Rozdział 40 - Kuro - Nieuniknione Starcie.

Będąc już w aucie, Satsuki siedział za kierownicę, a obok niego ja.

 

To nie tak, że nie lubię tego typka, tylko po prostu mnie przeraża.

 

- Daj spokój jest zabawnie. - oznajmił Toin siedzący na dachu samochodu. - Co ty na to, by go załatwić?

 

Milcz, milcz i jeszcze raz milcz.

 

Tak, oto jest moje największe utrapienie, czyli siedzący w mojej głowie Toin.

 

Wracając do tematy, za mną siedzi Kamiko i Tsuko, a obok nich Mamoru z Kazuki, którzy tym samym siedzą na Satsukim.

 

Rozmowa z Mamoru wydaje mi się jakaś… zbyt niekomfortowa, a do Kazuki nie zagadam, gdyż… no wiecie… Mamoru.

 

Z tego też powodu przez większość drogi było cicho, a jak już o czymś rozmawialiśmy to było to tylko zwykłe potwierdzenie przypuszczeń, czy decyzja o tym kto ma zająć się zombie na naszej drodze.

 

Po dłuższym czasie dotarliśmy na miejsce, lecz dojechaliśmy tu na oparach, dlatego też Kazuki z Kamiko pojechały zatankować, a ja z pozostałą trójką udaliśmy się na poszukiwania.

 

Nie zaprzeczę, że w moim stanie jestem piątym kołem u wozu, jednak wciąż mogę zastawiać pułapki i sprawdzać okolice przed ludźmi, gdyż esperami zajmą się ci z odpowiednią do tego biegłością, a z tego co pamiętam jest do tego potrzebny 5 poziom.

 

Rozpuszczając nicie co jakiś czas właśnie dla poszukiwań znalazłem kilku ludzi, którzy byli w biegu.

 

- Mamy gości jakieś 300 metrów na północny-zachód. Jest ich minimalnie piątka.

 

Gdy to zaraportowałem Tsuki z powrotem wrzuciała mnie do pola elektromagnetycznego, w którym sobie po prostu lewitowałem.

 

Za każdym razem, gdy zastanawiam się nad tym jak to działa, przechodzą mnie ciarki po plecach.

 

Po tym jak Satsuki spojrzał na mnie z lekkim... Zdziwieniem? Na powrót odwrócił się i ruszył w kierunku, który podałem.

 

- To idziemy się z nimi przywitać. Mogą mieć jakieś informacje, które nas zainteresują... -

 

Oczywiście ja, Tsuki i Mamoru ruszyliśmy za nim, ale na miejscu miło nie było.

 

Gdy tylko nad dostrzegli, jeden z nich - bardziej umięśniony wyciągnął z pleców bazookę, na co oczywiście zareagowałem i wskoczyłem na dach.

 

Niestety pozostali nie są tak normalni jak ja.

 

- Na pewno? - zapytał Toin, któremu wyraźnie się nudziło.

 

Satsuki to istny wariat po tym jak pocisk zwolnił w oczach, jego ciało spowiła błyskawica, a on po prostu ruszył na pocisk, złapał go, po czym oddał grupie, która go wystrzeliła i wrócił znudzony do Mamoru.

 

Z dołu pewnie to był istny pokaz szybkości, jednak widząc to z góry i tak wiedziałem, jak bardzo szalone to było.

 

- Jakby całe życie było takie łatwe, to nie byłoby żadnych wyzwań... - oznajmił wyraźnie znudzony.

 

- A może byś tak nie zabijał wszystkich i zostawił kogoś przy życiu?! - krzyknąłem wiedząc jak tak piątka zaraz skończy.

 

Ku mojemu zdziwieniu zrobił to i ocalił jednego z nich, jednak jak to mogłem się po nim spodziewać, użył do tego przemocy, a po chwili towarzysze ocalałego umarli w wybuchu.

 

- To było zajebiste, kocham tego gościa! - wykrzyczał Toin wprost do mojego ucha, a ja po prostu uciekłem za Tsuki.

 

Teraz jak tak pomyślę,to gdy jestem w polu elektromagnetycznym aktywność Toina jest słabsza, więc jest dobrze.

 

- Ej zgredku nie śpimy! - wykrzyczał Satsuki, po czym uderzył w niego elektrycznością, jednak nie to było dla mnie problemem, a zbliżające się z oddali zombie, gdyż odgłos wybuchu był idealnym wabikiem na nie.

 

Lecz gdy tylko zobaczyłem jak metoda Satsukiego działa, rozstawiłem po obu stronach ścianę z nici, która skutecznie zatrzymała tłumy zombie, a my w spokoju mogliśmy przesłuchać ów zgredka.

