Rozdział 80 - Kuro - Beznadziejna Sytuacja

Słysząc uderzenia w te cholerne drzwi, czułem jak coś zaciska się na moich skroniach, lecz wiedziałem, że jest to tylko moja wyobraźnia. Wiem, że jestem w szoku. Wylewa się ze mnie krew, słyszę dobijające się do mnie zombie i zdaje sobie sprawę z tego, że w każdej chwili mogę dostać jeszcze diabła na twarzy.

 

- Chuj wam wszystkim w dupę!!! - krzyknąłem wkurwiony tą sytuacją.

 

Jednak może równie prawdziwym stwierdzeniem będzie, że jestem w beznadziejnej sytuacji i czuję jak zbliża się mój koniec? Ja nie chcę umierać, nie tutaj, nie teraz, nie w takiej sytuacji, nie w jakimś opuszczonym magazynie podczas pierdolonej apokalipsy.

 

Czując chłód i uspokajając się, zrozumiałem, że zbliża się mój koniec. Mój wzrok wylądował na moich dwóch ranach postrzałowych, a moje zmysły zaczęły wariować. Z chwili na chwilę jęki zombie robiły się coraz głośniejsze i głośniejsze sprawiając, że czułem, jakby moja głowa miała zaraz eksplodować.

 

W tym samym momencie wpadłem na pomysł, dość chory i pojebany pomysł przeprowadzenia na sobie operacji. W końcu panuje nad nićmi, więc nie powinno być nic dziwnego w tym, że mogę zszywać własne rany.

 

Pozytywne myślenie sprawiło, że bez chwili wahania powoli wprowadziłem nić do rany postrzałowej z zamiarem dorwania tych cholernych pocisków i wyciągniecia ich, potem zostanie mi już tylko zszyć ranę. I co, kurwa, najgorsze muszę to zrobić na żywca. To boli, cholernie boli i sprawia, że mam zamiar po prostu dać sobie spokój, lecz z drugiej strony moje pragnienie życia jest silniejsze.

 

Czując jak nici docierają do obcej substancji w moim organizmie, powoli i delikatnie zacząłem je owijać wokół pocisków i dopiero, gdy byłem pewien, że skutecznie je owinąłem, jednym szybkim ruchem postanowiłem je wyciągnąć.

 

Krew strzeliła z rany, a ja poczułem napływ bólu, który sprawił, że z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy. Cały się trząsłem i nie mogłem opanować moich dłoni. Krew opuszczała moje ciało coraz szybciej i tym samym coraz bardziej byłem świadom tego, co na mnie czeka, jeśli się nie przyłożę.

 

- Kurwa!!! ... pierdole. - udało mi się wyciągnąć tylko jeden zawszony pocisk.

 

Starając powstrzymać się moje drżące dłonie, zrozumiałem, że jest to daremne i pod wpływem nagłego dreszczu, wywołałem nici, którymi ciąłem się po dłoniach. Jest to dodatkowe krwawienie, jednak nie tak poważne, jak kula w moim ciele, przez którą widzę wciąż rosnącą pode mną kałużę krwi.

 

Ból rozchodzi się po całym moim ciele, jednak udało mi się powstrzymać moje dłonie i raz jeszcze wprowadziłem nić do rany po postrzale. Skończyło się na tym, że po chwili wydobyłem drugi pocisk i już miałem zacząć zszywać moje rany, gdy nagle ujrzałem, jak powstrzymujące zombie żelazne drzwi, wyginają się, jakby były zrobione z gumy, po czym z impetem wyleciały z zawiasów.

 

Istota za to odpowiedzialna cisnęła nimi wzdłuż całego magazynu, a ja patrząc na nią z osłupiałym wyrazem twarzy, zdałem sobie sprawę z tego, że mam przejebane. Nie żebym nie wiedział o tym wcześniej, ale teraz po prostu jest jeszcze gorzej. Jest tak beznadziejnie, że nie mam pojęcia, jak wyrazić słowami to, jak bardzo mam przejebane.

