Rozdział 34.1 - Jak się żyje, gdy Rush nie żyje 2
Druga część ff @Artura ^^

Budynek Gildii, gdzieś w środkowej części Kontynentu.

Młoda dziewczyna powolnym krokiem zbliża się do lady. Jej twarz, nie pierwszej jakości, okazuje uśmiech. Piegi na policzkach dodają jej niecodziennego uroku, jednak ogólna ocena to nadal 6/10.

Pomieszczenie wypełnia cisza, a każdy z obecnych awanturników wlepiał w nią wzrok. Każdy z zebranych osób wydawał się czegoś oczekiwać. Ekspedientka uśmiechnęła się, mówiąc do siebie - „Ona żyje…”.

Jeb, bum, jeb, trach…

Takie właśnie odgłosy przerwały ciszę. Jednak nikt nie wyraził cienia zaskoczenia tym faktem. Ekspedientka natychmiast wyciągnęła mopa spod lady i zmyła krew ze schodów. Podeszła do ciała leżącego na ziemi, dokładnie wycierając przedmiotem tył czerwonej głowy. Używała do tego brutalnej siły, nie przestając nawet przez chwilę. Słychać było jęki stłumione przez drewniane panele.

- Panie Mistrzu Gildii, czy mógłbyś choć raz nie dokładać mi roboty?

Jej twarz wykrzywiła się w niesmaku. Takie sytuacje są tak częste, że nie robią już na nikim wrażenia. Mistrz gildii wreszcie się podniósł, na jego nieszczęście za pomocą kopniaka… Złapał się za brzuch i z wyrzutami rzucił do ekspedientki.

- KOCHANIE! Mogłabyś być trochę milsza? Chociaż przy ludzi…

Jeb.

Z pewnością jest to dość agresywna kobieta. Nie było jeszcze tak głupiej osoby, aby choćby posłała w jej kierunku krzywe spojrzenie.

W tej Gildii to nie Mistrzowi się nie podskakuje… Tylko tej miło wyglądającej panience za ladą. Myślę, że każda osoba opisywałaby ją jako wspaniałą, piękną, uczciwą i silną. Mimo faktu, że niekoniecznie tak jest, ale co poradzisz! Jak nie lubisz przebywać co chwile u uzdrowiciela albo maga, który cię leczy?

Wilk w owczej skórze powiedział długo wyczekiwane słowa.

- Misiu, jak zawsze masz wejście Smoka. Wiem, że zainteresowała cię ta cisza na dole! Zobacz, kto przyszedł. Każdy z obecnych czeka na jej raport.

--------------------------------------------------

Zacznijmy może od początku, może ktoś z was dopiero dołączył do Gildii.

Wszystko zaczęło się od jednej misji która, okazała się o dwie rangi wyżej, niż było podane. Nie wiem, co by się stało, gdyby zajął się tym ktoś o podanej wcześniej sile. Wioska „Northguard” zmieniła pana Feudalnego.

Okazało się, że władze uzyskała bezprawna Gildia. Podstawiła swoją osobę, aby tylko móc zarabiać jeszcze większe ilości pieniędzy. Pierwszym ich ruchem było podniesienie podatków trzykrotnie. Dodali jeszcze dodatkową opłatę w żywności, przez co zwykli wieśniacy nieraz chodzili głodni. Osoba, która miała więcej grosza przy duszy, miała o wiele lepsze życie. Oczywiście, jeśli zapłaciła odpowiednią cenę.

Wioska zorganizowała jeszcze miejsce na jedne z największych targów niewolników. Z tego, co zauważyłam, sprzedawali nawet porwanych awanturników. Niestety moja jakakolwiek interwencja mogłaby mi w znacznym stopniu zaszkodzić. Już dostanie się do środka, sprawiło masę kłopotów. Raz pomyślałam, że zginę marnie. Zostałam zaatakowana przez kilku gości. Wtedy też urwał się ze mną kontakt.

--------------------------------------------------

Ekspedientka i Mistrz gildii stali na samym środku pomieszczenia wysłuchując jej słów do końca. Każdy awanturnik w sali stał na baczność, podejmując już w sercu decyzję. Porozumiewali się tutaj bez słów.

Bum, bum, bum.

