Rozdział 50 - Kuro - Na pewno nie człowiek.

- Co się kurwa dzieje? - Mamoru szepcząc odezwał się do mnie widząc jak tłumy zombie i demonów ruszyły w kierunku przeciwnym do naszego celu.

 

Strzały i wybuchy w oddali ściągają na siebie cały ten motłoch. Czemu mam bardzo złe przeczucia co do tego?

 

- Tak, wiele…

 

Kazuki naprawdę jest pod wrażeniem widząc te tłumy chodzących trupów. A może raczej jest przerażona myślą, iż to wszystko mogłoby nas zaatakować?

 

No trudno tego się nie dowiem, bo nie mam zamiaru ją o to pytać. Aż tak bardzo mnie to nie interesuje, jednak te tłumy z pewnością byłby dla nas dużym zagrożeniem.

 

Brak amunicji do broni, trójka esperów do walki i jedna bezbronna Kazuki. Coś czuję, że w przypadku starcia z tym tłumem, ucieczka byłaby jedynym sensownym rozwiązaniem.

 

- Co ty pierdolisz, przecież całe te zbiorowisko nie ma z tobą najmniejszych szans.

 

Nie wiem o czym Toin myśli, ale on chyba chce mnie posłać na pewną śmierć. Swoją drogą, czyżby mój charakter przeszedł lekką zmianę?

 

Nie powinienem w takim przypadku kulić się gdzieś w kącie zamiast tak beztrosko patrzyć na te tłumy potworów?

 

Na twarzach całej trójki widzę przerażenie, jednak każdy nie zachowuje się adekwatnie do tego co czuje. Całe szczęście, gdyby tak było pewnie nie byłoby tu tak cicho.

 

- Kuro, pojebie z czego się tak cieszysz?

 

Pytanie Mamoru jest na nie miejscu, a jego ton mi się nie podoba.

 

- Skoro ci się nie podoba to go zabij.

 

Toin dobrze gada, jednak gdybym go zabił na oczach Ayi to… nie chciałbym wiedzieć jak wtedy by się to potoczyło. Swoją drogą Toin zaczyna przeginać.

 

Czy on myśli, że jestem takim samym pojebem jak on?

 

- Cieszę się, bo to nie my jesteśmy celem tego zbiorowiska.

 

*Trach

 

Jakiś zombie jebnął łeb o szybę w drzwiach i zaczął rozglądać się, jakby szukał kogoś tym swoim martwych wzrokiem.

 

Czyżby on naprawdę nas widział?

 

- Odrażające.

 

Kazuki dobrze to podsumowała. Morda tego zombie wygląda okropnie, aż mam ochotę wgnieść ją w ziemię.

 

Na szczęście popatrzył się tylko chwilę i odszedł. Czyżby zrozumiał, że tu nie wejdzie?

 

Zresztą nieważne, wszyscy powoli przechodzą, więc za kilka chwil będziemy mogli stąd wyjść. A tak swoją drogę jesteśmy właśnie w lodziarni, szkoda tylko, że przez brak prądu wszystkie lody rozpuściły się.

 

Naprawdę miałem ochotę na coś zimnego.

 

- Okej, parada zombie się skończyła. - oznajmiłem ze spokojem i otworzyłem drzwi, a do środka wpadł demoniczny pies.

 

Pamiętam jak jakiś czas temu ten mały potwór sprawił mi niemałe problemy, teraz jednak nie dam mu takiej okazji.

 

Nim zdążył wgryźć w kostki Mamoru, użyłem na nim swojej zdolności i związałem, szkoda tylko, że ten drań również zareagował i zmiażdżył mu jego pyszczek przy pomocy swojej oszukańczej zdolności.

 

Telekineza to przegięcie i to właśnie z tego powodu obawiam się go. Jeśli doszłoby do sytuacji w której jej drobne użycie skazałoby mnie na śmierć z rąk zombie miałby on wtedy czyste ręce w oczach Ayi i Kazuki, a ja bym nie żył.

 

Muszę zapamiętać by nigdy nie dać mu takiej okazji.

 

- Ta… pusto. Prawie mnie te cholerstwo ugryzło.

 

I już narzeka, chyba chce bym czuł się winny albo coś, ale tak samo jak on nie lubi mnie, ja nie lubię go, więc raczej nic z tym nie zrobię.

 

- Zabij go i będzie po problemie.

 

Toin naprawdę nie wie kiedy się zamknąć.

