Rozdział 46 - Kuro - Demon

Po rozstaniu się z Kamiko i Tsuki, ludzie z którymi będę teraz walczył o przetrwanie gwałtownie się zmienili. Z jednej strony mam Ayę, z którą jako jedyną jestem w stanie się dogadać, natomiast z drugiej Mamoru i jego dziewczynę Kazuki.

 

Chyba dobrze zapamiętałem ich imiona, jednak nie to jest teraz ważne, a fakt iż zostaliśmy bez jakiegokolwiek transportu, po tym jak Satsuki odjechał z Tsuki i Kamiko.

 

Mimo wszystko nie będę żałować decyzji odtrącenia ich, gdyż gdyby ze mną zostały, coraz bardziej bym się staczał.

 

To one przypominają mi o tym co zrobiłem, dlatego mam nadzieję, że separacja od tej dwójki dobrze mi zrobi i Toin wreszcie zniknie.

 

- Nie zniknę tak łatwo i dobrze o tym wiesz. - wtrącił się nikt inny jak Toin, podczas gdy w nowym towarzystwie kierowaliśmy się przed siebie.

 

Zombie, jak to zombie były podstawowym problemem na każdym kroku, lecz w aktualnym składzie, pomimo utraty na sile radziliśmy sobie.

 

Mamoru na każdym kroku sprawdzał porozrzucane po drodze samochody, jednak jak to w większości przypadków bywało, ich zawartość paliwa była zerowa.

 

To zapewne wina dobrze mi znanego, ale na szczęście już zniszczonego obozu.

 

Rozmyślając tak nad aktualną sytuacją ujrzałem kątem oka coś co nie przypominało człowieka, a było bardziej… jakby to powiedzieć demoniczne. Zupełnie jak pewien piekielny ogar, którego kiedyś zabiłem.

 

- Mamoru, sto pięćdziesiąt metrów po prawej mamy ciekawy przypadek, gdy zaatakuje bądź gotowy do walki. - oznajmiłem mu, lecz on zrobił coś zupełnie innego.

 

Rozumiem, że podobnie jak Satsuki kwestionuje moje zdolności przywódcze, ale nie musi od razu robić mi na złość i atakować tego czegoś.

 

- Co jest? - wydusił z siebie najwyraźniej zdziwiony, po tym jak przed chwilą wycelował swą dłoń w kierunku tego demona. - Uciekać!

 

Super. Nie dość, że go nie zabił, to jeszcze rozjuszył, przez co jesteśmy zmuszeni do ucieczki. Oczywiście od razu złapał swoją dziewczynę i już chciał chwycić Ayę, by zapewne przy pomocy telekinezy skutecznie uciec przed tym czymś, ale tym razem to ja miałem go gdzieś i wtrąciłem się.

 

Złapałem Ayę za rękę i używając nici z łatwością odskoczyłem od szarżującego na nas potwora, którego popielata skóra i płonące oczy robiły wrażenie oraz budziły grozę.

 

Gdy tylko odstawiłem Ayę w bezpieczne miejsce, nie dając jej okazji nawet na zareagowanie, skierowałem moje nicie ku demonowi, lecz… Rozpadły się?

 

W ogóle nie rozumiem co się stało, ale nie podoba mi się to.

 

I chwila co on robi?

 

Iskry zaczęły pojawiać się na klacie potwora przede mną, a już po chwili doszło do zapłonu. To coś samo się podpaliło, a następnie wraz z ruchem obu rąk zaczęło kształtować płomień.

 

Nie jest dobrze.

 

Natychmiast odwróciłem się i wyciągnąłem rękę ku Ayi, a ona złapała mnie i przejęła pałeczkę, przeciągając na pobliski dach.

 

Miejsce z którego właśnie uciekliśmy, stanęło w płomieniach i zaczęło zawalać się po tym, jak kula ognia wystrzelona przez tego demona, uderzyła w budynek.

 

- Musimy się wycofać. - oznajmiłem, a gdy złapałem Ayę za rękę, pojawił się nie kto inny jak Toin.

 

Już myślałem, że się go pozbyłem.

 

- Ej Kuro, to demon. Istny demon. Może powinieneś mu pokazać kto tu rządzi, a nie pozwalasz się atakować i tylko uciekasz.

