Rozdział 30.1 - Jak się żyje, gdy Rush nie żyje 1
Autorem jest @Artur, postanowiłam uwzględnić jego ff w mojej fabule, bo naprawdę mi się spodobało ^^ Akcja dzieje się 30-35 lat po śmierci Rusha.

Tymczasem po przeciwnej stronie kontynentu słońce chyliło się ku zachodowi. Pomarańczowe niebo delikatnie oświetlało wąskie uliczki i wijące się wszędzie podniszczone drewniane budynki. Jak na slumsy, budynki miały okna, przez co wyglądały na „naprawdę bogate”. W niewielkiej odległości znajdowała się brama murów oddzielających ubogą część od szlacheckiej. To właśnie przez tę okolicę mieszkania wydawały się w naprawdę dobrym stanie, w porównaniu z dalszymi częściami.

Właśnie w tym miejscu siedziała malutka dziewczynka, na oko około 13 lat. Jej blond włosy były sklejone brudem, a jej talia była nikła, jakby miała zaraz zniknąć. Na pierwszy rzut oka była bardzo niedożywiona, a jej policzki delikatnie się zapadały. Klatka piersiowa nie była zbytnio rozwinięta, jednak dało się zauważyć małe pagórki z widocznie przebijającymi się budowlami przez porwaną i wybrudzoną szarą, za długą bluzkę. W jej drgającej podniesionej ręce tkwiła wyszczerbiona, drewniana miska. Ilekroć przechodzień znajdował się w jej pobliżu, jej ręka powolnym i spokojnym ruchem wyciągała się w jego stronę w błaganiu. Jej suche i spierzchnięte usta nigdy nie wydały dźwięku. Prawdopodobnie siedziała tu już masę czasu, jednak naczynie nadal było puste. Jej głowa oparła się o drewnianą chłodną ścianę, a jej słabnąca świadomość powoli chciała wprowadzać ją w objęcia morfeusza.

Mosiężne drzwi oddzielające szlachecką stronę od slamsów otwarły się ze skrzypem. Około pięciu rycerzy wparowało do biednej części obstawiając wąską uliczkę. Słychać było głośne kroki człowieka ubranego w kaszmirowe ubranie, który wędrował teraz po tej uliczce. Jego ochroniarze ze srebrnymi nieużywanymi mieczami nie pozwalali się do niego zbliżyć. Podstarzały facet zauważając delikatne i młode ciało oparte o ścianę, podniósł dłoń i wskazał ją palcem. Z władczym głosem odezwał się.

-Weźcie ją! Pewnie jest bezdomna, uratujemy ją!

Kilku mężczyzn w obdartym ubraniu fuknęło w złości. Kim jest ta drobna osoba, aby mieć szansę na lepsze życie od nich? Chyba jakiś bóg obdarzył ją maksymalnym szczęściem. Z odrazą zastanawiali się, czemu nie urodzili się w lepszych rodzinach lub nie byli właśnie taką młodą i okazałą kobietą. Wtedy mogliby sobie przygruchać kogoś (szlachcica), wtedy celem ich byłoby - żreć i leżeć do końca swych dni!

Z zamyślenia wyrwało ich huknięcie drzwi bramy. Wracając na obrzydliwą ziemię zrobili zwrot i zajęli się swoimi sprawami.

________________________________________________________________________________

Zgodnie z rozkazem szlachcica służki ściągały z drobnej postaci łachmany. Z zaskoczeniem zauważyły jej absurdalny stan. Anorektyczki przy niej to tłuste wieloryby. Dobra, zejdźmy na ziemię, nie jest tak źle. Jednak jej brzuch wyraźnie wskazywał dokładne miejsca żeber. Młode kobiety delikatnie i z troską złapały ją i umieściły w parującej beczce pełnej gorącej wody. Delikatnie wiadrami płukały jej ubrudzone, blond włosy. Czesząc jej wcześniej sklejone włosy, zauważyły ich blask. Przez chwilę ich serca trawiła zazdrość. Jakby patrzyły na wschodzące słońce. Na ich twarzach zakwitł delikatnie uśmiech, jakby ta piękność nigdy nie zdołała już skraść serc ich mężczyzn. Jedna służąca stanęła w drzwiach i ujęta jej urokiem niemal nie upuściła tacy z jedzeniem. Wzięła się w garść i zaczęła ją karmić, iż ta wydawała się tak słaba i krucha...

