Rozdział 75 - Satsuki - Ciąg dalszy..

Po pozbyciu się napastników, zebrałem z dachu bronie i rzuciłem je w kierunku Tsuki, która bez najmniejszego problemu zadbała o ich “bezpieczne lądowanie” za pomocą swojej zdolności, po czym zeskoczyłem z dachu.

Kurwa, moje biedne autko zdobyło pierwsze rany po bitwie...
Pieprzone szumowiny, co im strzeliło do głowy by strzelać do samochodu?!

 

- Widzę, że bardziej martwisz się o swój samochód, a nie o nas... - powiedziała Kamiko, w której głosie można było usłyszeć nutkę pretensji.

 

Hmm, jak to rozegrać tak, aby uniknąć ewentualnej kłótni słownej.

Ah! To takie oczywiste.

Użyję tego!

 

- Wierzę w wasze umiejętności. - powiedziałem - Ciężko mi uwierzyć, że ktoś taki jak Wy, mógłby mieć problem z osobami ich pokroju.

 

- Przynajmniej jesteś tego świadomy... - powiedziała Kamiko, której ton odrobinę się zmienił.

 

Wygrałem.

 

- Nie wiedziałam, że kolor twojej elektryczności może ulegać zmianie... - zauważyła Tsuki - Możesz zmieniać jej kolor według własnej woli? - zapytała lekko zainteresowana.


- Niby tak, jednak sporą rolę grają tu moje emocje. - odpowiedziałem. - Dlatego jak zobaczysz czarny kolor, to lepiej trzymaj się z daleka, bo wtedy mam problem z samokontrolą. - zażartowałem.

 

Kontrolę nad sobą mam całkiem niezłą.

Faktycznie, czasem wygląda jakby mnie nosiło, jednak staram się myśleć racjonalnie.

Zostawianie jednak pozorów, poddania się gniewowi - sprawia, że przeciwnik jest skłonny popełniać pewnego rodzaju błędy - które łatwo można wykorzystać.

“Szlag, nauka nie poszła w las, co Sensei?”

 

Po zatankowaniu do pełna i zrobieniu małego zapasu - napełniając kanister, ruszyliśmy w dalszą trasę.

W moje rączki trafiło całkiem ciekawe urządzenie - cb radio, które wyciągnąłem z radiowozu.

Bez najmniejszego problemu przeniosłem je do swojego autka, jednocześnie łącząc się z otwartą linią - możliwe, że jakieś ciekawe informacje wpadną w nasze ręce, czyż nie?

W końcu z całą pewnością, istnieje sporo grup korzystających z krótkofalówek - no i nie wspominając o tym, że lepiej mieć więcej informacji, czyż nie?

Mniejsza o detale - kilkanaście minut później, byliśmy już w trasie.

 

---

Kilka dni później..

---



 

Dotarcie do tego miejsca zajęło nam zdecydowanie za dużo czasu.

To znaczy jeszcze nie dotarliśmy - można powiedzieć, że jesteśmy już o krok.
Przed nami jeszcze most i jestem w domu...

Jaki most?
Ten prowadzący do małej wysepki, znajdującej się o dwa tysiące metrów z hakiem od większego lądu - jednym słowem - jedyna droga aby tam dotrzeć, to albo przejechać tym jedynym mostem lub przepłynąć.

mountainCastle.png

Z oddali wygląda jakby to była wielka góra, na małej wysepce - jednak to nie do końca prawda - po drugiej stronie była całkiem spora płaszczyzna, utwierdzająca w przekonaniu, że jest to po prostu mała wysepka z dużą... No dobra, olbrzymią górą.

Piasek, woda i mały domek obok góry - idealne warunki do zabawy na plaży, w dni pełne nudy...

 

Obok owego domku, była oświetlona jaskinia - było to miejsce, które wymagało przejścia - jeśli oczywiście chciałeś dostać się na górę.

Wjazd na górę był całkiem spory, więc mogę tunelami śmignąć nawet naszym czołgiem.

Ba, nawet prawdziwy czołg, dałby radę tu wbić.

Jadąc jaskinią, można było dostrzec wiele różnych rozwidleń, które zostały w pewien sposób zablokowane.

 

- Lepiej unikać zagłębiania się w zamknięte strefy - powiedziałem do Tsuki i Kamiko, które rozglądały się po jaskiniach. - System jaskiń jest cholernie rozbudowany, więc jak wejdziecie to szansa na samodzielne wyjście jest... Zerowa. - dodałem po chwili.

