Rozdział 42 - Kuro - Aya odnaleziona.

- Wiem, że jestem bezużyteczny. Nie musisz mi tego mówić.

 

Powiedziałem to doskonale zdając sobie z tego sprawę i pomimo tego, iż ostatnio nie zwracałem zbytnio na to uwagi, to przecież przez cały ten czas byłem chroniony przez Kamiko, a potem jeszcze Tsuki.

 

Po tym jak przełamałem się i zabiłem Toina również z powodu swojego nastawienia w ogóle zostałem ranny i potrzebowałem ratunku.

 

Wiem, że słowa Satsukiego to prawda, jednak ja… nie wiem, naprawdę nie wiem co chcę osiągnąć.

 

Może po prostu wciąż nie przywykłem do tego świata? Albo raczej przywykłem do świata, ale nie do nienawidzenia ludzi?

 

- Wracajmy do poszukiwań. Nie ma sensu zbędnie tracić czasu. - powiedział Satsuki na co ja tylko przytaknąłem.

 

Oczywiście nadal siedziałem w polu elektromagnetyczny Tsuki i leciałem sobie za resztą, by moje rany się nie otworzyły, lecz po tym jak Satsuki mi przypomniał o tym jak beznadziejnym jestem, nie mogę już patrzeć na to jak przed chwilą.

 

Czuję się teraz jakbym ciągnął Tsuki i Kamiko na dno, tylko po to by odzyskać Ayę.

 

Po kilkunastominutowym marszu znaleźliśmy tablicę z planem topograficznym miasta i od razu skierowaliśmy się do centralnego parku, gdzie ostatnio była widoczna Aya.

 

Idąc w ciszy w pewnym momencie stało się coś, czego mogłem się spodziewać.

 

- Stać!!! - krzyknął mężczyzna przed nami, a po chwili dziesiątki światełek pojawiły się na naszych ubraniach.

 

- Strzelać!!! - gdy to usłyszałem z automatu przeniosłem się z ostrzeliwania obszaru, jednak na miejscu zostałem uderzony bronią.

 

Odwróciłem się pod wpływem uderzenia i natychmiastowo przeniosłem się za wroga, po czym go spętałem nićmi.

 

- Zabij go! - usłyszałem od Toina, jednak wskutek tego tylko zabrałem mu broń i ponownie uciekłem.

 

Prawdopodobnie jestem piętro niżej pod miejscem, w którym dostałem w twarz.

 

Szlag by to… krwawię. Gość się nie oszczędzał, z mojego nosa leci strumień krwi.

 

Oczywiście wiem jak się tym zająć i to zrobiłem, po czym włączyłem światło.

Właśnie znajdowałem się w chłodni. I dopiero teraz poczułem ten przeraźliwy chłód, więc po prostu przeskoczyłem do kolejnego miejsca.

 

---Perspektywa Tsuki---

 

Najpierw nie zabija jakiegoś nic nie wartego śmiecia, a potem ucieka od razu po tym jak zaczęli do nas strzelać.

 

Definitywnie mam go dość. Kuro przegina. Satsuki uświadomił go o tym jak żałosny jest, jednak on tylko przytaknął.

 

Nie rozumiem, dlaczego Kamiko tak bardzo się o niego troszczy. Przecież Kuro nie zastąpi jej zmarłego brata.

 

- Strzelać!!! - po tym jak Kuro zniknął po tej komendzie, ja zatrzymałam pociski.

 

- Mamoru, odbijesz te kule? - zapytał Satsuki, jakby znowu chciał sobie ze mnie zakpić.

 

- Ja to zrobię. - odpowiedziałam zdenerwowana do reszty.

 

Mam dość tego wszystkiego, jednak mam przynajmniej kogoś na kim się odstresuję.

 

- Nieźle, Chibi. - skomentowała iskiera.

 

- Gdybym mogła to bym go za to zabiła.

 

Dlaczego nasze moce muszą oddziaływać na siebie w tak dziwny sposób?

 

- Może za kilka lat, jak trochę podrośniesz i skończysz 18 lat, to o tym porozmawiamy.. - skomentował, jednocześnie przeginają na maksa.

 

- Kilka lat?! Mam siedemnaście, więc przestań się ze mnie nabijać! - wykrzyczałam naprawdę zdenerwowana. Nienawidzę, gdy ktoś bierze mnie za dziecko, tylko dlatego, że jestem niska.

 

Nawet Kuro mnie tak nie wkurwia, a wzorowy też nie jest.

 

- Żartujesz sobie, prawda? - odpowiedział, wyraźnie powstrzymując się od śmiechu.