Trzy głośne stuknięcia rozniosły się po mieście, sugerując wielki „Rajd”. Misję dla całej Gildii. Był to dźwięk tak rzadki, że dzieci przystały na chwilę, wsłuchując się w każdy odgłos. Zbili to swoim śmiechem, wracając do zabawy.

---- Jakiś czas później ----

Dźwięk stali rozchodził się po całej wiosce „Northguard”. W zewnętrznych częściach płonęły budynki i leżały trupy ludzi z czarnymi orderami na piersiach. To właśnie oni byli z Mrocznej Gildii. Nie spodziewali się ataku ze strony innej wsi tak szybko. na dodatek moment ich ataku był bardzo dobry. Dzięki temu mogli szybko uzyskiwać przewagę, nad przerzedzonymi ludźmi.

Dziewczyna z piegami tańczyła z mieczem w dłoni, posyłając precyzyjne cięcia w tchawice przeciwników. Odbijała się zręcznie od skrzynek i ścian budynków, kończąc każdy wyskok przynajmniej jedną śmiercią.

Mistrz Gildii mając na siebie ciężki ekwipunek, powoli wędrował przed siebie. Praktycznie ani razu nie machnął nawet mieczem, będąc coraz bardziej zaskoczony towarzyszką. Wiedział, że ta osoba skrywała swoją siłę, ale bez przesady. Dopiero teraz wierzył, że zlecona jej misja była o dwie rangi wyżej niż sądzili. W duchu - wtedy gdy byli w sali chciał jej wierzyć, w końcu zapierała się na wszystko, że trzeba zmobilizować całą Gildię…

I miała rację, potrzebni byli wszyscy. Prócz jej. Z tą dziewczyną pewnie wystarczyłaby tylko polowa sił. Tylko Mistrz nie był pewny, czy wtedy nie byłoby więcej ofiar.

Podzielenie ich na grupy po czterech, było niesamowicie dobrą decyzją. Informacje, że wrogowie poruszają się tylko w trójkach… Jak i dokładne obszary, które pilnują. Dzięki temu wszystkiemu byli w stanie wyśrubować straty do minimum.

Będąc tak zamyślonym, mistrz nie zauważył ciała przed sobą, tracąc równowagę i lądując plackiem na ziemi. Z szoku wypuścił miecz z ręki, który przecinał powietrze...

- Widzę, że mój mistrz, jak zawsze w formie. Naprawdę nie zauważyłam, jak on się do mnie zakradł… Dziękuję… Naprawdę dziękuję!

Piegowata dziewczyna wyjęła ostrze z głowy mrocznego przeciwnika. Delikatnym krokiem podeszła do tulącego glebę, wręczając mu miecz i pozwalając wstać. Był naprawdę ciężki w tej zbroi, a jego wytrzymałość była godna podziwu. To było jego pierwsze „zabójstwo” w tej „misji”.

Dziewczyna wierzyła w jego umiejętności bitewne. W końcu trafić przeciwnika rzutem tak ciężkiego miecza, z takiej odległości… Nie dziwne, że po tym stracił równowagę i upadł. Przynajmniej tak sądziła.

Jednak Ekspedientka zna o nim całą prawdę. To nie jego umiejętności uczyniły go tym, kim jest, ale ciapowatość połączona z maksymalnym levelem szczęścia.

----------------------------------------------------------

Ciapowaty w otoczeniu swoich przyjaciół stał nad martwym ciałem Mistrza Mrocznej Gildii. W sali zarządzającej tą wioską skryło się sporo przeciwników, lecz ich ilość zgadzała się z raportem Piegowatej. Będąc dumny, z dobrze wykonanego Rajdu usiadł sobie i wykrzyczał ku wszystkim.

- WRESZCIE SIĘ UDAŁO! Dziś było tak mało ofiar, bo informacje Piegowatej nieraz ratowały nas przed utratą życia! Podziękujcie jej teraz sowicie!

Bum bum bum.

Hałas od ich oręża roznosił się po całej posiadłości, wskazując na ukończenie przez nich misji. Również dzięki słowom Mistrza było to podziękowanie małej i silnej informatorce. Rosły mężczyzna wstał wreszcie z podłogi.