Woda została zabarwiona czernią przez brud z każdego zakamarka jej ciała. Młoda panienka po kąpieli niemal błyszczała w stłumionym świetle. Służki krzątały się, przynosiły piękne szaty i próbowały dopasować do jej malutkiej talii. Wreszcie zrezygnowane zostawiły na niej przykrótką za małą szatę z jedwabiu. Pracownice przyniosły podobny jedwabny pasek, zawiązując go w talii. Jej ubranie mimo paska, nie zakrywało jej całego ciała. Szata pokazywała jej pępek i rowek między małymi piersiami. Ubranie pokazywało nogi w całej okazałości, a ta mała przerwa między ubraniami działała nieziemsko na każdego mężczyznę.

____________________________________________________________________________

Niedawno została zaprowadzona do pokoju z wielkim łożem. Zauważyła przy oknie zawieszony pięknie zdobiony materiał. Był dokładnie szyty, pewnie na specjalne zamówienie. Takie coś nazywało się firanką, niemal niespotykaną, nawet wśród uboższej szlachty. Mimo, że w pokoju panował półmrok, widziała piękne zdobienia na każdym meblu. Służki zgasiły wszystkie świece, przez co mrok ogarnął wszystko. Delikatna dziewczyna wślizgnęła się pod lekką kołdrę. Zazwyczaj były ciężkie i można było się bardzo spocić pod nimi. Jednak ten został wypchany czymś bardzo lekkim. Dodatkowo materiał wydawał się oddychać, co było niespotykane w tym świecie. Ten dom nie należał do normalnych, nawet wśród średniej klasy szlacheckiej. Nawet w pokoju gościnnym pokazywał swoja najwyższą klasę.

Drobna postać zamknęła swoje oczka i chciała wtargnąć do sennego świata. Ten dzień należał do najcięższych. Również jej brzuch odzwyczajony od jedzenia, teraz jest pełen, doprowadzając ją niemal do bólu. Skuliła się, wlepiając swój wzrok w okno.

Obudził ją hałas otwieranych drzwi. Pierwszą myślą było - ranek, jednak mrok panujący w pomieszczeniu wyprowadził ją z błędu. Poczuła delikatne falowanie łoża, jakby coś ciężkiego zostało rzucone na łoże, więc mimowolnie po jej czole poleciała kropla potu. Czuła przerażający oddech na szyi i bała się odwrócić. Nagle na jej lewym barku poczuła lodowatą dłoń, która schodziła coraz niżej. Przez bok brzucha, aż zatrzymała się na górnej części uda. Mimowolnie całe jej ciało drżało, a jej wzrok wydawał się pusty. Jakby pchnięta ostatnimi siłami odwróciła się i spojrzała na osobę z szyderczym uśmiechem. Mimo mroku była tak blisko, aby zauważyć twarz podstarzałego szlachcica. Ten mając zadowolenie wypisane na twarzy, uniósł rękę i skierował do jej policzka. Jednak, zamiast trwać nadal w uśmiechu, jego grymas zmienił się na wystraszony. Otworzył usta, jednak nie uniósł się nawet jeden dźwięk. Delikatna dziewczynka poczuła zapach szkarłatnej cieczy przed sobą. Jakby nie ona, sprężystym susem stanęła na łożu patrząc na swoje ostrze mroku otoczone krwią. Wlepiła swoje ślepia płonące szkarłatem w człowieka na łożu śmierci.

- Uznaję cię za winnego. Wyrok: Śmierć.

Lekkimi ruchami znalazła się na środku ogromnego pokoju i uniosła swoją dłoń. Pstryknęła palcami tworząc impuls mrocznej energii, niczym echolokacja nietoperza. Fala mroku niezauważalna przez zwykłych ludzi przeleciała po każdym zakątku miasta, znikając dopiero kilkaset metrów za nim. Wyczuła kilka źródeł energii, jednak nie poruszyła nawet palcem.

