Rozdział 54 - Kuro - Esperzy Rządowi

Co widzę?

 

Szaraczka.

 

Kogo widzę?

 

Szaraczka.

 

Co mnie czeka?

 

- Kuro, przestań.

 

- Toin… zamilcz! Albo cię zajebie, jeszcze raz.

 

*Bum

 

Szaraczek coś przytył, pod jego stopami wali się podłoga i gapi się na mnie swoimi pustymi oczyma.

 

On ma chyba jakiś problem… wielki problem.

 

Wyciąga do mnie łapy, ale bez skutku. Próbuje zrobić krok, ale bez skutku. Gapi się na mnie jak na zwierzynę i nic nie może zrobić.

 

- Żałosne!

 

- Kuro, uciekaj.

 

Toin jest naprawdę głupi, jak mam uciec ze złamaną nogą?

 

- Ta i jeszcze pobiegnę w maratonie. Nie widzisz, że mam złamaną nogę?

 

Aby mu to udowodnić pierdolnąłem w nią, aż wykrzywiła się pod kątem, którym nie powinna.

 

- Widzisz? Połamana.

 

I czego gapisz się na mnie z takim wzrokiem.

 

- Albo w tej chwili przestaniesz, albo wydłubie ci te gały.

 

Szyby u okien pękają, a szaraczek wykrzywia się jakby czymś dostawał, ale ja nic nie widzę. Tańczyć mu się zachciało?

 

- W jakim stanie jest ten człowiek?

 

Co to za metaliczny… krótkofalówka?

Skąd wzięła się tutaj ta dziewczyna?

 

- Kilka ran powierzchniowym, złamana prawa noga i krwotok wewnętrzny. Ratować?

 

Ee? Ona o mnie mówi? Rany i złamana noga... rozumiem. Ale krwotok? Przecież czuję się dobrze.

 

- Ratuj.

 

Nie potrzebuje ratunku.

 

- Zrozumiałam.

 

W jednej chwili moje otoczenie całkowicie się zmieniło. Co to za kojące ciepło…?

 

---Perspektywa Kasai Mineko---

 

- Kiedy kończymy ten zwiad? Mam ochotę się przespać.

 

Jak zwykle narzekam na swoją pracę, jednak w tych czasach jest ona jeszcze bardziej konieczna. W końcu moim obowiązkiem jest ochrona tych uczonych snobów dopóki nie przywrócą świata do normalności.

 

- Możesz nie narzekać? Robimy to dla dobra całej ludzkości, więc mogłabyś pokazać trochę więcej zapału. Bez nas ostatnia nadzieja na powrót do normalności przepadłaby.

 

Handa Aki - wegetarianin, który ma manię by pomagać innym. Spośród wszystkich ludzi, którzy mnie otaczają mu nie ufam najbardziej, jednak nie potrzebuje tego by pracować.

 

- Aki, nie przemówisz jej do rozumu. W tej chwili wolałaby być w swoim łóżku.

 

Kikuchi Kiyo - pogodna, niebezpieczna i buntownicza, a zarazem jedyna osoba, która utrzymuje naszą grupę w całości.

 

Szkoda tylko, że dała zmanipulować się tym mądralom i zrobiła im na przekór, poprzez zostanie z nimi. Przecież to czysta głupota.

 

*Bum, bum, bum

 

Trzy eksplozje dobiegły z okolicy. Szlag… już wiem jak to się skończy.

 

- Jedziemy.

 

O skąd ja to wiedziałam. Nasz wspaniały pan pomogę wszystkich, ruszył w kierunku eksplozji.

 

- Nie odpuścisz?

 

I po co ja pytam, skoro i tak wiem co on odpowie? Czyżby jakaś część mnie wierzyła w to, że jednak sobie odpuści?

 

- Ktoś może być w niebezpieczeństwie.

 

Oczywiście, że może być w niebezpieczeństwie. Szkoda, że z całą pewnością będę to ja i Mineko, w końcu tylko nasza dwójka podejmuje się jakichkolwiek niebezpieczeństw.

 

- Aki wiem, że zazwyczaj ci tego nie mówię, ale jesteś bezużyteczny na polu bitwy, a twoja chęć pomocy innym naraże mnie i Mineko, więc lepiej jeszcze raz zastanów się nad tym albo jutro obudzisz się w bardzo, ależ to bardzo niekomfortowym miejscu.

 

Może to mu w końcu przemówi do rozumu? Znosiłam jego zachowanie przez bardzo długi czas, ale tego już dość.

 

- Rozumiem.

 

Odpowiedział i przyspieszył. Zaraz go zabi…

 

- Co to jest?

