Rozdział 51 - Satsuki - Konfrontacja z demonem.

Gdy ponad dwumetrowe monstrum zrzuciło ze swoich rogów ciało Hiroyi, spojrzał w moim kierunku.

Ten czerwony dupek wygląda na całkiem.. niebezpiecznego.

Co jest nie tak z tym cholernym światem?!!!


Gdy stałem tu jak idiota, czerwonoskóra postać zaszarżowała w moim kierunku, celując we mnie rogami.

Biegnie całkiem szyb… Co się kurwa stało?!

Gdy ten czerwony mutant zbliżył się na odległość trzech metrów, cały teren zrobił się.. ciemny.

Wiedząc że monstrum na mnie szarżuje, najszybciej jak mogłem uchyliłem się w lewą stronę.

Poczułem jednak że oberwałem w prawą rękę, a gdy po chwili mrok zniknął, zauważyłem że moja prawa ręka lekko krwawi z powodu draśnięcia.


Czemu gdy ten demon zbliżył się do mnie, straciłem wzrok?

Nie.. to nie to..

Nagle wszystko pociemniało..

To z całą pewnością musi być jego “AS” w rękawie, zaraz obok brutalnej, monstrualnej siły.

Nie mogę się do niego zbliżyć, bo jeśli choć raz oberwę, to tydzień tańczenia bez muzyki, będzie moim najmniejszym zmartwieniem..

Wyciągnąłem dwoje lojalne beretty, wciąż obserwując zachowanie demona.

Jeśli uda mi się go trafić, podobnie jak dwa kundle dziesięć minut temu, to powinno go zaboleć.

Naładowałem swoje dłonie, które jednocześnie wzmacniały pistolet, i oddałem trzy strzały, po czym moje bronie najzwyczajniej w świecie - rozpadły się na kilka części.

Zszokowało mnie to niesamowicie, gdy po kawałku zaczynały spadać na ziemię.

Spojrzałem na czerwonoskóre monstrum, który oberwał kilkoma strzałami.

Zauważyłem że na jego ciele pojawiło się kilka małych ran, jednak on sobie nic z tego nie zrobił.

To jest cholernie niesprawiedliwe!

Stawia mnie to w cholernie niekorzystnej sytuacji.
Skoro wzmocnione pociski nie zrobiły mu zbyt wiele, to raczej nic mu nie zaszko… czekaj..

Jeśli dobrze pamiętam, mam w samochodzie kilka granatów, które znalazłem jak Mamoru szukał swojej siostry..

Możliwe że uda mi się wysadzić to gówno w powietrze…


Ostrożnym krokiem wycofywałem się, a bestia żądna krwi ruszyła za mną - co zmusiło mnie do przyspieszenia.

Uparty z niego skurwiel.

Mimo iż nie ma szans aby mnie dogonił, wciąż za mną biegnie, taranując przy tym drzewa..
 

Dobiegłem do samochodu i szybko wyciągnąłem dwa granaty ze schowka i szybko ruszyłem w przeciwnym kierunku, aby ta pierdzielona bestia nie przyjebała w autko - szkoda by było, co nie?!

Swoją drogą mam taką skrytą nadzieję, że uda mi się zabić tego diabełka..

Nie chciałbym się stąd przeprowadzać, a lokator jego pokroju mógłby być upierdliwy.

Zwabiłem diabełka kawałeczek dalej i rozmyślałem w jaki sposób by go podejść, aby wysadziło mu łeb.

Wymyśliłem odpowiednią dla niego taktykę, więc przeszedł do jej realizacji.
Gdy demon zbliżał się do mnie, odbezpieczyłem granat i jebnąłem nim w jego kierunku.

Demon spoglądał na granat, który wylądował tuż przed nim i chwilkę po tym eksplodował.


Demon zaryczał z bólu, więc atak okazał się być skuteczny.

Gdy opadł dym, zauważyłem jego rogi kawałek ode mnie.

Cudem odskoczyłem w prawą stronę, jednocześnie sprawiając że demon wyjebał łbem w drzewko.

Już po tobie, malutki. - powiedziałem.
Chwilkę przed szarżą, umieściłem w tym drzewie jeden z granatów.
Teraz wystarczy jedna mała iskra, a mały demonek zostanie pozbawiony swojej główki.

Jackpot! - powiedziałem, jednocześnie posyłając iskierkę w kierunku granatu.

Eksplozja była silniejsza niż się spodziewałem.

