Rozdział 84 - Kuro - Czym sobie na to zasłużyłem?

- Heh… to naprawdę się udało. - oznajmiłem patrząc na to jak stworzone przeze mnie nicie znikają w płomieniach, a zarazem pochłaniają tego przeklętego diabła.

 

Mineko jest w moim rękach i uderza mnie łokciem w klatkę piersiową, a ja nadal patrzę w płomienie, które może tak, a może i nie zabiły tego cholernego diabła.

 

Jedno jest pewne, ten potwór posiada zbyt szeroki asortyment zdolności esperskich. Muszę coś z tym zrobić, jeśli chce go zabić.

 

Tak, dobrze słyszeliście. Mam zamiar zabić tego potwora i to nie dlatego, że muszę. Po prostu chcę być pewny, że w przyszłości jak trafię na równie potężny byt, będę

w stanie stawić mu czoła. Nie mogę uciekać przez wieczność, gdy takie monstra rosną w siłę.

 

Przetrwanie apokalipsy zombie i ewentualna walka z innymi esperami to jedno, ale jeśli takie potwory miałyby biegać zamiast zombie i esperów to nie widzę dla

siebie przyszłości w tym świecie. Muszę zrobić dla siebie w nim miejsce, a pierwszym ku temu krokiem będzie zabicie tego diabła.

 

- Powiedziałam, żebyś mnie wreszcie postawił na ziemię! - wraz z tym krzykiem dostałem łokciem w szczękę, co sprawiło, że się przewróciłem z Mineko na rękach.

 

Gdybym upadł jeszcze sam byłoby to do zniesienia, ale teraz przyciska mi klatkę piersiową i nie mogę oddychać.

 

- To kara za to, że nie chciałeś mnie puścić. - mówiąc to sama spojrzała w płomienie, gdy nagle gwałtownie odwróciła się w moim kierunku. - To żyje!

 

Słysząc te słowa wstałem natychmiast. Te cholerstwo jest naprawdę twarde.

 

- Uciekamy, a przynajmniej na razie. - oznajmiłem i zacząłem wycofywać się w przeciwnym do diabła kierunku.

 

- Jak to na razie? Uciekajmy stąd! Nie chcę walczyć z tym potworem.

 

- Ten potwór jest absurdalnie potężny. Wolę by na apokalipsa była wypełniona zombie, a nie takimi cholerstwami.

 

- Przecież nawet nie wiesz, czy takie osobniki w ogóle się powtórzą.

 

- Od samego początku spotykam coraz to gorsze monstra. Mam tego serdecznie dość. Ponadto przez te cholerstwo byłem zmuszony sam się pozszywać. Wiesz jak

to boli?

 

- …

 

Nie wygląda jakby zamierzała to skomentować i słusznie. Sam nie chce tego ani komentować, ani do tego wracać, a co gorsza…

 

 

- Mineko! To ty?  - nagły krzyk z nie do końca znanego dla mnie kierunku dobiegł do moich uszu, wskutek czego natychmiast się zatrzymałem. Mineko, która to była

wołana zatrzymała się o chwilę szybciej niż ja i natychmiast zaczęła błądzić wzrokiem po okolicy.

 

- Kogo to głos? Nie wydaje mi się bym go znał.

 

- Też nie jestem pewna, ale brzmi znajomo. - odpowiedziała, rozejrzała się wokół i nadgryzła wargę, gdy ostatecznie niczego nie znalazła.

 

- Mineko! Tutaj! - raz jeszcze ów głos rozszedł się w powietrzu, a osoba, która krzyczała ukazała się niewielki kawałek przed nami.

 

- To Kamiya. - wyszeptała cicho Mineko, po czym wystrzeliła jak strzała w jego kierunku.

 

Nie mogłem zrobić niczego innego jak za nią ruszyć, lecz gdy tylko wylądowaliśmy obok ów poszukiwanego przez nas mężczyzny, przeraźliwy ryk rozszedł się w

powietrzu, tym samym sprawiając, że po moich plecach przeszedł dreszcz.

 

- Tędy. - powiedział Kamiya i przeszedł przez drzwi, a ja i Mineko za nim.

 

Nie żeby coś, ale dopiero co go znaleźliśmy, a już się rządzi i nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że jest z nim coś nie tak.

 

- Gdzie ty byłeś? Szukaliśmy cię. Co się stało? - Mineko, która szła od razu za Kamiyą posłała w jego kierunku serię pytań.