 

- Chyba mamy naszego uciekiniera. - głos rozszedł się w powietrzu, na chwile po tym jak jęki zombie ucichły.

 

Moje powieki lekko opadły, a po chwili zostałem otoczony przez mrok.

 

Boom

 

Usłyszałem wybuch, po czym przed moimi oczyma pojawił się nikt inny, jak Mineko, która chwyciła mnie i w następnej chwili wylecieliśmy przez wielką dziurę w dachu magazynu.

 

“Bezpieczny” pomyślałem, tracąc przytomność.

 

---Perspektywa Mineko---

 

Po tym, jak tylko zdałam sobie sprawę z mojej beznadziejnej sytuacji, starałam się ze wszystkich sił użyć swojej zdolności i choć widziałam, jak jest ona używana na mnie, to nie mogłam zaakceptować tego, że została skradziona.

 

W ostatniej chwili udało mi się ją aktywować i bez chwili zawahania, zmieniłam moich oponentów w kałuże krwi i rozgniecionego na papkę mięsa.

 

Pierwszy raz użyłam mojej umiejętności w charakterze tam zabójczej i nieludzkiej broni, lecz dzięki temu wychodzę z tej walki zwycięsko.

 

Nie trwało to jednak długo, gdyż wiedziałam, że nie mam czasu na odpoczynek. Opuściłam moje pole bitwy i wystrzeliłam w powietrze. Nie mam czasu do stracenia, muszę skontaktować się z…

 

Kątem oka w oddali dostrzegłam jakąś wielką sylwetkę i instynktownie postanowiłam to sprawdzić, lecąc w ów kierunku szybko ujrzałam doki oraz wiele magazynów. Do jednego z nich starali się dostać zombie, a ów wielka sylwetka własnie kroczyła w ich kierunku.

 

Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że to, iż byłam w stanie dostrzec ją z mojej poprzedniej pozycji jest trochę niemożliwe. Może po prostu mi się wydawało i to, że naprawdę znalazłam tu tego potwora to zwykły zbieg okoliczności?

 

Schodząc w dół w taki sposób, by uniknąć wzroku tego potwora, spojrzałam do środka magazyny, do którego to dobijały się zombie i zmierzał ten cholery potwór, a tym co ujrzałam w środku był leżący w kałuży krwi Kuro.

 

- Kurwa!!! ... pierdole. - krzyknął z wyrazem cierpienia na twarzy, po czym z jego rąk wystrzeliła krew i zaczął coś robić, po chwili jednak wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej spokojny.

 

Nagle jednak wraz z przelatującymi przez magazyn drzwiami ujrzałam przez to okno, jak pojawia się ten wielki potwór i jakiś człowiek.

 

- Chyba mamy naszego uciekiniera. - powiedział, nie kryjąc uśmiechu na swojej twarzy.

 

Szlag by to. Co ja robię? Kuro potrzebuje pomocy!

 

Nie tracąc czasu, wyskoczyłam w powietrze i aktywując mój pancerz zwiększyłam swoje przyciąganie. Z impetem rozbiłam sufit, zbliżyłam się do Kuro, złapałam go i rzuciłam się do ucieczki. Walka z tym potworem byłaby zbyt ryzykowna, szczególnie, że Kuro jest ranny.

 

Nie minęła chwila, a oddaliłam się tak bardzo, jak tylko mogłam.

 

Aktualnym miejscem, w którym jestem z Kuro jest apartamentowiec, do którego wpadłam przez okno. Natychmiast postanowiłam zająć się Kuro. W tym celu szybko wzięłam się za przeszukanie apartamentów w poszukiwaniu bandaży, lecz jednym co spotkałam były zombie.

 

Po tym, jak nic nie znalazłam w ciągu kilku minut, natychmiast wróciłam, a tym co ujrzałam był zszywający swoje rany Kuro.

 

To, co robił właśnie przy pomocy swojej zdolności wygląda niezwykle boleśnie, jednak Kuro w niesamowitym skupieniu kontynuował zupełnie, jakby nie zauważył nawet, że wróciłam.


 


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.