- Piegowata wystąp! Chcę cię wyściskać, a po tym ruszamy do domu!

Awanturnicy rzucali okiem na swoją okolicę szukając tej kobiety. Ku zdziwieniu ich wszystkich nigdzie jej nie było. Osoba, której tyle zawdzięczali, znikła i to nie wiadomo kiedy! Mistrz Gildii widział jej umiejętności, więc nie martwił się tym, że mogłoby jej się coś stać. Już prędzej trzeba byłoby go samego zbierać z podłogi niż ją…

- No nic. Dobrą robotę zrobiła. Myślę, że po tym mogę ją wreszcie awansować do rangi A. Będziemy mieć już trzy osoby z tą rangą. Żona się ucieszy, podsunę Piegowatą do sparingów, bo ta moja kobieta mnie kiedyś wykończy…

---------- Tymczasem po drugiej stronie budynku -----

Piegowata stała w najbardziej niepozornym i oddalonym pokoju. Skierowała głowę w górę i powiedziała normalnym tonem.

- Wychodź, natychmiast. Wiedziałam, że obserwowałeś mnie od samego początku.

Nagły cień wybuchł przed dziewczyną i pojawił się mężczyzna z maską lisa. W jego aurze można było wyczuć demona.

- Stęskniłem się za Panienką. Jak poszła misja obalania władcy?

Piegowata zaśmiała się głosem delikatnym i kobiecym. W jej oku zakręciła się samotna łza, więc wytarła ją i zwróciła się do demona.

- Głupi jesteś, czy jak? Naprawdę pomyślałeś, że to chodzi?

Gdyby nie miał na sobie maski, z pewnością jego twarz wyrażała by zaskoczenie. Jedynie co okazał po sobie to złość w wypowiedzi. Jego głośny ton atakował rozmówczynię.

- To po co ta cała misja w Gildii?!?! Jaki był sens w sprowadzeniu nam na głowę tylu awanturników? Nie mów, że sytuacja z wcześniej ci nie odpowiadała…

- ZAMILCZ! Nie do mnie takim tonem! Ale, najpierw chyba muszę ci wręczyć nagrodę zapłonu Entów, za szybkie zrozumienie sytuacji.

- Niech panienka Luna teraz nie żartuje! Wychodzę na idiotę…

Nagle z twarzy dziewczyny znikły wszystkie piegi. Jej włosy stały się złote, niczym blask poranka. Przed lisem stał już demon, którego znał w całej okazałości. Jej drobne ręce oplotły policzki twardej maski. Ciekawe co ten jegomość by oddał, aby poczuć ten dotyk na własnej skórze…

- Pomyśl przez chwilę. Z czego to miasto słynie? Jaki jest dzisiaj „specjalny” dzień?

Ciało demona na kolanach trzęsło się. Jakby po jego całym ciele chodziły ciarki.

- Niemożliwe! Naprawdę o to chodziło?! Jednak można byłoby to załatwić w inny sposób…

Luna posłała uroczy uśmiech i delikatnie się po tym zaśmiała. Lis posiadał zbyt mało informacji. Ona wątpiła, czy ktokolwiek znał tak głęboką prawdę, jak ona. Jeśli ktoś posiadałby tą wiedzę, to w najlepszym wypadku miałaby na głowie cały zakon Białego Mrozu, który niedawno utworzyli ludzie chcąc przywrócić porządek i pozbyć się resztek demonów.

- Kocham cię! Naprawdę po wsze czasy!

Luna zwróciła uwagę na Lisa. Wydawało jej się?

- CO? Co ty tam seplenisz?!

Lisa znów przeszły ciarki, ze strachu. Jego maska uniosła się, a sam przestał już klęczeć.

- Nic! Pomyślałem, że naprawdę jestem głupi…

No, przynajmniej miał świadomość, że nie skłamał. Jego poprzednia wypowiedź był, jedna z tych „do żałowania”…


-----------------------------------------------------

Mistrz Gildii spoglądał na ciała porozwalane wszędzie. Każdy z jego świty był w ogromnym szoku. Taka ironia sytuacji, bo sami niedawno wycieli w pień wiele ludzi… Jednak to, co ich zdziwiło, to nie sam fakt trupów w ilości większej niż grzyby po deszczu. Byli w takim stanie przez fakt, że ledwo wyszli z wioski „Northguard”!

