Rozdział 22 - Kuro - Obóz esperów.

- Skoro nie umiesz jeździć to siadaj za mną i niczego nie kombinuj. - oznajmiła z pewnością siebie, po tym jak usiadła na motor.

Huh? Serio? Nie ma zamiaru mnie związać by tego uniknąć? Tylko tak po prostu liczy na to, że nic nie zrobię by ratować się przed tym jej kolegą?

 

Mowy nie ma. Z pewnością wykorzystam pierwszą lepszą okazję, ale najpierw zrobię co mi każe. W końcu nie jestem samobójcą by uciekać przed osobą, która ma mnie na celowniku.

 

Po tym jak usiadłem za nią na motorze, co było dla mnie dość podniecające to mimo wszystko musiałem złapać ją za tułów by nie spaść, pomimo tego iż na początku niepewnie trzymałem się tyłu siodełka.

 

Moja pierwsza decyzja była dobra, jednak nie najlepsza, gdyż pomimo iż uniknąłem bezpośredniego kontaktu z jej podniecającym ciałem to potem zostałem do tego zmuszony przez to jak szalała na tym motorze.

 

Wiem, że nie ma już prawa, ale ona jeździ 150 w mieście, przez co za zakrętach czuję jak ulatuje ze mnie życie.

 

Cały motor przechyla się na bok, a ja ze strachu jeszcze bardziej ja ściskam. Czy ona specjalnie chce bym to robił. Czy może liczy na to, iż poddam się moim fantazjom i spadnę z motoru?

 

- Radzisz sobie? - zapytała wyraźnie powstrzymując się od śmiechu, czego nie widziałem, a wywnioskowałem z jej tonu.

 

- Trzeba było mnie zapytać po pierwszym zakręcie!!! - krzyknąłem by dać jej do zrozumienia, że wcale mi się to nie podoba i moje życie jest zagrożone od samego początku.

 

Jednak tak jak mogłem się spodziewać, ona nic sobie z tego nie zrobiła, a tylko dodała gazu.

 

Wcześniejsze prędkość była dla mnie zabójcza i przyprawiała o dreszcze, a teraz po prostu zamknąłem oczy i przycisnąłem się do niej tak bardzo jak tylko byłem w stanie, co najwyraźniej w ogóle jej nie przeszkadzało, ani nie zaskoczyło.

 

I tak oto wtulony w kobietę, której imienia wciąż nie znam w końcu trafiliśmy na prostą drogę, przez co byłem zmuszony do otworzenia oczy.

 

Tak jak się spodziewałem właśnie opuściliśmy miasto i jechaliśmy autostradą ku… no właśnie. Jechaliśmy ku niczemu.

 

Nie mam zielonego pojęcia w jakim kierunku w ogóle jedziemy. Moja orientacja w terenie jest beznadziejna, a ponadto w ogóle nie ogarniam topografii okolicy.

 

Prawdopodobnie gdybym kierował się do jakiegoś konkretnego miejsca poza moim miastem i nie miałbym GPS’a to bym się zgubił.

 

Po kilku godzinach jazdy przez góry dotarliśmy do miasta położonego po drugiej stronie morza.

 

Choć z logicznego punktu widzenia to z pewnością można by było tu dotrzeć też drugą stroną to góry z pewnością były lepszym wyborem, gdyż po drodze nie widziałem żadnego zombie, ani innego wynaturzenia.

 

Wjeżdżając do miasta, zaczęliśmy zwalniać, dzięki czemu w końcu miałem okazję by uciec.

 

Wcześniej z powodu szalonej prędkości bałem się w ogóle próbować, gdyż skutki z tego mogłyby być tragiczne, jednak teraz bez zawahania wystrzeliłem nici i zaczepiłem je po obu stronach ulicy.

 

Na szczęście ze względu na malejącą prędkość nie skończyło się to katastrofą, a ja odpowiednio manipulując długościami tych nici, dostałem się na dach trzypiętrowego budynku w niemal 5 sekund.

 

- Teraz tylko wykorzystać teren, aby ją zgubić.

 

- Szczerze to myślałam, że uciekniesz już na początku, jednak mimo wszystko zawiodłeś.