 

Tego już po prostu za wiele.

 

- Mam dość!!! - wykrzyczałam, po czym po prostu odwróciłam się i odeszłam. - Nie zależy mi, tym bardziej jeśli mam walczyć z wami przy boku.

 

Pierdolę taką robotę, po prostu pójdę po Kamiko i powiem jej, że Kuro zginął. Jeśli tam będzie ta jego dziewczyna, to zapewne i tak już nie wróci, więc wszystko będzie dobrze.

 

---Perspektywa Kuro---

 

Przeskakiwałem po piętrach i pomieszczeniach jak szalony, jednoczęsnie uciekając przed każdym kto miał broń, aż wreszcie trafiłem do pomieszczenie, którego wolałbym nie widzieć.

 

Był tu mężczyzna, który właśnie posyłał esperów do walki, a wśród nich była Aya z bransoletkami, które negowały zdolności esperskie.

 

- Przecież taki sprzęt powinny mieć tylko jednostki specjalne i wojskowi. - wyszeptałem cicho, po czym skoczyłem w kierunku Ayi i złapałem ją, po czym po prostu przeskoczyłem kolejne kilka razy i znalazłem się poza obszarem wroga.

 

Ta umiejętność jest zajebista.

 

- Ku… Kuro? - zapytała mnie jakby nie dowierzała w to co widzi.

 

Szlag by to… nie zdejmę tych bransolet bez klucza.

 

- Aya, poczekasz na mnie jeszcze chwilkę? Wrócę się po klucz do bransolet.

 

- Tak się bałam! - wykrzyczała jednocześnie tuląc się do mnie, przez co lekko się zarumieniłam.

 

- Już dobrze. - oznajmiłem i również ją przytuliłem.

 

Była to ta chwila, dla której nie żałowałem żadnej z podjętych decyzji, dlatego bez wahania odsunąłem ją od siebie by jeszcze raz spojrzeć jej w oczy.

 

- Zaraz wrócę. - oznajmiłem, po czym wróciłem do pomieszczenia z którego byli wyprowadzani esperzy, jednak jedyne co tu miałem to zawalone pomieszczenie.

 

Krew i flaki były dosłownie wszędzie, a ciągłe strzały dobiegające z zewnątrz sprawiały tylko, iż coraz bardziej bolała mnie od tego głowa.

 

Jednak przełamałem się i zacząłem szukać zwłok mężczyzny, który wyprowadzał esperów, gdyż on na pewno powinien mieć też pieprzony klucz.

 

Zacząłem przesuwać wszystko co mogłem, a to czego nie mogłem, po prostu przeniosłem lub ciąłem przy pomocy swoich umiejętności, dzięki czemu nawet taki bałagan nie przeszkodził mi w znalezieniu tego czego poszukiwałem.

 

Gdy znalazłem klucz, uradowałem się jak dziecko i natychmiast wróciłem do Ayi.

 

Nie zostawiła mnie. Poczułem ulgę.

 

Aya spokojnie siedziała na niskim murku i cierpliwie na mnie czekała, z czego byłem naprawdę zadowolony.

 

- Wróciłem.

 

- Rozumiem. - odpowiedziała będąc odwróconą do mnie plecami.

 

- Przepraszam.

 

Następnie widziałem jak tylko rusza ręką w kierunku twarzy.

 

- Dziękuję… naprawdę dziękuję, że po mnie przyszedłeś. - dopiero teraz zrozumiałem, że płacze.

 

Wskoczyłem na murek i usiadłem obok niej, by zamienić kilka słów oraz upewnić się, czy już na pewno wszystko między nami w porządku.

 

- Aya, czy…

 

- Ej!!! Mamoru, znalazłem Ayę! - i tak oto wpadł Satsuki, to teraz tylko czekać na Mamoru.

 

- Wszędzie cię szukałem, Aya.- No i jest mamoru.

 

- Pseudo parodio lidera, Chibi się gdzieś zawieruszyła podczas strzelaniny. - powiedział Satsuki.

 

- Rozumiem. - odpowiedziałem obojętnie, w końcu i tak mnie nie potrzebują.

 

W momencie gdy Mamoru skończył udzielać Ayi pierwszej pomocy, zrobił tego czego się spodziewałem.

 

- Wracajmy, Aya. Ja, Satsuki i Kazuki mamy bezpieczną kryjówkę za miastem, kilkaset metrów nad poziomem ziemi, więc nie będziesz musiała się narażać na niebezpieczeństwo. - rzekł Mamoru.



 


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.