 

- Byłem tutaj. Straciłem kontakt z profesorami, a to wszystko przez te wielkie diaboliczne cholerstwo napakowane esperskimi zdolnościami.

 

- Wcale się nie dziwie. - skomentowałem byleby coś powiedzieć,.

 

- Nie poznaję ciebie, kim jesteś? Nowy?

 

Nowy i odświeżony. Serio? Dopiero teraz mnie zauważyłeś? Ehh....

 

- Ta… mów mi Kuro.

 

- Miło mi cię poznać. Jak już pewnie wiesz, jestem Kamiya.

 

Nie no, skąd? Przecież wcale cię nie szukałem.

 

- Na uprzejmości cię wzięło? Znalezienie ciebie było naszą misją, więc skoro ją wykonaliśmy to wracajmy. Ja nie mam zamiaru walczyć z tym czymś. Był on w stanie

oprzeć się nawet mojej grawitacji.

 

- Wybacz Mineko, ale w takim razie nie będę mógł z wami wrócić. Ten wynaturzenie musi zginąć.

 

I to mi się podoba. Nie potrzebujemy apokalipsy złożonej z takich monstr.

 

- Aż się dziwię, ale ja się z nim zgadzam.

 

- Kuro…

 

- Co?

 

- Dziwnie się zachowujesz, wiesz? Coś się w tobie zmieniło.

 

- Z pewnością ilość szwów, ale nie latam z nimi na wierzchu, więc prosiłbym cię o nie patrzenie mi pod koszulkę.

 

- Widzę, że nieźle się dogadujecie. - skomentował Kamiya, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Ja przez dłuższy okres czasu nie miałem się nawet do

kogo odezwać.

 

- Nie mów mi, że… - Mineko nie skończyła, bo wyraźnie nie chciała nawet tego robić.

 

- Tak… wszyscy z mojej drużyny zaginęli.

 

- Zaginęli? Nie zginęli? - zapytałem, gdyż skoro ten potwór był ich problemem, to raczej spodziewałbym się tego drugiego.

 

- Tak zaginęli. Ponadto udało mi się dojść do tego z czym tak naprawdę walczymy.

 

- Nie krępuj się, możesz mówić.

 

- Za chwilę. - mówiąc to nagle się zatrzymał i otworzył drzwi.

 

Od momentu w którym przekroczyliśmy drzwi na dachu, szliśmy cały czas w dół i mogę być pewien, że w tej chwili jesteśmy przynajmniej dwa albo trzy piętra pod

ziemią.

 

- Fajna kryjówka. - skomentowałem widząc magazyn należący z pewnością do wielkiego sklepu spożywczego.

 

- Zapasy to podstawa. Bez nich nie przeżyłbym tych dni. - mówiąc to włączył światło, wskutek czego dostrzegłem wielki karton, który po brzegi był wypełniony

przekąskami.

 

Nie mam co sobie odmawiać. Podszedłem i chwyciłem za opakowanie ciastek, po czym dostrzegłem jak Kamiya i Mineko się we mnie wpatrują.

 

- Coś nie tak? - zapytałem nie wiedząc o co im chodzi.

 

- Jak ty możesz jeść w takiej sytuacji? - zapytała Mineko nie ukrywając zdziwienia na twarzy.

 

- Normalnie. - odpowiedziałem, po czym ciasto wpadło do mych ust. - Ponadto to Kamiya miał nam coś powiedzieć, a przerwał.

 

- Tak… więc aby nie owijać w bawełnę powiem to od razu. Naszym przeciwnikiem nie jest diabeł, a zjawy.

 

Zjawy? Ma na myśli duchy?

 

- Kamiya? Jakie zjawy?

 

- Są to istoty niematerialne, które są w stanie przejąć ciało dosłownie wszystkiego. Mogą wejść we wszystko począwszy od zwierząt, po ludzi, a nawet zombie i na

diabłach kończąc. Nie znam sposoby na pokonanie ich, ale mogę was zapewnić, że wiem jak powstrzymać kontrolowanego przez nich diabła.

 

Bosko… zombie, demony, a teraz jeszcze duchy.

 

Czym sobie na to zasłużyłem?

 

========================================================================

 

To teraz tak. Komentować, lajkować itd, a jak nie podoba wam się postać Kuro to pisać komentarze,

bo ich brak sprawia, że mój brak czasu na pisanie, przeradza się w brak czasu i chęci xD


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.