Rozdział 39 - Satsuki - Przesłuchanie/Prawda.

Aktualnie jesteśmy w trasie.

Pech chciał że siedzę obok tego dzieciaka, którego dosłownie kilka godzin wcześniej chciałem poczęstować wysokim napięciem, za podnoszenie głosu w trakcie normalnej rozmowy


Rozmowy na tylnych siedzeniach coś nie pykają, biorąc pod uwagę że siedzi tam Chibi i Kamiko, na których oboje uważają.


Nie planujemy im ufać, oni prawdopodobnie mają tak samo.

Każdy jest odpowiedzialny za siebie - lub swoją grupę.


Ogólnie większość rozmów kończyła się na rozmowie - kto walczy z zombiakami, a kto unika takowych potyczek.

 

Wiadomo że nie pozwolę walczyć dzieciakowi który ledwo co stoi na nogach, bo byłby większym zagrożeniem niż pomocą.

 

Szlag by to..

Benzyna nam się kończy, więc w mieście będziemy musieli coś ogarnąć.

Obyśmy w ogóle do niego dojechali, bo będę wkurwiony jak dzik.

 

Ostatecznie niemalże na oparach, udało nam się przekroczyć próg miasta.

Dalszą drogę będzie trzeba przejść na piechotę..

Kamiko zaproponowała że może pojechać zatankować, a ja oczywiście miałem odmówić, jednak Kazuki powiedziała że pojedzie z nią, bo i tak do walki za bardzo się nie przyda.

 

Cóż to fakt, dodatkowo raczej wątpię aby coś się jej stało w towarzystwie Kamiko - gdyż nawet ktoś taki jak Ona, wie że oznaczałoby to starą dobrą wojnę.


- Mamy gości jakieś 300 metrów na północny-zachód. Jest ich minimalnie piątka. - oznajmił Kuro

 

Hmm, jakim cudem był w stanie to wykryć?
Coraz bardziej ciekawi mnie, jaką zdolność posiada - bo z całą pewnością jakąś ma.

Cóż nie mam powodu aby w to wnikać - przynajmniej na razie.

 

- To idziemy się z nimi przywitać. Mogą mieć jakieś informacje, które nas zainteresują.. - odpowiedziałem kierując swoje kroki na północny zachód

 

Gdy zbliżyliśmy się na pewien dystans, zauważyliśmy całkiem dobrze uzbrojoną grupę ludzi.
Baa. mieli nawet wyrzutnie rakiet..


Wycelował nią w naszym kierunku i bez zawahania wystrzelił rakietę w naszym kierunku.

Nie muszę chyba wspominać o tym, że Kuro spierdolił na dach - jest taki odważny, niczym wiewiórka.

 

A nie przepraszam - wiewiórka wie do czego ma zęby.

Lecący w naszym kierunku pocisk wydaje się być całkiem.. śmiercionośny, przynajmniej dla zwykłych ludzi.

Oh, przepraszam.
Zwykłych ludzi tu nie ma.


Mamoru za pomocą telekinezy, spowolnił lecący w naszym kierunku pocisk, tym samym dając mi czas na aktywowanie “Przyśpieszenia”.


Po aktywowaniu swojej ostatnio ulubionej techniki, podbiegłem w kierunku rakiety, chwyciłem ją i znalazłem się za plecami osiłka, z rakietnicą w rękach.


Poklepałem go po ramieniu i gdy się odwrócił powiedziałem :

 

- Staruszku. chyba coś zgubiłeś. A może ci to wypadło?

 

Nie zdążył odpowiedzieć - podrzuciłem ów pocisk wysoko w górę, samemu wracając do Mamoru i reszty ekipy i aby jeszcze bardziej podkreślić swój brak powagi - ziewnąłem.

 

- Jakby całe życie było takie łatwe, to nie byłoby żadnych wyzwań..  - dodałem

 

- A może byś tak nie zabijał wszystkich i zostawił kogoś przy życiu?! - krzyknęła z dachu pewna tchórzofretka.

 

Hmm, no niby mogę.

Chwilka jeszcze minie, zanim ten pocisk wróci na ziemię.

 

Dobiegłem do jednego faceta należącego do przeciwnej grupy, sprzedałem mu mocnego kopa z tyłu.

Leciał w kierunku Mamoru i Chibi, więc Mamoru go przechwycił.


- To chyba koniec.. - Stałem za Mamoru gdy to powiedziałem.

 

Potem było jedno wielkie.

JEBUT!


Mały kawałek okolicy, został ulepszony z apartamentowców do ruin.