Po niecałej minucie przed jej oczami z mroku wysunął się rosły mężczyzna, który natychmiast ukląkł na jedno kolano. Drzwi pozostały nienaruszone, ponieważ ten osobnik użył [Cienia] do przeskoku między grubymi ścianami.

- Wzywałaś? Melduję się na rozkaz o wielki demonie Ayako cho Gina Komiko Kiyomi MiMasa Reiko Shinju Teruko Yoshie yuuko Harumi Luna…

Dziewczyna mimowolnie fuknęła i ze złością wypisaną na twarzy spojrzała na tego mężczyznę. Jej wzrok wwiercał się w niego. Na jego czole pojawiły się ślady potu, a sylwetka mimowolnie zadrżała. Drobna kobieta donośnym tonem oznajmiła.

-Nazywam się OFF…

Po chwili ciszy dodała niespiesznie.

- FUCK OFF. Jeszcze raz nie nazwiesz mnie pseudonimem Luna, to przysięgam, że przez tydzień będą zlizywać twoje wnętrzności z tej ściany.

Nie każdy człowiek jest świadomy, że im potężniejszy demon, tym więcej posiada „prawdziwych” imion. Najsłabszy „wyższy” demon posiada ich około sześciu. Była to stara, pradawna i zapomniana już zasada. Luna uwielbiała uczyć się nowych rzeczy, więc odprawiła rytuał nadania nazwy. Został ukryty w kartach historii, bo każdemu wydawał się bezużyteczny. Dziś między demonami prowadzi się walki, aby ustalić hierarchię, ale za dawnych czasów to właśnie same imiona demona pokazywały jego moc. Dziś to tylko smaczek na kartach życia.

Jej ostrze mroku - sztylet - rozpłynęło się w powietrzu. Jej blond włosy błyszczały, a jej talia działała bardzo kusząco, razem ze zbyt kusą szatą. Jej anorektyczne ciało powoli nabierało normalnych kształtów, normalnie odżywionego dziecka. Mimowolnie zwróciła uwagę na swojego poddanego, który dziwnie dyszał… Może to przez jej ukazaną energię? Natychmiast zdusiła w sobie moc demonów i stała się ponownie nie do wykrycia. Z pewną dozą irytacji zaczęła wywód.

- Kto by dał wiarę, że te wszystkie plotki o porwanych żeńskich dzieciach w slumsach miały zalążek prawdy. Jednak cały tydzień dochodzenia jest naprawdę męczący.

Mówiąc to, było słychać strzyknięcie w jej karku. Zrobiła kilka przysiadów i zakręciła biodrami, aby rozgrzać zastygłe mięśnie. Tylko tyle ćwiczeń zdołała zrobić, gdy z cienia wyłonił się demon „Bizon”, który dostojnie, jak prawdziwy szlachcic ukłonił się i z jego ust wydobył się głos.

-O wielka Luno…

W pokoju wybuchły mordercze intencje skierowane w kierunku poprzedniego, tajemniczego demona. Kobieta, wlepiając wzrok w dyszącego nadal mężczyznę podeszła do niego, odzywając się głośno i wulgarnie.

- Widzisz, padalcu?! Da się pseudonimem?!

Jej zabójcze intencje niemal rozsadziły pokój. Dwoje mężczyzn natychmiast padło na kolana i czołami uderzali w ziemię, aby uspokoić swoją panią. Energia mroku powoli ustępowała na widok przepraszającego „Bizona”. W końcu on akurat nic nie zrobił…

Atmosfera się wreszcie uspokoiła, więc obaj wrócili do przyklęku na jedno kolano. Luna kiwnęła głową do nowo przybyłego dając znak, aby skończył składanie raportu. Ten z zastanowieniem się chciał już zacząć mówić, ale umilkł przypominając sobie coś. Po jakimś czasie milczenia wydukał pierwszą frazę.

- … … O Wielka… Pani. Zgodnie, z wcześniejszymi instrukcjami przeszukaliśmy podziemia pałacu i natknęliśmy się na zwłoki w różnych stopniach rozkładu. Ciała były bardzo malutkie i było widać pobicia, smagania biczem... Zgodnie z pani rozkazami na temat zmarłych zaklęliśmy wszystkie znalezione dusze w tych monetach i składamy ci je w ofierze.