 

Pytanie na miejscu, ale sytuacja jak najbardziej podejrzana.

 

Samochód wbił się do salonu, a za nim wbiegło jakieś szare coś. To na pewno nie zombie, ani demony. W takim razie zostaje tylko Yōkai albo inny, mam nadzieję, że to nie jest ten drugi.

 

- Dobra to ja lecę.

 

Hm?

 

Czy to co właśnie ujrzałam nie było człowiekiem?

 

Człowiekiem, który wleciał do pomieszczenia na piętrze z dość wielkim impetem.

 

- Kiyo, mogłabyś?

 

Zapytałam, gdyż wydanie jej rozkazu jest równe z tym, iż mi odmówi. Jej natura jest denerwująca, jednak nie mam zamiaru bawić się w tekstu typu: “Czy mogłabyś nie niszczyć tych okien?” Z oczywistych powodów jest to zbyt kłopotliwe, dlatego wolę poprosić.

 

- Nie widzisz co się dzieje?!

 

Wykrzyczał wyraźnie zbyt przejęty Aki, jednak te monstrum szło właśnie w kierunku tego ludzkiego pocisku.

 

To pora bym wkroczyła.

 

Moją zdolnością jest grawitacja, posiadam rangę A z biegłością na poziomie piątym. Potrafię używać jej przez przedmioty oraz na wiele różnych sposobów, które poznałam od Kiyo.

 

Wraz ze zwiększeniem grawitacji w obrębie metra wokół innego, na podłodze pojawiły się pęknięcia, a następnie wraz z ostrzałem pociskami próżniowymi w wykonaniu Kiyo, zmniejszyłam oddziaływanie grawitacji na swoje ciało i momentalnie pojawiłam się przed chłopakiem, który był w fatalnym stanie.

 

Moje umiejętności analizy również są absurdalne, bowiem dzięki używaniu grawitacji z nikłym skutkiem, jestem w stanie sprawdzić stan wewnętrzny człowieka. Wystarcza mi do tego umieszczenie w jego wnętrzu epicentrum mojej mocy, co jest bardzo łatwe. Jak genialna jest Kiyo skoro wpadła na tak dziwaczne zastosowanie mojej zdolności? Chyba będę musiała ją spytać, bo sama nie do końca nie pamiętam jak to niby działa.

 

- W jakim stanie jest ten człowiek?

 

Jak zwykle w porę.

 

- Kilka ran powierzchniowym, złamana prawa noga i krwotok wewnętrzny. Ratować?

 

I po co zapytałam, skoro znam odpowiedź? Chyba naprawdę mam jakąś nikłą nadzieję na to, że jednak Aki wyleczy się z głupoty.

 

- Ratuj.

 

Heh… to było oczywiste.

 

- Zrozumiałam.

 

Zmniejszając wpływ grawitacji na ciało tego chłopaka do tego samego stanu co mój, stworzyłam trzecie epicentrum, które utrzymuje pozostałe dwa obok siebie. W ten sposób unikam jakichkolwiek obrażeń, które mógłby doznać ten człowiek podczas przenoszenia.

 

Moment, i już jestem obok zaparkowanego samochodu, a Aki natychmiast zaczyna leczyć tego dzieciaka.

 

Ciekawi mnie tylko jakim trzeba być człowiekiem, by przed śmiercią patrzyć w oczy innego. Nie boi się on śmierci, czy stracił może chęć do życia? Jeśli to drugie to Aki pierwszy raz spotka się z ochrzanem za ratunek.

 

Myśl o tym, jak Aki z szokiem na niego spojrzy i to jaką reakcję na jego twarzy wywołałaby taki bieg wydarzeń, budzi we mnie ciekawość.

 

Chwila moment i chłopak odzyskał przytomność. Jego stan był nieskazitelny. Brak ran, złamań, Aki poradził sobie nawet z krwotokiem wewnętrznym.

 

Gdyby nie ta przydatna zdolność, prawdopodobnie traktowałabym go jeszcze gorzej, a nie… chwila to nie jest prawdopodobne, a pewne.

 

- Gdzie… gdzie jest Aya?

 

Przebudzony chłopak z groźnym spojrzeniem szybko przeleciał po nas wzrokiem.

 

- Kim jesteście?

 

- Esperami rządowymi, uratowaliśmy ci życie.

 

Heh, że też mówisz coś takiego z takim spokojem nie ryzykując życiem.

 

- Możesz mnie opuścić?


Skierował to pytanie do mnie, po zorientowaniu się, że lewituje. Tylko… skąd wiedział, że to moja zdolność?


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.