Rozdział 88 - Kuro - Starcie ze Zjawami (1)
 Gdy tylko się najadłem opuściliśmy kryjówkę i zaczęliśmy poruszać się po mieście. Jednak nie mam przez to na myśli chodzenia i jeżdżenia. My po prostu lecieliśmy. Ja przy pomocy moich nici, a Mineko swojej grawitacji. Kamiya, który dzięki zdolności Mineko powinien zachowywać się jak balon napompowany helem, był ciągnięty przeze mnie na jednej z moich nici.

- Musimy zwrócić na siebie uwagę. Mineko możesz?! - krzyknął Kamiya.

Jak mógłbym odebrać Mineko tą zabawę? Oczywistym jest, że chce ujrzeć potęgę moich nici.

Wystrzeliłem przed siebie zostawiając za sobą Mineko i przywiązanego do niej Kamiyę. Wyprostowałem obie dłonie, gdy nagle zacząłem spadać i ciąłem poziomo, moją najostrzejszą nicą. 

Przeciąłem budynek tak idealnie, że ani Mineko, ani Kamiya tego nie dostrzegli, jednak gdy tylko posłałem jej spojrzenie, zrozumiała co chcę by zrobiła.

Zbliżyła się do budynku i zmieniła oddziaływującą na niego grawitację, odcięta przeze mnie część wyleciała nagle w powietrze, jednak ze względu na to, że było to zbyt wiele dla Mineko, momentalnie spadła tworząc przy tym nieprawdopodobne zniszczenia.

W jednej chwili usłyszałem jak w naszym kierunku tej spustoszenia z daleka wychodzą najróżniejsze potwory, a w tym zombie na ich czele, których ilość jak zawsze przytłaczała.
Nie minęło nawet więcej niż pięć, minut gdy dostrzegliśmy naszego diabełka i jego armię. Zupełnie jak muchy do gówna, wszyscy nasi wrogowie zlecieli się tutaj momentalnie.

- Kuro!

- Tak wiem, zostaw ich mi. Mineko!

- Ruszam.

I tak oto rozdzieliliśmy się z Mineko. 

- I jak Kamiya? Gotowy?

- Mam granaty, karabin i kilka gnatów. Zobaczymy, czy wystarczy to do wkurwienia tego diabełka.

- Liczę na ciebie.

- Nawzajem. 

Po tej wymianie zdań, czekał aż diabeł wkroczy w jego zasięg, podczas gdy ja niczym kamień spadłem na ziemię. Wokół mnie momentalnie zaczęły gromadzić się potwory, jednak nie zamierzałem czekać, aż do mnie podejdą.

Momentalnie stworzyłem wokół siebie trzy warstwy ostrych nici, w które zombie i inne wielkie, bezmózgie potwory zaczęły wpadać jak głupie. Dla demonicznych kundli przygotowałem bardzo kleistą nić, którą równie szybko co tą pierwszą rozłożyłem na ziemi i niczym bóg u którego stóp odchodziły niezliczone życia stałem w centrum konstrukcji z nici, która eliminowała wszystkich bezmózgów wokół mnie.

- Okej pora się zabawić. - powiedziałem, po czym zacząłem działać na własną rękę. - Tak… ten diabeł jest mój i zabije go nim Mineko uratuje esperów. Nie będę też polegał na Kamiyi.

--- Perspektywa Kamiyi ---

Mineko ruszyła uratować esperów, a Kuro rozpoczął walkę z armią umarłych. Będąc szczerym jego zdolność ani trochę nie wydaje się już być czymś normalnym. Stoi sobie w samym środku chaosu jaki stworzył.

Wszystko co na niego naciera zostaje pocięta na trzech wysokościach przez przerażająco ostre nicie, a to co przemknie pod nimi przykleja się do ziemi. Czyżby potrafił zrobić też lepką nić? To się robi po prostu chore, a biorąc pod uwagę, że przed chwilą rozciął budynek bez najmniejszego problemu zaczynam widzieć w tej zdolności coś przerażającego.
Jakim cudem coś takiego jak zdolność manipulacji nićmi, może być tak absurdalna?

