Rozdział 52 - Kuro - Nie do zatrzymania.

Na liczniku sto dziesięć. Mamoru jedzie jak pojebany, a ja wychodzę na pakę podczas ze wzrokiem wlepionym w istotę przypominającą człowieka.

 

Szara skóra, czarne oczy, jakiś metr osiemdziesiąt w kapeluszu. W przeciwieństwie do demona, którego zabiłem nożem on nie wygląda groźnie, a przerażająco. To co za chwile zginie z moich rąk.

 

Koncentrując się na mojej zdolności skupiłem swój wzrok na potworze i w jednej chwili wypuściłem wszystkie nicie by stworzyć sytuację w której jego własna prędkość go zabije.

 

Sukces!

 

Niestety moja pewność siebie zniknęłą w momencie, gdy ten potwór wbiegł w moją nić i rozerwał ją swoja szyją.

 

Co jest z nim nie tak?

 

Ani to zombie, ani demon. Na przerośniętego demonicznego psa też nie wygląda, lecz z pewnością jest od nich groźniejszy, albo przynajmniej bardziej wytrzymały.

 

- Uwaga! - krzyknęła Aya, a Mamoru nie zmniejszając prędkość wykonał nagły skręt w lewo.

 

Kurwa, prawie spadłem z samochodu.

 

- Zabić mnie chcesz?! - odkrzyknąłem mając do tego pełne prawo.

 

- Kuro, lepiej wróć do środka.

 

Od kiedy Toin mówi coś tak racjonalnego?

 

- Mówię poważnie, to coś jest poza naszym…

 

Wypuściłem nicie ignorując Toina, po czym zaczepilem je o dwa motory. Wiem, że zwykłe nicie za chuja by nie ruszyły takiego ciężaru, nawet biorąc pod uwagę prędkość samochodu.

 

Ale ja jestem esperem i tak jak oczekiwałem udało mi się. Skracając nicie, przyciągałem do siebie dwa motory, a gdy były kawałek za tym czymś, lekko nimi wstrząsnąłem by wraz z kolejnym zakrętem, uderzyły bezpośrednio w tego potwora.

 

*Pizd

 

*Bum

 

- Multi Kill!!!

 

A nie chwila, to nie był multi kill. Choć w sumie… załatwiłem tego potwora i dwa motory.

- Kuro wszystko dobrze?

 

Troska Ayi o moją osobę ociepla moje serce.

 

- Kazuki, ten potwór nadal nas goni?

 

Nie wierzysz w moje umiejętności, śmieciu?

 

- Nie. A nie chwila wstał i znowu za nami biegnie.

 

Co ona pierdoli?

 

I na chuj się odwracałem… Jakim kurwa cudem on żyje.

 

- Przecież ci mówiłem. - Toin wtrącił swoje trzy grosze.

 

- Zamknij ryj!!! Zajebie tego szaraczka.

 

Doczepiając nicie do wszystkiego co miałem w zasięgu wzroku, przyciągnąłem wszystkie te rzeczy i zacząłem obrzucać tego szarego potwora.

 

Szkoda tylko, że bez skutku.

 

- Kuro, powtórz to co sprzed chwili!!!

 

Ee? Czego ta Kazuki ode mnie oczekuje?

 

- Kuro patrz. - rzekła Aya stojąc już koło mnie. - Stacja benzynowa.

 

Rozumiem. Rzucę tego potwora w stację przy pomocy motorów, albo samochodu. W najlepszym wypadku nastąpi wybuch i po tym potworze zostanie tylko pył.

 

- Przyjąłem.

 

- Kuro to na nic.

 

- Zamilcz. - wyszeptałem w odpowiedzi na tekst Toina i skupiłem się na swoim celu.

 

Poruszając nićmi wedle swej woli tworzę na ulicy prawdziwy chaos, jednak mam w tym cel. Bowiem muszę ustawić tego potwora w dogodnym dla mnie miejscu.

 

- Kuro na rogu jest ciężarówka. Dasz radę?

 

Głupie pytanie, oczywiście, że dam radę… ale się do niej przyciągnąć. Jak mam niby do cholery pociągnąć tak wielkie cholerstwo?


 

- Pojebało?! Aya pomożesz mi z tym, sam nie dam rady.

 

- Pewnie.

 

Przynajmniej na Ayi mogę polegać.

 

- Eee… Dałeś kierownice Kazuki?

 

Pytam na poważnie. Czemu Mamoru tu przylazł, ja i Aya poradzimy sobie.

 

- Umie prowadzić, skup się na tym potworze.

 

Zaraz go rzucę mu na pożarcie, a nie chwila powiem mu to.

 

- Nie rządź się albo rzucę cię mu na pożarcie.

