Rozdział 20 - Kuro - Broń palna.

Po tym jak odczułem głód, spojrzałem przez szybę w kiosku. Ten sposób jest znacznie bezpieczniejszy do poszukiwania celu, aniżeli wyjść tam i dać się zagryźć zombie.

Będąc ze sobą szczerym to nadal się ich boję, jednak to nie oznacza, że nie będę walczył, tym bardziej, że posiadana przeze mnie umiejętność idealnie do mnie pasuje.

 

Gdy tylko policzyłem liczbę zombie na zewnątrz, byłem w stanie ocenić zagrożenie, dlatego też przygotowałem pierwsze pułapki i wydając z siebie głośny krzyk sprawiłem, iż całe te rozpadające się tałatajstwo ruszyło w moim kierunku.

 

Tak jak się spodziewałem ich głowy z łatwością oddzielały się od ciał.

 

- Wyeliminowanie ścierwa. Zakończone sukcesem.

 

Widząc martwe zombie poczułem ulgę i zadowolenie z powodzenia mojego planu, bowiem wczoraj miałem wciąż pod górkę. Jak nie zombie to demon, a potem brak i po chwili nadmiar zombie.

 

Zaczynam myśleć, że zostałem przeklęty przez boga, a jeśli jest to prawdą to będę z tym walczył do samego końca.

 

Po tym chwilowym zachwycie opuściłem bezpieczny kiosk i udałem się w przeciwnym kierunku od którego przyszedłem czyli za kiosk, bowiem przed sobą nie widziałem żadnego sklepu z pożywieniem.

 

Krocząc powoli główną ulicą, starałem się nie zwrócić na siebie uwagi zombie, gdyż ostatnim razem, nawet nie używając swojej mocy przez cały dzień, wyczerpałem się do zera.

 

Takie sytuacje są zbyt niebezpieczne, a ja nie mam myśli samobójczych, dlatego muszę wymyślić jakiś skuteczniejszy sposób na zabijanie przy pomocy mojej umiejętności, jednocześnie zmniejszając zużycie energii.

 

Jednak zostawię to sobie na później, w końcu teraz moim priorytetem jest jedzenie.

 

Wciąż krocząc przed siebie starałem się nie zabijać zombie, które mnie nie atakują, gdyż nie chciałbym mieć żadnej nieszczęśliwej sytuacji, w której zostałbym zaatakowany z zaskoczenia przez ludzi, którzy rozpoznają we mnie espera.

 

Po kilku godzinach wędrówki przed siebie w końcu znalazłem się w znajomych mi obszarach miasta. Choć tak naprawdę jest ono dość małe, to poważnym problemem jaki mnie dotyczy jest to, iż bardzo rzadko opuszczałem dom, dlatego też nie znam całego miasta.

 

Może być to śmieszne, ale ja mogę nad tym tylko ubolewać i przeć przed siebie pomimo nieprzyjemności.

Mając nareszcie z górki udałem się do znajomego mi supermarketu, ale jak mogłem się domyślić, był on opustoszały.

 

Półki były kompletnie puste, zrozumiałbym jakby taka sytuacja spotkała mnie w spożywczaku, gdzie jest tylko jedzenie. Ale w supermarkecie?

 

Coś mi tu nie grało, zupełnie jakby jakaś zorganizowana grupa zgarnęłą wszystko by utrzymać naprawdę sporych gabarytów bazę.

 

Może powstało coś takiego jak strefa ocalałych, gdzie mógłbym poszukać lub ewentualnie spytać czy nie widzieli Ayi, bo prawdę mówiąc cały czas szukam jej po omacku.

 

- Nie ruszaj się! - usłyszałem za plecami głos kobiety, po czym odwróciłem się według jej instrukcji.

 

- Aisha, co tam wyprawiasz?! - krzyknął mężczyzna z zewnątrz, po czym wlazł do środka.

 

Był ubrany w luźną szarą koszulę i czarne dresy, a tym co mnie najbardziej zdziwiło, to fakt, iż były czyste.

 

Zero oznak walki.

 

Dopiero po kilku chwilach zrozumiałem moją głupotę. W końcu noszą oni karabiny i pistolety, a kobieta ma nawet maczetę zawieszoną przy pasie.

 

- Mówiłam ci, żę kogoś widziałam. I co łyso ci łysolu? - odezwała się do niego, jednocześnie odwracając ode mnie wzrok, lecz nie spuszczając z celownika.

 

Ponadto faktem jest, iż ten gościu jest łysy, jednak teraz wygląda na wkurzonego.