Nie trzeba chyba wspominać o tym, że gostek któremu zajebałem kopa stracił przytomność.


- Ej zgredku nie śpimy! - powiedziałem, jednocześnie stosując technikę przymusowego wybudzenia z użyciem wysokiego napięcia. ( NOTKA - nie próbujcie tego w domu. Satsuki ma doświadczenie.. chyba)

 

Moja naukowa metoda jak zwykle okazała się skuteczna.
A więc przejdźmy do przyjemniejszej części dnia dzisiejszego.

 

- Widziałeś tą dziewczynę? - zapytał Mamoru, pokazując mu zdjęcie Ayi.

 

- Ty… ty… właśnie zabiliście moich towarzyszy… nie wybaczę wam. - w tym momencie gość wyciągnął pistolet spod swojego płaszcza.

 

Za wolno.
Złapałem go za rękę i sprawiłem że.. cóż.. jego kość wydała całkiem ciekawy dźwięk, a ręka wykręciła się na drugą stronę.

 

- Dzięki za broń. z całą pewnością się nam przyda.. - oznajmiłem, sprawdzając stan magazynku - O i nawet w pełni załadowana.

 

- Widziałeś tą dziewczynę? - zapytał Mamoru jeszcze raz, jednak był już lekko podkurwiony.

 

- Zabiliście ich tylko z powodu jednej dziewczyny?

 

- Raczej z powodu rakiety, która leciała w naszym kierunku.. - odpowiedziałem. - Poza tym to nie my ich zabiliśmy. Sami to zrobili , w końcu to była ICH rakieta i ICH bazooka…

 

- Pytam ostatni raz: Widziałeś tą dziewczynę? Czy wolisz pocierpieć?

 

- Nie wiedziałem tej dziwki.

 

Dosłownie w tym samym momencie, czaszka zgredka spotkała się z podłogą.

Huhu, Mamoru trochę poniosło, więc udam teraz tego dobrego i go zatrzymam.


Zakrwawiona morda zgredka, wyglądała całkiem komicznie.

 

- Jesteś pewny? Jestem niemalże pewny, że nie mówisz nam całej prawdy. - powiedziałem.

 

W tej samej chwili ciało zgredka zaczęło się unosić.

Znalazł się przed Kuro, który widocznie tak samo ma w sobie coś z psychola.

 

- Mów co wiesz, ale dosłownie potnę cię na kawałki. - oznajmił starając się udawać spokojnego.

 

Gostek chwilę wisiał a po chwili wyśpiewał wszystko co chcieliśmy.

 

- Ponoć jakaś dziewczyna była widoczna w centralnym parku, tylko tyle wiem. - gość już płakał. - Po prostu pozwólcie mi żyć. Błagam. Nic więcej nie wiem.

 

Hahahaha.
Nie.

Nie ma takiej możliwości.
 

- Zakończysz to? Czy nie masz wystarczająco odwagi? - zapytałem patrząc na Kuro.

 

- Nie zrobię tego.

 

Ostatecznie opuścił go na ziemię


Żałosne.

Nie jest w stanie działać, mimo że wcześniej ten typek i jego załoga sprawiali zagrożenie.

 

- Jesteś.. żałosnym liderem. Zdajesz sobie z tego sprawę? - zapytałem go wprost


Nie lubię owijać w bawełnę, w takich sytuacjach.

Świat poszedł w pizdu, nie wspominając o hordach umarlaków, demonów i innych poczwar. Dodatkowo największym wrogiem każdego człowieka jest inny człowiek.

Osoba o takim podejściu do życia co on, sprowadzi na siebie katastrofę.

Jeśli nie na siebie, to na osoby które go otaczają.

 

Spojrzałem na zgredka.

 

- Rest in peperoni.

 

Jego ciałem pod wpływem napięcia zaczęło miotać na lewo i prawo.
Nie miał szansy tego przeżyć, bo całe jego wnętrzności uległy zniszczeniu.

 

- Zamknij się! - wykrzyczał Kuro, jednocześnie zatykając swoje uszy.

 

Jakież to dojrzałe.

 

- Zastanawiałem się w jaki sposób tak długo przeżyłeś. Jednak teraz nabiera to sensu. Znajdujesz osoby przy których nie musisz się bać niczego, samemu odwracając się od problemów. Oprzytomniej chłopcze. Świat poszedł w pizdu.

Dawno nie byłem zirytowany głupotą ludzką..
Ten dzieciak powinien się ogarnąć, albo ktoś wbije mu.. nóż w plecy, przez jego litościwą naturę.

Komentarze i lajki mile widziane :D


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.