Rozdział 56 - Kuro - Praca zespołowa

W momencie gdy kojące ciepło przeszło przez moje ciało, odpłynąłem, a gdy oprzytomniałem znajdowałem się przy trójce ludzi, których pierwszy raz widzę na oczy.

 

- Gdzie… gdzie jest Aya?

 

Zapytałem jeszcze lekko zamulony, po czym rzuciłem najbardziej pasującym do tej sytuacji pytaniem:

 

- Kim jesteście?

 

- Esperami rządowymi, uratowaliśmy ci życie.

 

Esperzy rządowi? Jaki jest sens nazywania się w taki sposób skoro teraz rząd nie istnieje? A co najważniejsze… jestem w powietrzu.

 

- Możesz mnie opuścić?

 

Tak to pytanie było najbardziej na miejscu i tego właśnie oczekuję od tej czarnowłosej dziewczyny, która po tym jak zadałem to pytanie, spojrzała na mnie wyraźnie zdziwiona.

 

- S-skąd ty?

 

Bo jestem pierdolonym jasnowidziem? Nie no tak naprawdę to po prostu strzelałem.

 

- To opuścisz mnie, czy nie. Mam coś do zrobienia.

 

- Co takiego? Może pomożemy?

 

Co jest z tym gościem? ADHD?

 

- Chyba cię pojebało!

 

Ee… czemu ta dziewczyna od tej dziwnej lewitacji też to powiedziała? To może…

 

- Czemu mnie przedrzeźniasz?

 

I znowu oboje to powiedzieliśmy. Jasnowidzka jak się patrzy.

 

- Dosyć tego. Nie bawi mnie to. Mam potwora do zabicia.

 

W tej samej chwili szaraczek zeskoczył z pierwszego piętra i ruszył w naszym kierunku, powoli się rozpędzając.

 

- Pierdolony potwór!!!

 

Krzyknąłem, uskoczyłem i zarzuciłem nicie na jego szyję, by te po raz wtóry zostały zerwane.

 

Ten potwór zaczyna mnie denerwować.

 

- Formacja B! - krzyknęła krótko ścięta blondynka.

 

To brzmi fajnie jednak, czy w ogóle będą w stanie zrobić coś temu potworowi? Przeżył on potężną eksplozję znajdując się w jej centrum, więc wątpię by dwie dziewczyny coś mu zrobiły.

 

I dlaczego ten chłopak ucieka? Czy nie powinien jako pierwszy rwać się do walki?

 

Pod szaraczkiem asfalt zaczął pękać, a on sam gwałtownie zwątpił, po czym potężny podmuch prawie zdmuchnął mnie wzdłuż ulicy, na szczęście uratowałem się dzięki swojej zdolności.

 

*Wrraagh

 

Jakoś nie robi sobie z tego większego problemu, jednak ataki dziewczyn też nie są zbyt potężne.

 

- Mineko! Gotowa?

 

- Pewnie.

 

Nie dość, że gadają podczas walki to… w sumie to współpracują. Jednak czy to im w czymkolwiek pomoże, przeciwko szaraczkowi?

 

Wraz z podmuchem, czarnowłosa dziewczyna zaszarżowała na potwora, który całkowicie się na niej skupił.

 

To moja okazja. Nie odpuszczę sobie zaatakowania odsłoniętego przeciwnika.

 

Naciągając nicie na maksa, wykorzystałem je jako trampolinę i niczym ludzki pocisk wystrzeliłem w kierunku potwora. Używając nici do kontrolowania swojej pozycji względem przeszkód, dotarłem do szaraczka w tym samym czasie do czarnowłosa.

 

Wytworzony przez mnie podmuch wiatru, podwiał jej włosy, jednak zbliżając się do tego potwora, poczułem łamanie w kościach.

 

- Idiota!!! - krzyknęła blondynka, w momencie gdy ciąłem po plecach szaraczka, który w następnej chwili został wystrzelony w powietrze.

 

What is that? Oczywiście, pytam serio. Nie mam zielonego pojęcia, co się właśnie odjebało.

 

- Może to zdolność, jednej z tych dziewczyn. - rzekł Toin stojąc przy znaku drogowym.

 

Akurat, gdy myślałem, że już się nie pokaże to on się pojawia wtedy, gdy w ogóle nie jest potrzebny.

 

- Gdybyś przynajmniej mógł walczyć…

 

- Do kogo ty gadasz, skup się na Innym.

 

Ta blodynka naprawdę zaczyna mnie wkurzać, jednak muszę przyznać jej rację. Szaraczek jest ważniejszy.