To miejsce było sprytnie skryte między drzewami na wzgórzu. Nikt nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie duży dym unoszący się w niebo.

Mistrz Gildii był zaskoczony jeszcze jedną rzeczą. Wymamrotał do swoich ludzi

- Piegowata nic o tym nie powiedziała! Z tego, co widzę, odbywał się tu… Targ niewolników! To dlatego w mieście było tak mało osób z Mrocznej Gildii. Część z nich była tutaj!

Jedyne czego nie powiedział, że były to szkody spowodowane przez demona, lub nawet kilku sztuk. W powietrzu unosił się specyficzny zapach ich umiejętności. Ze swoim doświadczeniem nie mógł się pomylić.

W czasie przeczesywania ciał znaleźli nie jedną kartę rangi B! Znalazła się nawet martwa osoba posiadająca aż rangę A! Najdziwniejsze jednak było w tym:

  • a) Nie ma żadnego trupa niewolnika nieludzkiego.
  • b) Całe bogactwo pozostało na miejscu.

Obawy Mistrza się tylko potwierdziły. Naprawdę była to grupa demonów!

Nagle jego uwagę zwrócił dźwięk zrzucanego ciała. Zauważył jegomościa w szatach kupca, który zrzucił z siebie trupa. Gdy tylko ich oczy się spotkały, nieznajomego oblał pot i szybko zamknął oczy, udając martwego.

Mistrz Gildii szedł powoli w jego kierunku. Jego kroki były dość głośne. Będąc już blisko zobaczył, jak szybkim susem kupiec wyskoczył z pięknie zdobionym sztyletem.

- Będę się bronił! Nie podchodź bliżej!

Mistrz Gildii zatrzymał się i popatrzył ze zdziwieniem. - Czy on uważa, że jestem wrogiem? - Pomyślał sam do siebie. Chcąc go uspokoić, zrobił krok do przodu i wyrżnął łbem o jego brzuch, nokautując go. Z jego prawej ręki leciała cienka stróżka krwi, zrobiona przez sztylet.

- Przepraszam, nie chciałem… Potknąłem się. Kim jesteś i co tu się stało?

Kupiec złapał się za brzuch, będąc jeszcze zamroczonym. Chełm, którym dostał był bardzo twardy.

- Najpierw sam się przedstaw! Myślisz, że jeśli zobaczę pierwszego lepszego kolesia całego we krwi, w dodatku po tym, co tu się stało, to z płaczem wlecę w ramiona? Rozumiem, jeśli byś był młodą złotowłosą dziewczyną, to może bym się skusił…

Kupiec patrzył na pożałowania godnego mężczyzny który, nie dość, że na chwile pozbawił go przytomności, to jeszcze zadaje takie głupie pytania. Na szczęście ten zareagował prawidłowo i podał mu swoją kartę awanturnika.

Była tam licencjonowana Gildia, a on był… Mistrzem Gildii?!?! Przez jakieś piętnaście minut na pożodze wzgórza unosił się śmiech. Wszędzie walały się trupy, a gdzieś tam w dobrym stanie znajdował się facet. Awanturnicy zaalarmowani tym zachowaniem zebrali się wokół Mistrza Gildii sami komentując

- Jakbym widział naszą reakcję, gdy się o tym dowiedzieliśmy…

Ciapowaty siedząc naprzeciwko, był zawstydzony. Z doświadczenia wiedział, że trzeba przeczekać „ten stan” Kupca. Wreszcie, gdy stało się odrobine poważniej, otworzył usta, mówiąc co się stało.

Opowiadał o ataku kilku demonów. Zabraniu wszystkich nieludzkich niewolników. Jego opowieść była dosyć niedokładna, w końcu spędził sporo czasu pod zwłokami. Powiedział, że jego karta Kupca została zniszczona przez niego samego, aby nie wiedzieli, nawet po śmierci kim był. Obawiał się, że mogą go porwać dla okupu, w końcu należy do bogatego rodu. Swoją wypowiedź skończył przedstawieniem się.

- W moim otoczeniu zwą mnie… Bizon.