 

- Widziałeś tą dziewczynę? - zapytał Mamoru, pokazując mu zdjęcie Ayi.

 

- Ty… ty… właśnie zabiliście moich towarzyszy… nie wybaczę wam. - w tym momencie spanikowany mężczyzna wyciągnął broń spod płaszcza.

 

Było to oczywiście głupotą, gdyż Satsuki go po prostu rozbroił i złamał rękę.

 

- Dzięki za broń. z całą pewnością się nam przyda.. - oznajmił, sprawdzając stan magazynku - O i nawet w pełni załadowana.

 

Dla niego to chyba szklanka zawsze jest w połowie pełna.

 

- Widziałeś tą dziewczynę? - zapytał Mamoru jeszcze raz, jednak był już lekko podkurwiony.

 

- Zabiliście ich tylko z powodu jednej dziewczyny?

 

Tylko? Czy on chce mnie wkurzyć?

 

- Dawaj Kuro, pokaż mu!!! - gdy Toin to krzyknął to cała moja agresja została skierowana na niego.

 

- Raczej z powodu rakiety, która leciała w naszym kierunku.. - rzekł Satsuki - Poza tym to nie my ich zabiliśmy. Sami to zrobili , w końcu to była ICH rakieta i ICH bazuka…

 

- Pytam ostatni raz: Widziałeś tą dziewczynę? Czy wolisz pocierpieć? - Mamoru też już jest wkurzony.

 

- Nie wiedziałem tej dziwki.

 

Niestety nim zdążyłem go skrępować nićmi… jego twarz spotkała się z ziemią.

 

Jaka szkoda sam chciałem to zrobić.

 

- Jesteś pewny? Jestem niemalże pewny, że nie mówisz nam całej prawdy. - powiedział Satsuki.

 

Te małe przesłuchanie widocznie zraziło lekko Tsuki, która odwróciła się i spojrzała na zombie, których głowy zaczęły eksplodować.

 

Okej w takim razie moja kolej skoro nie odpowiada.

 

Skrępowałem go nićmi i uniosłem kawałek nad ziemią.

 

- Mów co wiesz, ale dosłownie potnę cię na kawałki. - oznajmiłem z o dziwo spokojem.

 

- Kuro się rozkręca. Chyba zaraz umrzesz. Mów co wiesz. - Toin zaczął nawijać patrząc na skrępowanego zgredka.

 

Gość przez chwilę udawał nieugiętego, jednak po chwili ugryzł się w wargę i przemówił.

 

- Ponoć jakaś dziewczyna była widoczna w centralnym parku, tylko tyle wiem. - gość już płakał. - Po prostu pozwólcie mi żyć. Błagam. Nic więcej nie wiem.

 

Okej niech ucieka.

 

- Zakończysz to? Czy nie masz wystarczająco odwagi? - zapytał mnie Satsuki.

 

- Widzisz Kuro, on tego chce, ty tego chcesz, nawet Mamoru tego chce, tylko nic nie mówi. Zrób to. - oznajmił Toin.

 

Nie. Nie i jeszcze raz nie.

 

- Nie zrobię tego.

 

Ostatecznie opuściłem go na ziemię.

 

- Jesteś... żałosnym liderem. Zdajesz sobie z tego sprawę? - rzekł Satsuki patrząc mi prosto w oczy.

 

Chwila czy ja w ogóle jestem liderem? A skoro tak do dlaczego żałosnym? Czyżby moja niemoc do zabijania każdego była czymś złym? Mam stać się taki jak…

 

- Ja! - krzyknął z uśmiechem na ustach Toin. - Stań się silny i rządź słabymi! Pragnij władzy kobiet i wszystkiego czego pragniesz! Wtedy będziesz tym kim powinieneś być!

 

Szlag.

 

- Zamknij się! - wykrzyczałem to zaciskając uszy.

 

Niech Toin się zamknie.

 

Zamknie… zamknie.

 

- Zastanawiałem się w jaki sposób tak długo przeżyłeś. Jednak teraz nabiera to sensu. Znajdujesz osoby przy których nie musisz się bać niczego, samemu odwracając się od problemów. Oprzytomniej chłopcze. Świat poszedł w pizdu. - gdy Satsuki to powiedziałem poczułem kucie w sercu.

 

Pole elektromagnetyczne wokół mnie wciąż było, a Tsuki tylko przeszła obok mnie by wyeliminować drugą partię zombie.

 

Jednak mimo iż udawała brak zainteresowania, to pierwszy raz spojrzała na mnie nie z pogardą, a litością.

 

To boli…

 

Wiem, że to co powiedział Satsuki to prawda, ale to i tak boli.

- Wiem, że jestem bezużyteczny. Nie musisz mi tego mówić.

Komentarze i lajki mile widziane :D


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.