 

Nim spadł na ziemię, rozciągnąłem nici do najostrzejszego stanu jaki potrafiłem, dzięki czemu porządny plaster skóry z mięsem, z pleców tego potwora oddzielił się od niego.

 

Nie dość, że wygląda to ohydnie, to jeszcze ma on na to wyjebane i znowu atakuje.

 

- Możesz się nie wtrącać w naszą walkę?

 

- Mowy nie ma.

 

Odpowiedziałem to co pomyślałem słysząc głos czarnowłosej i rozciągając kolejną partię nici, przygotowałem się do podobnego do tego sprzed chwili ataku, gdyż wygląda na to iż tylko jego plecy są podatne na ataki.

 

- W takim razie stosuj się do wytycznych.

 

Krzyknęła blondynka, a czarnowłosa ruszyła w kierunku szaraczka.

 

Ten jednak nie dał się i w oka mgnieniu pojawił się przed nią z wyciągniętą łapą. Skończył jednak wystrzelony w powietrze, po którym biegała blondynka.

 

Ee… chwila, chwila… bieganie w powietrzu? Zajebiście.

 

- Powtórz to co zrobiłeś!

 

Krzyknęła, gdy szaraczek spadał z głową odchyloną od tyłu.

 

Atakując bez wahania ruszyłem w jego kierunku, nicie porządnie wbiły się w szyję, jednak na chwilę przed oddzieleniem głowy zostałem złapany za prawą dłoń i z nieziemską siłą rzucony w budynek.

 

Na szczęście blondynka zareagowała, a ja nie doznałem żadnych większych obrażeń, jednak mój nadgarstek został skręcony, a najgorsze w tym wszystkim jest to, iż ten potwór po uderzeniu o ziemię, złączył swoją głowę z tułowiem.

 

- Wycofajmy się, nie dam rady dalej walczyć.

 

Nie spodziewałem się takich słów po czarnowłosej, jednak w dokładnie tej samej chwili skrzynka na listy uderzyła w szaraczka.

 

- Kuro nic ci nie jest?

 

Aya z troskę krzyknęła w moim kierunku, a po chwili obok niej pojawił się Mamoru z Kazuki.

 

- To ty jeszcze żyjesz?

 

Zarzucił pytaniem, które tylko on mógł wypowiedzieć, a w odpowiedzi Aya szturchnęła go łokciem.

 

- My tu mamy problem!!! - krzyknęła czarnowłosa, a ja zorientowałem się, że ten ich uciekinier, trzyma moją prawą dłoń.

 

Jebany gej.

 

- Co ty odpierdalasz?! Nie dotykaj mnie!!!

 

Moja reakcja jest jak najbardziej na miejscu. Gość macał moją… sprawną rękę.

 

- On cię uleczył. Aki spadaj stąd, Inny zaraz zacznie szaleć.

 

Oczywiście czas na cały ten dialog mieliśmy tylko dlatego, że ona znowu go przytrzymywała. Zmęczenie było po niej widoczne, gdyż cała była spocona, a jej szara koszulka przylegała do niej, podkreślając przednie walory, które są o wiele większe od tych Ayi.

 

Kurwa, o czym ja myślę?

 

- Mamoru, utrzymaj go w powietrzu. Aya ty zwiąż mu nogi i ciągnij, a ja zajmę się rękoma. Blodyneczko, zrób nacisk na plecy w górę.

 

Po wydaniu poleceń spojrzałem na czarnowłosą, która miała już trudności z oddychaniem.

 

Gdyby ten potwór nie był niewraźliwy na większośc naszych ataków i tak usilnie pilnował swoich pleców, to ona pewnie sama by go załatwiła.

 

- Wiesz co robić?

 

Zapytałem, a ona przytaknęła i wypuściła szaraczka ze swych sideł.

 

Wszyscy w jednej chwili wykonali moje rozkazy, a potwór tylko zaryczał z bólu, podczas walki o życie. Szkoda tylko, że wytworzone dzięki naszej współpracy warunki, pozbawią go głowy.

 

Pomimo iż my szybko wywiązaliśmy się ze swojej części ona potrzebowała kilku oddechów na złapanie powietrza.

 

Mimo iż ręce mi odpadały, a reszta pewnie też odczuwała zmęczenie, krzyknąłem by każdy trzymał szaraczka, jakby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobią przed śmiercią.

 

To powiedziałem było prawdą, gdyż tylko to nas czekałoby, jeśli ten potwór by przeżył, jednak po chwili czarnowłosa zebrała siły i wykończyła go.

 

- Zwycięstwo! - krzyknąłem.

 

W ten oto sposób wszyscy skończyliśmy leżąc na środku ulicy obok zwłok szaraczka. Tylko Toin patrzył z boku i pogwizdywał.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.