyjaśnię wszystkiego z Ayą. Nie mogę zaakceptować tego w jaki sposób się rozdzieliliśmy i za wszelką cenę ją znajdę.

 

Problem tylko w tym, że w starciu z zombie, nawet posiadając umiejętność podobną do tej Ayi, nie będę w stanie walczyć o życie w przypadku zagrożenia. Nie wspominając, o tym bym samym opuścił ten dach bez wracania do tamtych ludzi.

 

Spojrzałem na apartamentowiec oddalony ode mnie o całkiem spory kawałek i po czym zasnąłem na lewym boku.

 

Gdy się obudziłem wciąż był ten sam dzień, a moje drzemka trwała zaledwie 2 godziny. Nie wiem czy każdy tak ma, ale gdy ja jestem zdołowany to przeważnie śpię, dzięki czemu jestem w stanie spojrzeć na wszystkie swoje problemy z innej perspektywy i znaleźć rozwiązanie.

 

I ku mojemu zdziwieniu moje podejście nie zmieniło się. Muszę znaleźć Ayę i przeprosić, jednak mogę to zrobić tylko wtedy, kiedy naprawdę okaże się, żę jestem esperem, dlatego w pierwszej kolejności chcę zrozumieć swoją umiejętność jeśli w ogóle ją posiadam.

 

I tak oto siedząc sobie na dachu staram się ogarnąć moja domniemaną umiejętność, jednak nawet po trzech godzinach nie widzę żadnego efektu.

 

Czyżby Aya się myliła? Czy może to po prostu ja jestem tak wielkim nieogarem?

 

Nie mogłem dać sobie spokoju z tym, że mimo wszystko nie potrafię wykrzesać z siebie moich zdolności, oczywiście jeśli je posiadam, bowiem wciąż mam wątpliwości, jednak jeśli jej nie posiadam to nie pójdę za Ayą, gdyż nie będę w stanie walczyć z zombie.

 

Moje tchórzostwo to największa wada, ale nie spojrzę śmierci w oczy, tylko po to by odnaleźć dziewczynę, która mnie opuściła.

 

Dziewczynę…

 

Była ona nie tylko pierwszą dziewczyną, która traktowała mnie na równi i nie wykorzystywała mojej nieśmiałości do dręczenia mnie, a wręcz przeciwnie. Jej przekomarzanie się ze mną, naprawdę mi się podobało.

 

I nie, nie jestem masochistą, tylko…

 

Ta… nieśmiałym tchórzliwym facetem, a nie przepraszam. Nie jestem nawet facetem, tylko zwykłym chłopcem, który nie jest w stanie zrobić niczego sam.

 

W szkole zawsze byłem obiektem drwin, bowiem byłem straszony w najróżniejsze sposoby, przez co straciłem w oczach chłopaków, którzy jeszcze bardziej zaczęli mnie dręczyć.

 

Natomiast dziewczyny również nie były lepsze bowiem nie tylko straszyły mnie, gdy tylko miały okazję, ale i wykorzystywały moją nieśmiałość by widzieć mnie zawstydzonego, bowiem jak to powiedziała przewodnicząca mojej klasy: “Jego bezbronność jest urocza, dziewczyny kontynuujemy?”

 

Nie lubię tego wspominać, jednak to właśnie z tego powodu, zebrałem w sobie odrobinę odwagi. Odwagi, dzięki której zacząłem schodzić z dachu.

 

Cieszę się, że do moich wad nie można zaliczyć słomkowego zapału, bo w takim przypadku nigdy nie wyszedłbym z tej sytuacji.

 

W końcu z jednej strony chcę odnaleźć Ayę, a z drugiej nie zrobię tego, jeśli nie będę w stanie posługiwać się umiejętnością, której według własnego zdania nie posiadam.

 

Jednak teraz przełamując swój strach, ze względu na tą wyjątkową dziewczynę schodzę po schodach budynku.

 

*Trach

 

Śmietnik znajdujący się poza moim zasięgiem wzroku upadł na wprost przede mną, a winny temu wypadkowi zombie wylazł, ciągnąc za sobą zmiażdżona lewą stopą.

 

- Toż to…

 

Zakryłem dłonią usta, starając się powstrzymać wymioty, jednak przez moje trzęsące się nogi upadłem na schody, a zombie przede mną zaczął się do mnie zbliżać.

 

Przy okazji dojrzałem kolejnego kilkanaście metrów na tym pierwszym, a mój stres tylko wzrósł.

 

Nie umrę.

 

W panice rzuciłem się do ucieczki, jednak ten zombie ze zmiażdżoną nogą, złapał mnie za spodnie.

 

Szlag, ja… umrę?

 

Nie, nie pozwalam sobie na śmierć.

 

Natychmiast podniosłem się z ziemi i kopnąłem zombiaka drugą nogą, a ten z łatwością się przewrócił jednocześnie robiąc hałas, a zombie w tle ruszył w moim kierunku.

 

Moim wyborem była ucieczka, jednak już po chwili zrozumiałem, że jego szybkość była chora.

 

Łapiąc znajdujący się na podłoże kawałek gruzy, odwróciłem się i uderzyłem nim w rozpędzonego zombie. Jednak na moje nieszczęście wbiłem go w płuca, a nie głowę.

 

Powstrzymując go od odgryzienia mi twarzy wbiłem mu dłonie w rozkładający się tułów, a krew masowo wylała się na mnie, co sprawiło iż od razu zwymiotowałem wprost na zombiaka, który nic sobie z tego nie zrobił.

 

Gdy tylko moje dłonie dotarły do czegoś twardego, z miejsca uznałem to za kręgosłup, a dzięki mojej pozycji pod próbującym mnie zjeść zombie, podciągnąłem do siebie prawą nogę, po czym wbiłem ją w klatkę zombie.

 

W tym samym momencie wyciągnąłem moje ciepłe od krwi ręce i złapałem nimi za głowę zombie, podczas gdy starałem się wepchnąć we wnętrze umarlaka drugą nogę, bowiem tylko dzięki prawej nie byłem w stanie go odepchnąć.

 

Czując jak paznokcie umarlaka ranią moje ciało, wbiłem w niego drugą nogę i ku mojemu zdziwieniu nie odepchnąłem go, a rozerwałem na dwie części.

 

Jestem całkiem silny, jednak jakoś mnie to nie cieszy, bowiem wolałbym nie widzieć jak te wszystkie wnętrzności wylewają się na mnie.

Po tym jak jeszcze raz zwymiotowałem, odrzuciłem od siebie resztki trupa i ze spokojem spojrzałem na swój stan.

 

Na moich nogach miałem jelita, wątrobę i inne organy, które sprawiły iż ponownie mnie zemdliło jednak nie miałem już czym wymiotować.

 

Widząc jak dwójka zombie stara się do mnie bez efektu zbliżyć, odsunąłem głowę do tyłu i spojrzałam w sufit, po czym zamknąłem oczy by wreszcie dać sobie do zrozumienia, iż mam chwilę spokoju.

 

Nie poleganie na innych jest straszne, jednak dzięki temu zdobędę siłę by odnaleźć Ayę i może w końcu przestanę być tchórzem.

 

Zapraszam do komentowania i lajkowania. Im więcej tym lepiej :D


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.