Rozdział 21 - Satsuki - Dwa tygodnie później.

Dwa tygodnie pracy minęły jak z bicza trzask.
Jednak dzięki naszej współpracy, owa jaskinia nie przypomina już tego samego co dwa tygodnie wcześniej, bowiem sporo rzeczy uległo zmianie.


Jedną z nich jest z całą pewnością zmiana wejścia - zamiast olbrzymiej dziury, jest tam teraz drewniana blokada, z jednym miejscem które można otworzyć tylko od środka.
Gdy ktoś spróbuje otworzyć to siłowo, odpali się alarmik.

Dzięki temu mamy pewność że nikt tu nie wejdzie, bez informowania nas o tym.

 

Oh ciekawi cię pewnie jak będziemy to zamykać gdy cała grupa wyjdzie?
Zdolność Mamoru jest do tego wręcz idealna!


Wzmocniliśmy też nieco “strukturę” owej jaskini.
Kilka belek drewna posłużyło nam jako filary, na których dodatkowo zamontowaliśmy oświetlenie.

 

Dzięki bogu że to miejsce jest olbrzymie.

A nie,czekaj. Bóg nie ma z tym nic wspólnego.

 

Mniejsza o detale.

Końcowym rozrachunkiem udało nam się zrobić pięć pokoi zdatnych do życia - oświetlonych i ocieplonych..

Pokoiki były co prawda oddzielone drewnianymi belkami, niemniej jednak dawały poczucie prywatności.

Każdy z nas miał po jednym jako sypialnie i miejsce na swoje rzeczy, jeden z nich posłużył jako nasz magazyn na elektroniczne rzeczy - a ostatni jako “pseudo” kuchnia.

 

Nasz aktualny stan - wyśmienity.

 

Żarełko za szybko nam się nie skończy, o prąd nie trzeba się martwić - a jeśli chodzi o rozrywkę to do naszej dyspozycji jest kilka laptopów, spora ilość magazynów i innych pierdółek.

Problematycznym może być że póki co internetu brak - ale co zrobić?
Dopiero co się tu wprowadziliśmy.

 

Kazuki która przez kilka ostatnich dni badała strukturę jaskini, zrozumiała że można ją powiększyć.

Bowiem za ścianą którą uważaliśmy za “ślepy zaułek” znajduje się kolejny systemik jaskiń.

Nie jesteśmy w stanie ocenić jak duży, ani czy opłacalne będzie  robienie tego, jednak gdy nie będzie nic innego do roboty to z całą pewnością się tym zajmiemy.

 

Mimo iż mamy pełny magazyn, musimy myśleć przyszłościowo.

To nie tandetna gra pokroju dead zone, w domach nie respią się zapasy co dwadzieścia cztery godziny.

 

Mimo iż wiele myśli niepokoiło moją głowę, nie byłem w stanie się tym przejmować.

Mniejsza o to - co będzie to będzie.
Czas się trochę poobijać i zregenerować odrobinę energii

 

Kilka godzin snu działa cuda.

Tryskam energią ( i elektrycznością ) na prawo i lewo, do tego stopnia że postanowiłem się przejść poza naszą kryjówką, nie zapominając o swojej codziennej rutynie.

Jakiej rutynie?

Naładowaniem akumulatorów odpowiadających za prąd w naszym lokum.

Gdy zrobiłem co do mnie należało, wyskoczyłem sobie poza jaskinię, mówiąc o tym Kazuki, którą spotkałem przy wyjściu.

 
 

Co jakiś czas natrafiałem na małe grupki umarlaków, co utwierdziło mnie w przekonaniu że góry to był dobry pomysł.

 

Aby utrzymać tu pewnego rodzaju porządek, postanowiłem eliminować te które spotkam.

Będzie to zarówno dobre dla naszego obozu, jak i dla rozwoju mojej umiejętności - no i częstą walką z truposzami, wzmocnie swoje szanse na przetrwanie, bo jak wiadomo walka wzmacnia człowieka fizycznie i duchowo ~ czy jak to tam szło w tym powiedzonku.

 

Tak więc kontynuowałem swoje polowanie, jednocześnie rozmyślając nad jakimś zajęciem.