 

- Teraz naprawdę cię zabiję! - krzyknął, jednocześnie wyciągając pistolet z kabury przy pasie.

 

*Strzał

 

Nie zrozumiałem nawet co się stało, ale strasznie dzwoniło mi w uszach. Jednak pomimo upadku z zaskoczenia, moja głowa upadła na coś miękiego.

 

*Strzał… strzał… strzał…

 

Jako odpowiedź trzy serie pocisków poleciały, a ja poczułem odrzut od broni dziewczyny na lewym ramieniu.

 

To boli.

 

- Trzymasz się mały? - zapytała mnie, a ja odwróciłem wzrok i momentalnie zrobiło mi się gorąco, bowiem znajdowałem się głową w jej piersiach.

 

Jednak pomimo tej przyjemności nie zapomniałem języka w gębie, lecz przed powiedzeniem czegokolwiek wyszedłem z jej uścisku.

 

Tak poza tym to chyba miałem zagrać rolę tarczy w tej strzelaninie, ale fartownie nie zostałem trafiony.

 

- Tak, jest dobrze i nie jestem mały. - odpowiedziałem, wciąż zarumieniony, bowiem jej ubiór był zbyt wyzywający.

 

Po pierwsze miała jednoczęściowy stanik sportowy koloru czarnego oraz jeansowe szorty z paskiem na którym znajdowały się dwie kabury z pistoletami.

 

O kurwa, ona ma nawet trzy granaty, toż to chore. Ta kobieta to istna zbrojownia, z takim asortymentem nawet będąc człowiekiem nie ma się czego obawiać.

 

- Ile masz lat? - zapytała tak nagle, a ja od razu odpowiedziałem.

 

- Szesnaście.

 

- Więc jesteś mały i pójdziesz ze mną. Mój przyjaciel lubi takich jak ty.

 

E? Hmm… hmm… hmm… ? Ja się chyba rozpłaczę.

 

Czy ona ma na myśli to co widziałem w yaoi mangach Ayi?

 

- Nie chcę, błagam zostaw mnie w spokoju! - krzyknąłem przerażony, jednocześnie padając na kolana.

 

Ja po prostu tego nie zaakceptuje.

 

- Wow… jako mężczyzna powinieneś mieć choć trochę więcej dumy. - powiedziała ze znudzonym spojrzeniem, jednocześnie podciągając mnie za koszulę.

 

- Ta koszula…

 

E? Koszula?

 

A no tak… wyglądam jakbym wyszedł z jakiejś mordowni.

 

Swoja drogą nie miałem okazji umyć się od wczorajszej akcji z demonem i zombie, więc pod ubraniem nadal mam jakieś resztki z trupów.

 

- Um… co z nią? - zapytałem przerażony.

Czemu znowu trafiam na dziewczynę, która na dzień dobry mnie przeraża? Czy to jakaś kara?

 

- Masz ją z walk, czy po prostu ukradłeś? - mówiąc to zbliżyła swoją twarz do mojej.

 

- Z… z walk. - wydusiłem z siebie, bojąc się o życie, gdyż wciąż nie zdjęła mnie z celownika.

 

- Więc tym bardziej idziesz ze mną. No ruszaj się.

 

Super… bosko… wspaniale. Jestem na celowniku prowadzony przez dziewczynę. Gdybym przynajmniej mógł się na chwilę zatrzymać to skupiłbym się na mojej zdolności i się jej pozbył, ale póki nie jest wobec mnie agresywna to nie wiem czy byłbym zdolny by to zrobić.

 

Wyprowadzając mnie ze sklepu ruszyliśmy na parking, gdzie było kilkanaście zwłok i dwa motory.

 

Ten drugi zapewne należał do gościa którego zabiła, ale raczej mi go nie da.

 

- Umiesz jeździć na motorze?

 

- Nie umiem.

 

- To co w ogóle potrafisz?

 

- Przeżyć.

 

- A co jeśli bym ci teraz wpakowała kulę w głowę.

 

- Umrę.

 

Każdą odpowiedź udzieliłem z pokerową twarzą, jednak we wnętrzu płakałem i z chwili na chwilę coraz bardziej czułem się niekomfortowo.

 

Jestem zagrożony.

 

Najgorzej było z ostatnim pytaniem.

 

Czy ona naprawdę mnie zabije?

 

A co najgorsze… To żartowała z tym kolegą czy nie?

 
 
Zapraszam do komentowania i lajkowania.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.