Demon rzucił w jej kierunku sakwę. Luna otworzyła ją, spoglądając na około trzydzieści miedzianych monet, z wygrawerowaną czaszką. Była zdumioną taką ilością zaklętych dusz. Jeśli by wziąć poprawkę na to, że dusze mogły przejść już reinkarnację lub opętać kogoś, to tych ofiar będzie pewnie więcej niż pięćdziesiąt.

Wyczuła następne dwa źródła mrocznej energii blisko siebie i zauważyła dwa demony w maskach będących już w pomieszczeniu. Jeden z nich miał maskę w kształcie dzioba ptaka zrobionego w połowie z twardej skóry, w połowie z twardego metalu. Na twarzy drugiego widać było maskę czerwonego lisa. Obaj pojawili się już w tradycyjnym przyklęku, jednak w ich wyciągniętych dłoniach było po kilkanaście monet z brązu, z grawerunkiem dwóch mieczy. Te przedmioty wskazywały na zlikwidowaną świtę szlachcica, od rycerzy, przez kucharzy, aż do… Zwykłych służek.

Luna otworzyła Przejście do pewnego miejsca w Podziemiu zwanego „Polem Kary”. Ostatnio przybyli kiwnęli głowami i wrzucili zebrane monety do Przejścia.

- Wszystkich martwych strażników, kucharzy i służki uznaję za współwinnych. Nakazuję im wieczne cierpienia ich dusz na Polu Kary. Natomiast wszystkie ofiary… Hmm…

Wreszcie podejmując decyzję, uwolniła każdą duszę z osobna i zmówiła osobiście „modlitwę” do bóstwa ciemności o ochronę. Każda z tych dusz dostanie zaszczyt reinkarnacji w demona. Po skończonej robocie złożyła jeszcze ogólna „modlitwę” za wszystkie poszkodowane.

Niech teraz odzyskają możliwości i życie, które straciły w takich okolicznościach.

Lolita podeszła jeszcze raz do ciała szlachcica i napluła na jego twarz. Wzięła jego drżącą duszę i zaklęła w zakrwawioną, złotą monetę. Wysłała ją do sfery tortur, wypowiadając imię Wiecznego Kata, jednego z największych panów w Podziemiu.

- O wielki Tartarze, przyjmij go pod swoje skrzydło.

Ze słabym, zmęczonym uśmiechem, lekko machała się na boki. Prywatna prośba o opiekę jednego z największych katów kosztowała ją wiele sił. Jednak teraz jest pewna, iż trafił do najgłębszych części Pól Kary, prowadzony za „rączkę” przez ulubieńca piekieł. Jej złość została prawie rozwiana. Mimochodem kopnęła jeszcze słabo w nogę łoża i wymruczała do siebie.

- Gdyby nie ten zasrany Rushder Vergim, nie musiała bym się tak męczyć z ludźmi. On serio musiał kopnąć w kalendarz od jakiegoś słabego Bohaterka? Rzygać mi się chcę.

Z uśmiechem wyprostowała się, spoglądając na poddanych. Nic nie jest tak uspakajające, jak nabluzgać sławnego, martwego demona. Patrzyła jak cztery demony, są w nią intensywnie wpatrzone. W pokoju było już jasno, bo słońce wychyliło się znad horyzontu. Wtedy nagle sobie coś przypomniała.

- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Z piskiem schowała się za szafą i, jak nie ona z jękiem wydała rozkaz.

- N-natychmiast przynieście mi jakieś normalne ubranie! Nie wstyd wam?! Mam dopiero 40 lat…

Dwie istoty w maskach zostały owinięte mroczną energią i po chwili rozpłynęły się w powietrzu, nie dając znaku, że kiedykolwiek tu były.

Dwa demony spojrzały na siebie i porozumiewawczo westchnęły ze smutkiem. Obaj nie mieli nawet najmniejszej chęci wychodzić z tego pokoju… Jednak czując narastającą chęć mordu, użyli [Cienia] do jak najszybszej ucieczki.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.