Rozdział 44 - Kuro - Ważna decyzja.

- Nie trzeba, braciszku. Ja… pójdę z Kuro. - pod koniec swojej wypowiedzi nabrała pewności co do swoich słów.

 

- Naprawdę? Wiesz że ta ofiara, nie umie zadbać nawet o samego siebie? - zapytał Satsuki, w sposób jaki mogłem się po nim spodziewać.

 

Jak zawsze szczery do bólu.

 

- Wiem… i właśnie dlatego z nim zostanę. - odpowiedziała zdecydowanie. - Swoją drogą ty jesteś… kolega Mamoru… Natsuki? Zgadłam?

 

- Satsuki. Kolegą? Cóż znamy się jedenaście lat więc raczej tak. - odpowiedział całkiem rozbawiony, jednak Mamoru wciąż nie zareagował na jej odpowiedź, więc musiałem się wtrącić.

 

- Godzisz się z tym Mamoru? - zapytałem spokojnie, jednak tak naprawdę nie jego zdanie mnie obchodziło, a Ayi.

 

- Nie, nie godzę. Nie zostawię swojej siostry, tuż po tym jak udało mi się ją odnaleźć! - odpowiedział Mamoru.

 

- Więc co z tym zrobisz? Zaciągniesz Ayę siłą do waszej kryjówki?

 

- Wiesz, zawsze mogę zabić ciebie. Na dobrą sprawę, wydaje się to całkiem logiczne, czyż nie? - odpowiedział - Nie wtrącaj się do rozmowy rodzeństwa, jeśli nie jesteś o to proszony.

 

- Kuro lepiej daj im chwilę porozmawiać, bo jeszcze naprawdę zginiesz. - oznajmił Toin, który w tym przypadku robił za instynkt samozachowawczy.

 

- W takim razie nie przeszkadzam. - oznajmiłem, wciąż widząc Toin’a i odszedłem na bok.

 

Z oddali patrzyłem na rozmowę Ayi z Mamoru i z każdą chwilą widziałem tylko coraz to gorsze scenariusze.

 

Niektóre nawet kończyły się śmiercią, a jeszcze inne tym, że znowu zostanę sam. Nie chciałem również by teraz od tak pojawiła się Tsuki z Kamiko, bo wtedy to w ogóle powstałby nie mały chaos.

 

Na szczęście po jakichś 20 minutach, ich rozmowa się skończyła i wtedy podszedłem do nich tak samo jak Satsuki.

 

- Więc? Głupie rodzeństwo skończyło się naradzać? - zapytał Satsuki, tym samym przerywając ciszę.

 

Może i jest potężnym esperem, ale powinny być jakieś granice.

 

- Przyjemny jak zawsze… I tak skończyliśmy, pójdę z Ayą i Kuro. Wezmę ze sobą też Kazuki. Jak chcesz to możesz wyrwać się z nami. - oznajmił zdecydowany Mamoru.

 

Zawsze mogło być gorzej. Tylko po co zapraszasz Satsukiego?

 

- Tak myślałem. Nie, nie zamierzam wyrwać się z wami. Nie trawię tego gościa, więc skończyło by się to prędzej czy później, mógłbym go skrzywdzić. - odpowiedział.

 

Nie skomentuje tego.

 

Tylko z niesmakiem się uśmiechnąłem i zaakceptowałem to. W końcu nawet moje omamy się go boją, a to już coś znaczy.

 

- W takim razie ty pójdź po Kazuki, a ja z Ayą na ciebie zaczekamy. - oznajmiłem otwierając plecak z jedzeniem, który zgarnąłem podczas szukania Ayi.

 

- Ah, tak z góry uprzedzam. Autka wam nie oddaje. Polubiłem je. - oznajmił Satsuki.

 

Dosłownie chwilę po tym, jego autko pojawiło się w oddali, a ja dostrzegłem Kamiko i Tsuki.

 

- Nadchodzi trudna rozmowa. - oznajmił Toin tykając mnie palcem w policzek, jakbym był jakimś delikatnym zabytkiem.

 

Gdy tylko Tsuki i Kamiko opuściły samochód, wskoczył do niego Satsuki.

 

- Całe szczęście nic ci się nie stało. - oznajmiła Kamiko tuląc się do mnie, przez co zrobiło mi się gorąco i jeszcze bardziej niezręcznie niż kiedykolwiek.

 

Tsuki w reakcji na to tylko odwróciła wzrok, a Aya nie mogła zrozumieć sytuacji. Oby tylko nie wyciągnęłą pochopnych wniosków.

 

Nawet Mamoru widząc to zaśmiał się i odwrócił, zupełnie jakby mówił mi:”Ale żeś się wjebał.”

 

Ta sytuacja jest tak krępująca, że nie jestem nawet w stanie wpaść na żaden konkretny pomysł.