Ciało demona padło na ziemię, a jego głowa w kawałkach leżała rozwalona po okolicy.

- To by było na ty….

Nie zdążyłem dokończyć.

Zauważyłem błysk lecący w moim kierunku, który trafił mnie bezpośrednio w klatke.

To było bolesne, więc oczywistym był fakt że zaliczyłem glebę.

- Zlekceważyłeś mnie, chłopcze - powiedział wychodzący zza drzewa Hiroya.

--- PoV Hiroya---

Gdy demon rzucił mną o drzewo, myślałem że to mój koniec.
Przed moimi oczami robiło się coraz ciemniej..

Straciłem dużo krwi..

Jednak jeden esper z mojej grupy - Tatsuya - posiada zdolności leczące.

Miałem rację, gdy rozkazałem mu za mną podążać.

Gdy ten potwór i gówniarz odeszli, zza drzewa wyłonił się Tatsu i rozpoczął leczenie moich ran.

- Wytrzymaj to szefie.  - powiedział.

- Za kogo ty mnie masz, Tatsu? Oczywiście że wytrzymam.. - wyszeptałem.

Całe leczenie trwało ponad dziesięć minut, bo moje rany były całkiem poważne.

Tatsu był wyczerpany, więc kazałem mu zregenerować siły, a sam poszedłem aby wykończyć wszystkich wrogów naszej grupy..

- Pożałujesz tego gówniarzu… zabiję ciebie i tą głupią szmatę Kamiko.. pożałuje zdrady jakiej się dopuściła…

Usłyszałem eksplozję więc ruszyłem w kierunku z którego dochodziła.
Dotarłem na miejsce akurat w momencie gdy demon przygotowywał się do szarży na tego gnoja, który niestety uniknął trafienia.
Rogi demona utkwiły w drzewie, a on strzelił w nie iskrą.

Kolejny wybuch..

Rozumiem, ukrył tam jeden z granatów.

Jest całkiem sprytny - muszę mu to przyznać.

Jednak pożałuje tego że stanął mi na przeciw!


Użyję “tego”

Skupiłem całą swoją siłę, aby wytworzyć elektryczny pocisk.

Pocisk o sile równej piorunowi kulistemu.

Cisnąłem nim w niego, a odgłos syczenia zwrócił jego uwagę - ale było już za późno, na jakikolwiek unik.

Gdy nim oberwał, jego ciało odleciało kilka metrów do tyłu.

Prawdopodobnie to go nie zabiło, ale musiał odnieść poważne obrażenia.

Szedłem w kierunku gdzie leżał, jednocześnie wyciągając nóż, aby go dobić.

Tyle litości mogę mu zaoferować, mimo iż powinienem pozwolić mu umrzeć w męczarniach.


Dziwne...
Zbliżyłem się do niego na odległość bliższą niż dwa metry, a nie czuję spalenizny.

Zawsze byłem w stanie ją wyczuć, od osób które tym oberwały.

Muszę być zmęczony, bo to w końcu niemożliwe.

- Hej - usłyszałem za sobą znajomy głos, więc natychmiast się odwróciłem..
 

IRIE KAMIKO!

Stała za mną z bronią wycelowaną w moją głowę.

 

(Strzał!)

(Strzał!)

 

-- PoV  Kamiko --


Słysząc eksplozję w okolicy, najszybciej jak byłam w stanie ruszyłam w tamto miejsce, aby zobaczyć kto bawi się materiałami wybuchowymi.


Satsuki pokonał właśnie czerwonego demona, więc chciałam do niego podejść, jednak zauważyłam jak żółte światło poleciało w jego kierunku- nie był w stanie zrobić uniku i oberwał.

 

Zza drzewa wyszedł Hiroya.

Ten pierdolony,  tchórzliwy szczur nie miał na tyle odwagi, aby zaatakować go frontalnie.
Gdy podchodził do Satsukiego, wyciągnął z wewnętrznej części płaszcza nóż wojskowy.

Nie będzie w stanie niczego już zrobić…


Przeskoczyłam kawałek za niego.

 

- Hej - powiedziałam aby zwrócić jego uwagę.

Chcę aby wiedział, kto wysyła go do piekła.


Chciał coś powiedzieć, jednak dwa celne strzały w głowę, uniemożliwiły mu zrobienie czegokolwiek.

 

Spojrzałam na Satsukiego, który najzwyczajniej w świecie podniósł się z ziemi, trzymając jedną rękę na głowie.

 

Naprawde cholernie twardy z niego drań…


 


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.