 

Rządzi? Pozwalam? Uciekam?

 

- Mowy nie ma. - zostawiając Ayę, skoczyłem z budynku, asekurująć się nićmi i spojrzałem demonowi w jego jarzące się ślepia. - Już nie żyjesz.

 

Jednak oplatając go nićmi, co chwilę czułem, jak są one niszczone. Szlag.

 

Eee?

 

On umie skakać?

 

Ja, jakieś siedem metrów nad ziemią i demon, który jak gdyby nigdy nic do mnie podskoczył z otwartą paszczą, a po jego klacie przechodziły iskry.

 

To chyba jakaś kpina.

 

Po chwili, poczułem tylko uprzykrzający życie gorąc, a następnie wystrzały z karabinu.

 

---Perspektywa Mamoru---

 

Informacja i zalecenia od Kuro strasznie mnie zdenerwowały, w końcu wszystko w nim mnie denerwuje, a to, że moja siostra za nim przepada, doprowadza mnie do szału.

 

Musiałem dać upust swojej złości i zaatakowałem wypatrzone przez Kuro dziwadło, niestety bez skutku. Dlaczego moja umiejętność go nie sięga?

 

Natychmiast zareagowałem i kazałem uciekać. Złapałem Kazuki i już miałem wziąć też Ayę, ale Kuro mnie wyprzedził. Jak on może tak jawnie się ze mnie śmiać?

 

Na szczęście oboje uniknęli szarży tego potwora, lecz on już po chwili zatrzymał na nich swój wzrok i zaczął się żarzyć.

 

Po chwili kula ognia wystrzeliła w kierunku mojej siostry i tego bezwartościowego ścierwa, a ja natychmiast zareagowałem…

 

Szlag. Nawet na ogień nie chce działać?

 

*Bum

 

“Masz szczęście, że uratowałeś moją siostrę.” - skomentowałem w myślach widząc ich na dachu budynku obok, a już po chwili Kuro od tak skoczył w kierunku tego potwora.

 

*Bum

 

Nie za dużo tego? Gdzie…

 

Ooo. Z Ayą wszystko w porządku.

 

- Kuro!!! Kuro!!!

 

Siostro… czemu go wołasz? Przecież ten idiota sam rzucił się na tego potwora.

 

- Zwariowałaś?! Nie zbliżaj się do tego potwora!!! - wykrzyczałem z całych sił widząc jej zachowanie. - Kazuki, karabin.

 

Skoro moce esperskie nie działają to zajmę się tym tradycyjnie. Nim moja siostra zrobi coś głupiego dla tego bezużytecznego śmiecia.

 

Przy pomocy swojej telekinezy utrzymuję się właśnie w powietrzu i ostrzeliwuje tego cholernego potwora, co o dziwo to naprawdę działa.

 

“O ten dureń jednak żyje.” - skomentowałem w myślach, widząc jak wyłania się z płomieni, coraz bardziej walącego się budynku.

 

---Perspektywa Kuro---

 

Eksplozja sprawiła, iż skończyłem w aktualnym stanie.

 

Leżę na ziemi, w płonącym pokoju otoczony gruzem oraz dymem, przez który coraz ciężej mi się oddycha.

 

Rozglądając się wokół, dostrzegłem coś, co w przeciwieństwie do moich umiejętności może zadziałać na tego cholernego demona, więc to podniosłem i ruszyłem przed siebie.

 

Wprawiając w ruch nicie, którymi otoczyłem swoje ciało, podgrzałem nieco atmosferę w pomieszczeniu, jednakże tym samym znalazłem się poza zasięgiem płomieni.

 

Krocząc przed siebie dotarłem do dziury w ścianie.

 

Powstała pewnia wraz z eksplozją, która mnie tutaj wrzuciła, jednak mam teraz inne zmartwienie. Nie pozwolę, temu demonowi żyć.

 

- Tak trzymaj. Nie pozwól by ktokolwiek mógł ci naskoczyć. To ty masz wydawać wyroki śmierci, a nie je otrzymywać, więc skup się i zrób to. Ty chory pojebie!

 

Toin w mojej głowie szalał za wszystkie czasy, a ja wziąłem się do roboty.

 

 

Zapraszam do lajkowania i komentowania.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.