Gdy tam sobie rozmyślałem, ujrzałem jak czarty i kontrolowani przez zjawy ludzie zaczęli gromadzić się wokół tej jednostronnej rzezi. Patrząc na to całe moje ciało drży z podniecenia. Dla mnie, osoby, która może tylko widzieć więcej od innych, dla której walka z zombie 1 vs 1 bez broni jest śmiertelnym zagrożeniem, oglądanie takiej walki wydaje się być niczym wciągnięcie do jakiegoś snu.

Gdy tak wszystko zaczęło się zatrzymywać przez robiącymi z zombie niciami, w końcu ujrzałem to co było naszym, albo przynajmniej na ten moment moim celem. Ujrzałem tego cholernego diabła, którego ślepia były wpatrzone w postać Kuro.

Nagle zniknął mi z oczu, a ja szybko przesunąłem swój wzrok na Kuro. Diabeł momentalnie pojawił się przed nim i zaatakował, ale Kuro jakimś cudem udało się uniknąć ataku i odskoczyć do tyłu, jednak w tym samym momencie diabeł pojawił się przed nim i swoją wielką szponiastą łapką przebił go na wylot.

Poważnie? Kurwa! Co ja robię?!

Złapałem za karabin przycelowałem i wystrzeliłem bez zawahania w plecy diabła. Nic on sobie z tego nie zrobił. W sumie nie dziwię się. Minęło za mało czasu… 

Pora na granaty….

--- Perspektywa Kuro ---

Gdy tylko diabeł pojawił się obok mnie odskoczyłem, po czym ujrzałem jak przebija swoją łapą moją marionetkę z nici. Zrobienie jej w tym chaosie i podmienie się z nią było piekielnie trudne, ale złapałem diabła.

Nagle w powietrzu rozeszła się seria strzałów z karabinu, a po chwili poleciały nawet granaty. 

Co za debil! Zniszczy moją marionetkę. Dobra, teraz albo nigdy.

Jednym ruchem dłoni sprawiłem, że z mojej marionetki wystrzeliły nicie, które utwardziłem i w tej chwili były niczym włócznie. Wszystkie jednak zawiodły, lecz to nie koniec. W momencie, gdy rozbiły się o niego jak o niezniszczalną tarczę, rozpadły się i w tym momencie wkracza ich nowa właściwość. Lepkość ukazała swą potęgę.

W miejscu w którym wcześniej stałem, a potem moja marionetka, ziemia nie była obłożona tą nicią, więc nie mogłem utrzymać diabła. Zobaczymy jednak jak zareaguje teraz. Gdy jego ruchy są ograniczone. Ciekawi mnie też jak to zadziała na jego teleportację.

Nim jednak zdążyłem przygotować kolejną serią ataków, obok niego pojawił się mężczyzna w garniturze. Jest schludnie przycięty i ma okulary, lecz oprócz tego unosi się w powietrzu.

- Gratuluję utrzymania tego potwora w ryzach. I kimkolwiek jesteś to ci dziękuje dzieciaku. - w tym momencie jego dłoń wbiła się w diabłą i wyciągnął coś niemalże przezroczystego.

- I na tym kończy się twoja władza.

Po chwili coś co było chyba zjawą zostało zgniecione przez tego mężczyznę, po czym sam wszedł w ciało diabła.

- O tak… - z ust diabła wydobył się głos, który wydawał się pochodzić z wnętrza piekła. Zupełnie jakby tysiące zmarłych dusz przemawiało przez ciało tego potwora. - W tym świecie, gdzie ludzkie życie nic nie znaczy, siła jest wszystkim. Ta istota przez wątpienia jest najpotężniejszym bytem jaki znalazłem. Będzie dla mnie idealną zabawką bojową.

- Kim ty do cholery jesteś?! - krzyknął stojący na dachu Kamiya.

- Jestem człowiekiem, którego moc esperka przebudziłą się dopiero po śmierci. Jestem duszą, która może przejmować ciała, a w tej chwili jestem bogiem!

Ten gość bogiem? Chyba nie rozumie, że mam zamiar zabić tego cholernego diabła.

- Sorka Kamiya, ale to twoja wina, że jeszcze tu jesteś.

Podczas zamętu przecinałem wszystkie pobliskie budynki, a teraz przy pomocy lepkiej nicy mam zamiar użyć ich do zmiażdżenia diabła i żaden martwy dziwak mi w tym nie przeszkodzi!

- Zdychaj! - krzyknął i wszystko wokół skierowało się na diabła.

Zobaczymy czy przetrwasz cholerny potworze.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2019 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.