 

Usłyszałem jej głos z naprawdę bliska, ale przecież jestem na cholernym dachu.

 

Natychmiast spojrzałem za siebie i prawie dostałem zawału.

 

Jak ona się tu kurwa znalazła? Też jest esperem? Teleportacja? Ja się tak nie bawię. Ona jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż sądziłem.

 

- Zastanawia mnie jedno. Z pewnością nie walczysz żadną bronią, więc twoja umiejętność pozwala ci też zabijać, więc dlaczego zamiast mnie zabić po prostu uciekłeś?

 

Szlag… nawet o tym nie pomyślałem, jednak nie powiem o tym tak po prostu. Muszę się z tego wywinąć. Wciąż nie wiem jak dokładnie działa jej umiejętność, a ze względu na moc i broń, z pewnością nie mam z nią żadnych szans.

 

- Gdybym to zrobił, to byłaby to strata dla ludzkości.

 

Słysząc moją szpanerska odpowiedź tylko delikatnie się uśmiechnęła, po czym zniknęła mi sprzed oczu.

 

- A więc takim typem osoby jesteś. - stwierdziła oplatając swoje dłonie na mojej szyi. - W takim razie ja też będę z tobą szczera. Nie kombinuj i chodź ze mną. Tam gdzie cię zaprowadzę jako esperem będziesz miał lepsze życie niż gdybyś chciał przetrwać w pojedynkę.

 

Słysząc jej słowa, poczułem się bardziej pewny swojej pozycji. Jednak nie jestem pewny czy to dlatego, że jeszcze żyję, czy może z powodu tej piersi dotykających moich pleców.

 

- Zaufam ci na słowo. - odpowiedziałem po chwili ciszy, jednak tak naprawdę to przerażała mnie myśl, o tym gdzie chce mnie zaprowadzić.

 

Mimo wszystko wspomniała, że jako esper będę miał lepsze życie, więc zapewne jest ich tam więcej.

 

Następnie zeszliśmy na dół na swoje własne sposoby i pojechaliśmy na motorze do obozu, który zadziwił mnie pod każdym względem.

 

Był to zabezpieczony teren kilku budynków wokół, prawdopodobnie budynku gimnazjum, który był z każdej strony otoczony barykadą z samochodów.

 

Wyglądało to całkiem nierealnie, jednak skoro w tym obozie jest więcej esperów, to moje zdziwienie jest nie na miejscu.

 

- O, czy to nie Kamiko?! - krzyknęła dziewczyna wyglądająca na młodsza ode mnie, jednak to co nas różniło była broń.

 

Dziewczynka wyglądająca jak delikatna zabytkowa lalka, która przy najmniejszym uderzeniu by się załamała miała na plecach karabin.

 

- Nie spodziewałam się ciebie na warcie. Nie chciałaś przypadkiem robić wypadów?

 

Przynajmniej poznałem jej imię, jednak ta dziewczynka rozmawia z nią jakby były dobrymi koleżankami.

 

W złym świetle stawia to tak młodą dziewczynę, ale przynajmniej nie biega z tak wyzywającym strojem jak Kamiko.

 

- Toin stwierdził, że nie daję się po tym jak na wczorajszym wypadzie wykorzystałam całe mięso armatnie. - oznajmiła dumą.

 

W ogóle jej nie rozumiem, ale...

 

Chwila, chwila. Mięso armatnie? Czemu mi się to nie podoba?

 

- A co się stało z twoim gorylkiem? I kim jest ten brudny dzieciak?

 

Zaraz, zaraz... nazwała mnie dzieciakiem? Za kogo ona się uważa?

 

- Zapomniał gdzie jego miejsce, więc zastąpiłam go nim. - mówiąc to wskazała na mnie palcem, natomiast ja krzywo spojrzałem na dziewczynę, która patrzyła na mnie z pogardą.

 

- A więc to tak… no cóż, leć pokazać go Toinowi, a ja wracam na wartę. - oznajmiła, po czym wróciła się na swoje stanowisko, bowiem troszkę nas podprowadziła.

 

Tylko dlaczego znalazłem się w centrum uwagi?

 
Zapraszam do lajkowania i komentowania :)

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.