 

Dopiero po dłuższej chwili moja głowa uwolniła się spod uścisku piersi Kamiko i zacząłem wracać do normalnego funkcjonowania.

 

- Kim ona jest? - zapytała mnie Aya, która wyglądała na złą.

 

- Jestem Kamiko, a to jest Tsuki. - oznajmiła od razu po usłyszeniu pytania. - Właśnie Tsuki, czemu powiedziałaś, że Kuro nie żyje?

 

To była moja okazja, by wyjść z tego bałaganu i przestać żerować na sile Kamiko oraz Tsuki.

 

- Ja ją o to poprosiłem. - oznajmiłem trochę sztywno, ale słabo idzie mi kłamanie.

 

- Kuro, po prostu się postaraj. - doradził mi Toin, co oczywiście jest całkowicie normalne.

 

Kamiko spojrzała na mnie zdziwiona.

 

- Ale po co ją o to poprosiłeś?

 

---Perspektywa Tsuki---

 

Gdy tylko znalazłam Kamiko byłam gotowa zakończyć wątek z Kuro i pomimo kilku argumentów przeciw, zrobiłam to.

 

- Kamiko… muszę ci coś powiedzieć.

 

- Dlaczego jesteś poważna coś się stało?

 

- Kuro… on… umarł.

 

Kamiko słysząc te słowa wyglądała na naprawdę zszokowaną.

 

- To niemożliwe, on…

 

- To prawda.

 

- Nie akceptuje tego! - krzyknęła, po czym wbiegła do auta, w którym Kazuki już siedziała.

 

Następnie odjechała beze mnie, jednak bez problemu ich dogoniłam dzięki swojej umiejętności i wsiadłam do środka.

 

- Kamiko nie powinnaś. - próbowałam odsunąć ją od tego pomysłu, jednak nie byłam w stanie.

 

Po jakimś czasie dojechaliśmy na miejsce, a pole bitwy było już tylko ruinami.

 

Kamiko widząc Kuro żywego bez namysłu podbiegła do niego i stojącej obok dziewczyny.

 

To pewnie jest Aya.

 

- Kim ona jest? - Aya zapytała Kuro.

 

- Jestem Kamiko, a to jest Tsuki. - wyskoczyła z odpowiedzią.. - Właśnie Tsuki, czemu powiedziałaś, że Kuro nie żyje?

 

Szlag… czemu musiałyśmy tu wracać?

 

- Ja ją o to poprosiłem. - oznajmił Kuro, co naprawdę mnie zdziwiło.

 

Czyżby on w końcu miał zamiar przestać na nas polegać? Czy może po odnalezieniu swojej dziewczyny już nas nie potrzebuje?

 

Kamiko spojrzała na niego ze zdziwieniem.

 

- Ale po co ją o to poprosiłeś?

 

Wiem już jak reagujesz podczas kłamstwa, więc co teraz zrobisz?

 

Oczywiście byłam w stanie do tego dojść, dzięki ciągłej obserwacji jego pulsu. Wcześniejsze pole elektromagnetyczne w którym odpoczywał idealnie się przysłużyło.

 

- Ja… - zaczął, a jego puls uspokoił się. - Przepraszam. Od samego początku chciałem sam odnaleźć Ayę, ale gdy ciebie spotkałem… ja… - Hm? Jego puls przyspieszył? - Postanowiłem cię wykorzystać, a twój charakter mi tylko w tym pomógł. Tsuki od razu mnie przejrzała jednak kontynuowała tą farsę, by cię nie zranić.

 

On… kłamie. Kłamie jak z nut.

 

* Plask

 

Od razu po tym uderzeniu policzek Kuro zrobił się cały czerwony, a Kamiko odwróciła się i ruszyła w kierunku samochodu Satsukiego.

 

- Tsuki…

 

- Hm? - zareagowałam od razu.

 

- Przepraszam, ale…

 

- Wystarczy. - wiedziałam co chciał powiedzieć i tyle mi wystarczy.

 

- To co Satsuki? Prowadzisz, czy mam cię zastąpić? - zapytałam siadając z tyłu.

 

- Nie pozwolę ci usiąść za kierownicą, a co dopiero jeśli mowa o moim pojeździe…

 

I po co te oburzenie?

 

- Dobra kuźwa, żarty żartami, ale co się stało, jak mnie nie było?!

 

- Niby szybki, ale wolno łapiesz. Pomiędzy Kamiko… a wiesz kim, poszło za dużo nieprzyjemnych słów, a ja oczywiście idę z nią i jak już pewnie się domyślasz, właśnie zdobyłeś dwie śliczne dziewczyny do grupy, więc możesz już jechać.

 

Przełamałam się i byłam dla niego miła, więc niech tego nie zepsuje.

 

- W pewnych rzeczach facet nie może być za szybki. - odpowiedział z miną pokerzysty.

 

Mimo wszystko zjebał. Mam nadzieję, że nie będę żałowała zabrania Kamiko od Kuro.

 


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.