Mimo iż wydaje się to być surrealistyczne - taak,  w świecie post apo idzie się zanudzić.

 

W pewnym momencie dojrzałem większa grupkę żywych trupów - składającą się z około piętnastu okazów.

Czyżbym miał okazję na sprawdzenie swoich możliwości?

 

Dla pewności trzymam broń pod ręką, jednak wątpię abym musiał jej użyć.

Cichym krokiem zbliżałem się do umarlaków które wpierdalały sobie jakieś sarenki i pech chciał że nadepnąłem na gałązkę.


Hałas nie był za wielki, jednak czterech przedstawicieli ich gatunku ruszyło w moją stronę.

Biegnąc w moją stronę, jeden z nich przypierdolił w drzewo, a trójka momentalnie znalazła się przede mną.


Błyskawicznie ~ o ironio ~ przepuściłem elektryczność przez pałkę teleskopową i starając się celować w głowę, wyeliminowałem jednego z nich niemalże na starcie.

 

Drugi próbował mnie ugryźć, jednak celnym kopnięciem w klatę odepchnąłem go na trzeciego, zyskując trochę czasu na ubice jego - i tego na kim wylądował.


Czwarty dopiero co podniósł się z ziemi, po tym jakże pięknym przyjebaniu w drzewo.

Zauważyłem że lekko stłukł sobie banię, i biegnąc na mnie wydarł się w niebogłosy.

 

Myślałem że pozostali którzy wpierdalali jelonka również na mnie za szarżują, jednak..

Nie ruszyły się nawet o kilka metrów.

Gdy zdjąłem krzykacza, zauważyłem dlaczego owe  zombiaki się do mnie nie zbliżały.


Wszystkie z nich miały poobcinane nogi.. niee. one są przecięte niemalże do samego tułowia.

To nie jest żart?

 

Usłyszałem czyjąś rozmowę, więc postanowiłem się rozejrzeć.

To co zobaczyłem, to olbrzymie obozowisko, które było zastawione autokarami wewnątrz których roiło się od..


Chyba mam zwidy..

Oni trzymają w środku pierdolone zombiaki?
Do reszty ich popierdoliło?

 

Zauważyłem że w obozie roi się od różnych ludzi.

Jak oni mogą żyć, gdy wokół nich roi się od żywych trupów?
Fakt że obcinali im ręce, nie zmienia faktu że są groźni. jedno ugryzienie oznacza game over.

 

Na razie muszę się wycofać.

Poproszę Mamoru aby ocenił czy są tam jacyś esperzy, czy też nie.

 

--

Jak powiedziałem tak zrobiłem.

Gdy przybyłem z Mamoru w owe okolice, ten spoglądając w tamtym kierunku lekko się skrzywił.

 

- Aż tak źle?

 

- Gorzej niż źle. Minimum piętnastu esperów, nie więcej niż dwudziestu.. - odpowiedział Mamoru.

 

- Czyli atak frontalny odpada..

 

- Pogrzało cię Natsuki? Walka z nimi jest samobójstwem..

 

- Satsuki jak już. I nie zapominaj o jednym. Jestem intelektualistą.

 

- Masz już jakiś plan?

 

- Będę potrzebował kilkunastu koktajlów mołotova. Mam kilka gotowych scenariuszy, i po kilkanaście planów zapasowych do każdego z nich.. - odpowiedziałem z uśmieszkiem na ustach.

 

- Pogadamy o tym u nas. Nie ma sensu narażać się na wykrycie..

 

Gdy dotarliśmy do naszej bazy, poprosiłem Kazuki o przygotowanie kilkunastu magazynków.

Ja i Mamoru zajęliśmy się koktajlami mołotova - ponad 30 buteleczek wypełnionych benzyną i se skrawkami ubrań jako lont.

 

Gdy byłem gotowy na działanie, powiedziałem Mamoru i Kazuki by zostali w naszej mecie - samemu mam większą szansę na wykonanie mojego iście - szatańskiego - planu.


Nie byli zbyt zadowoleni, jednak znają mnie na tyle aby wiedzieć że dyskusja nie ma sensu.

Czekając na osłonę nocy, przygotowywałem się mentalnie aby wykonać swój podstępny plan..

 
Zapraszam do komentowania i lajkowania.
 

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.