 

---Perspektywa Mamoru---

 

Czyżby charakter Kuro uległ jakiejś zmianie? Najpierw rzuca się z nożem na demona odpornego na zdolności esperskie i niezbyt wrażliwego na serię z karabiny. Ponadto wygrywa i jak gdyby nigdy nic, zachowuje pewność siebie co do walki z następnymi.

 

Nie żeby mnie ten idiota obchodził, ale teraz gdy chowamy się w tej lodziarni przed, że tak delikatnie to ujmę batalionem zombie, i jakichś pso podobnym demonów, on się śmieje.

 

- Kuro, pojebie z czego się tak cieszysz?

 

Musiałem zapytać. Jego zachowanie mnie po prostu denerwuje.

 

- Cieszę się, bo to nie my jesteśmy celem tego zbiorowiska.

 

*Trach

 

Zombie wpadł na drzwi i swoim obrzydliwym ryjem zaczął mazać po szybce. Czyżby on… widział?

 

- Odrażające.

 

Nie dziwię się, że Kazuki w ten sposób to ujęła, w końcu to prawda.

 

Kiedy te cholerstwo wreszcie przejdzie? Już po prostu nie mogę tutaj wytrzymać.

 

- Okej, parada zombie się skończyła. - rzekł po dłuższej chwili Kuro i otworzył drzwi, a pso podobna istota ruszyła w moim kierunku.

 

Natychmiast zareagowałem, lecz nim wysadziłem mu łeb, jego ciało zawisło w powietrzu.

 

- Ta… pusto. Prawie mnie te cholerstwo ugryzło.

 

Wyrzuciłem z siebie. Czy ten idiota potrafi cokolwiek poza wkurzaniem mnie?

 

I teraz jeszcze mnie ignoruje. Gdzie jakaś odpowiedź? Prosisz się o śmierć?

 

- Okej to chodźmy po ten samochód.

 

Idąc w kierunku salonu nie mamy czego się obawiać, w końcu wszystko z okolicy pobiegło w kierunku strzałów i wybuchów. Swoją drogą co tam się może dziać, że spowodowali, aż taki hałas?

 

Czyżby Satsuki się nudził?

 

- Poszukajcie wszystkiego co potrzebne, a zajmę się szukaniem kluczy. - oznajmiłem szperając już przy ladzie w ich poszukiwaniu.

 

---Perspektywa Ayi---

 

Po przesiedzeniu większości czasu w lodziarni, która służyła nam za schron przed wielkim tłumem zombie, dotarliśmy w końcu do salonu samochodowego.

- Poszukajcie wszystkiego co potrzebne, a zajmę się szukaniem kluczy. - oznajmił mój brat szperając już przy ladzie w ich poszukiwaniu.

 

Udając się z Kuro na poszukiwanie zapasów, mieliśmy w końcu chwilę dla siebie. Mogliśmy wreszcie porozmawiać bez Mamoru w pobliżu.

 

- Spróbowałbyś się dogadać z Mamoru, on naprawdę nie jest taki zły na jakiego wygląda.

 

Próbować warto i coś czuję, że Kuro mimo wszystko dogada się z nim, wystarczy czasu.

 

- Spróbuję.

 

Jego w miarę szybka odpowiedź uspokoiła mnie. Teraz mogę spać w spokoju, nie obawiając się, iż zaczną się tłuc. Jednak mimo wszystko…

 

- Ale tak serio, serio i nie dojdzie między wami do bójki?

 

Kuro spojrzał na mnie lekko zdziwiony po czym uśmiechnął się.

 

- Obiecuję ci to.

 

Całe szczęście.

 

- Aya, Kuro szybko do samochodu!!!

 

Mój brat krzyknął, a my szybko zareagowaliśmy i wskoczyliśmy do jadącego już samochodu. W sumie to nie wskoczyliśmy, a Kuro wciągnął mnie i siebie.

 

- Co się tak śpieszysz?

 

- Za nami biegnie pierdolony potwór!!! - krzyknęła Kazuki, która była wyraźnie przerażona.

 

Wraz z Kuro obejrzeliśmy się siebie, a za samochodem biegła szara istota przypominająca ludzką, jednak z pewnością nie była człowiekiem.

 

W końcu jaki człowiek jest w stanie biec za samochodem i ma szarą skórę?


- Zatrzymam go. - oznajmił Kuro przechodząc na pakę.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.