 

Gdy dojechaliśmy na szczyt góry, pierwsze co rzuca się w oczy to olbrzymi zameczek. Gdyby nie fakt, że został on odnowiony prawdopodobnie nie nadawałby się do zamieszkania.

Gdzieniegdzie były też większe budynki, które kiedyś pełniły rolę wież obserwacyjnych - a teraz, służą jako mieszkanka lub magazyny.

Jest tu nawet kilka siłowni, baseny i sporo ukrytych komnat - w końcu projektowała to Yukikaze~sensei.

 

- Nic się tu nie zmieniło... - wymamrotałem, wciąż rozglądając się po okolicy.


Poza terenem mieszkalnym, znajdował się tu sporej wielkości las - i ku mojemu zdziwieniu - prosperująca farma.

 

Zgadza się - wcześniej tego tu nie było...

 

“Naprawdę to zrobiłeś, Sensei..”  - pomyślałem.


Sam widok prosperującej farmy, uświadomił mnie o obecności Senseia i jego ludzi, co sprawiło, że nawet ktoś taki jak ja, był w stanie się szczerze uśmiechnąć.

 

Zatrzymałem samochód kawałek od wielkiego muru, ochraniającego zamek i większą część tego pięknego małego królestwa.

 

- Czemu się zatrzymaliśmy? - zapytała Kamiko.

 

- Muszę komuś “głośno” oznajmić, że wróciłem do “domu” - odpowiedziałem, jednocześnie szukając w tablecie pewnej piosenki - Gotcha!

 

Wychodząc z samochodu puściłem na pełną głośność jedną z moich ulubionych ostatnio piosenek - This war is ours.


Po co to zrobiłem?
Czy to nie oczywiste?
Chce sprowokować do działania uczniaków Yukki~sensei, którzy czają się w okolicy...
Tak będzie zabawniej, co nie?

 

Oczywiście wszystko poszło zgodnie z moim planem - kilka minut później, byłem w stanie zauważyć kilkanaście ukrytych osób, które oczekiwały na dobry moment do ataku - standardowa taktyka.


Oddaliłem się kilka kroków od samochodu, tym samym prowokując ukrytych w cieniach ludzi do ruchu.


Bez chwili zawahania każdy z nich ruszył na mnie.

Ah, jakie to nostalgiczne...

I to nie żart - takie akcje zdarzały się dość często - cóż, ale tylko w dojo Yukikaze~sensei...

 

Uniknąłem pierwszego ciosu lekko uchylając się w tył, jednocześnie wykonałem drobną kontrę - odpychając lewą ręką napastnika, tym samym posyłając go na drzewo.

Kątem oka zauważyłem, że nadchodzą na mnie ataki z trzech stron - szybkim ruchem wykonałem lekki obrót i poczęstowałem kolejnego z nich kopnięciem, uniknąłem ataku z góry i odskoczyłem unikając trzeciego ataku skierowanego w moją klatkę piersiową.

 

Eh, nie patyczkują się...

Wychodzi na to, że...

NIE BĘDĘ SIĘ NUDZIŁ!

 

W ostatniej sekundzie uniknąłem ataku drewnianym mieczem, wytrącając go z ręki przeciwnikowi - a następnie samemu go łapiąc w locie.

Dawno się nim nie bawiłem, jednak...

Chyba pamiętam co i jak...

Szlag, ta zabawka jest trochę za lekka, no cóż...

 

Gdy byłem już gotowy na ciąg dalszy, usłyszałem znajomy głos mówiący:

 

- Wystarczy tej zabawy.

 

Spojrzałem na górę, dostrzegając na murku siedzącego Hisokę~senseia, który zeskoczył z niego i powiedział.

 

- No proszę, więc to jednak prawda, że złego diabli nie biorą...

 

- Jak widać. - odpowiedziałem wzruszając ramionami. - To zresztą dotyczy nas obu, co nie?

 

Hisoka~sensei cicho się zaśmiał.

 

- Bezczelny jak zawsze, Natsuki. - mówiąc to wyciągnął pięść, aby przybić żółwika.

 

Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy - on mimo wszystko się nie zmienił, co nie?

Przybiłem żółwika i odpowiedziałem.

 

- Pewne rzeczy się nie zmieniają, sensei.

 

Tak wkroczyłem w kolejny epizod swojego życia.

Z całą pewnością będzie on lepszy, od tego co do tej pory przeżyłem w tym postapokaliptycznym świecie....


--
Bang.



 


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.