 

Pewnie sobie teraz myśli, jakim cudem mu odpyskowałem.

 

- Próbuj szczęścia.

 

Dobra nieważne, mamy teraz coś ważniejszego do zrobienia. Musimy w trójkę rzucić w tego szaraczka ciężarówkę z odpowiednią siłą by pierdolnął w stację benzynową.

 

Nie wiem dlaczego, ale jestem stuprocentowo pewny, że sama ciężarówka go nie załatwi.

 

- Zaczynamy na trzy.

 

Aya i Mamoru tylko przytaknęli.

 

---Perspektywa Kazuki---

 

- Pojebało?! Aya pomożesz mi z tym, sam nie dam rady. - krzyknął Kuro w odpowiedzi na mój absurdalny pomysł.

 

Rzucić ciężarówką w potwora w taki sposób by wlecieli w stację paliw. Z jednej strony przerażające, a z drugiej jest to nasza ostatnia szansa na pozbycie się go. Jeśli jakimś cudem i to przetrwa będziemy zgubieni.

 

- Pewnie.

 

Aya bez zażaleń dołączyła do niego, co niezbyt spodobało się Mamoru.

 

- Łap za kierownicę. Pomogę im.

 

- Z troski o siostrę czy nie chcesz niczego zawdzięczać Kuro?

- Nie chce umierać.

 

Tak oto wylądowałam na kółkiem, a Mamoru dołączył do Kuro i Ayi, podczas gdy ja wciskam gaz do dechy.

 

500 metrów

400

300

200

100

20

 

Skręciłam nagle. Całym samochodem machnęło w bok. Przejechałam bokiem samochodu pozostałe dwadzieścia metrów i ponownie dałam gaz do dechy.

 

*Bum

*Bum

*Bum

 

Na chwilę przed seria wybuchów widziałam jak ciężarówką bezpośrednio trafiła w tego potwora i posłała go na stację paliw. Zwycięstwo było nasze.

 

- Załatwiony. - rzekł pewny siebie Mamoru.

 

Jak zwykle porządnie zrobił to za co się zabrał, w końcu za to go kocham.

 

- Aya, jesteś cała?

 

Kuro naprawdę się o nią troszczy, pomimo iż sam siedział tam dłużej. Muszę przyznać, zaskoczył mnie.

 

- Hmm… tylko troszkę zmęczona. - przytaknęła i oparła się o jego ramię.

 

- Odpocznij sobie. Możemy się teraz cieszyć spokojem. - rzekł Mamoru do swojej siostry przechodząc na przednie siedzenie.

 

W końcu się go pozbyliśmy. Szkoda tylko, że były to tylko nasze chwilowe przypuszczenia. Niepotrzebnie spuściliśmy gardę.

 

*Stuk

 

Potwór wskoczył na pakę naszego samochodu i od tak sobie wyrwał spory kawał dachu. Natomiast ja po ujrzeniu tego w lusterku, spuściłam drogę z oczu.

 

- Ewakuacja!!!

 

Krzyk Kuro rozszedł się echem w mojej głowie, a już po chwili byłam na dachu budynku.

 

- Kazuki jesteś cała?

 

Ten głos… Mamoru?

 

- Kuro! Kuro!!!

 

Właśnie, co z nim? Gdzie ten potwór?

 

Zerwała się szybko z pleców i poczułam ból głowy. Samochód którym jechaliśmy wjechał w budynek przez szybę. Kuro z nami nie ma. Aya jest cała, ale zdziera sobie gardło wołając go. Mamoru z uśmiechem spojrzał mi w oczy, po czym stracił przytomność.

 

- Aya, twój brat. On…

 

---Perspektywa Kuro---

 

Zwycięstwo? Dobre sobie, gdyby ten potwór naprawdę zdechł nie musiałbym przez to przechodzić.

 

W tej chwili poobijany wbiegam na drugie piętro tego salonu, w który wjechało auto.

 

*Bum

 

Super, ono też eksplodowało. Szkoda tylko, że ten pojebany potwór ma na to wyjebane. Nieśmiertelne ścierwo.

 

- O, witaj. - powiedziałem do tego potwora, jak do kolegi, którego dawno nie widziałem.

 

W jednej chwili z mych ust poleciało w cholerę i jeszcze trochę krwi, przeleciałem też przez cały korytarz i jebnąłem o pierdolone drewniane biurko.

 

Kto w tych czasach kupuje takie gówno?

 

- Siemano, jak się masz.

 

- Kuro to twój koniec.

 

Toin w ogóle nie ma poczucia humoru. Przecież ten gruby zombie nawet się do mnie nie przyciągnie.

 

- Chwila… chyba miałem gorsze zmartwienie.

 

- A no tak…witaj szaraczku.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.