------------------------------------------------------

Lis intensywnie wpatrywał się w Lunę. Rozpoznał plan, o który jej chodziło! Będąc, z siebie zadowolony wypowiedział:

- Targi niewolników! Nowi rekruci do szkolenia i wcielenia w szeregi! Dodatkowo rozwalenie jednego z największych targów niewolników, który był, jak drzazga w oku. Tutaj było najwięcej „nieludzi”! Bardzo sprytne było rozdzielenie sił Pana Feudalnego, na dwie grupy. Większa do bronienia miasta i mniejsza do zabezpieczenia targów! Jeszcze specjalnie podałaś lokalizację wzgórza, aby nie można było być w stanie zauważyć, co się dzieje i mieć lepszy obraz sytuacji. Teraz układając wszystkie części, jestem pewien, że o to chodziło!

Jednak reakcja Luny całkowicie go zaskoczyła. Zbiła go śmiechem i to tak mocnym, że turlała się po podłodze. Była w bardzo dobrym humorze, więc popatrzyła na Lisa, wycierając łzę i powiedziała do niego.

- Po części masz rację. Jednak to było coś o wiele ważniejszego! Choć za mną.

Demon zgłupiał całkowicie. Już samo zdobycie tylu towarzyszy może zostać uznane za sukces, co mogło być jeszcze ważniejsze? Luna pierwszy raz od dawna dobrze się bawi i nie chce go wbić w ścianę. Samo to robi mu w głowie Fidget spinner myśli. (chodzi o taką zabawkę co ostatnio pojawia się w sklepach. A Artur miał na myśli nieogar demonka, któremu wirują myśli w łebku :) )

-----------------------

Powolnymi krokami weszli do swojej kryjówki oddalonej kawał drogi, od wsi. Otwierając drzwi, od piwnicy ukazał się widok małego dziecka w kajdanach. Lis nieznacznie się cofnął, ponieważ dziecko całe było zalane krwią. Dopiero, gdy się poruszyło zrozumiał, że to były jego włosy. Długie, czerwone, jak krew włosy. Spod nich spoglądały na nich świecące, żółte oczy. Miało na głowie jeszcze lekko szpiczaste uszy. Za chłopcem leżał na podłodze gruby ogon w takim samym kolorze, jak jego sierść. Lis zgłupiał teraz jeszcze bardziej, nie wiedząc z początku co powiedzieć… Wydusił z siebie pytanie.

- Co to właściwie jest?

Jedynie o czym pomyślał, to było to, że jest to jakaś odmiana półbestii. Wydawało mu się jakby należał do jego dawnego gatunku lisowatych. Jednak nie tłumaczyło to tak dziwnego odcienia sierści. Widziałby również, jakby była to jakaś rzadka odmiana, ale nie pamiętał, aby w dokumentach na temat swojego dziedzictwa, było coś podobnego.

- Dziwna półbestia. Nie pamiętam nic takiego, a żyje już z 300 lat!

Luna ukazując szczery uśmiech pokręciła głową, próbując wyprowadzić go z błędu.

- W tym czasie nie znajdziesz nie znajdziesz nawet jednego osobnika tej rasy.

Lis podnosił szczękę z podłogi, wpatrując się w dzieciaka. Podszedł do niego, dotykał powoli jego szkarłatne szpiczaste uszy. Przeczucie mówi, że powinien go jak najszybciej zabić! Dziwne uczucie gnieździło się w jego sercu… Strach? Nienawiść? I nutka wanilii? Wróć… Melancholii?

- Tak jak myślałem. Demon odpada z braku mroku w swoim sercu. Krew wydaje się o wiele szlachetniejsza ni normalnej półbestii. Kim on jest?

- Naszym zbawieniem. Silny demon mający za tarczę coś takiego, przeżyłby nawet, mierząc się z bardzo silnym bohaterem.

Lis nie wytrzymywał już tej niepewności krążącej w powietrzu. Zbyt wiele niedomówień. To odpowiedni czas, aby naciskać, bo później się już nie dowie…

- No powiedz wreszcie! Ta niewiadoma mnie zabija!

Luna powoli przybliżyła się do Lisa. Jej usta były niebezpiecznie blisko jego ucha. Na jego czoło wystąpił pot, a namiot powstał w sekundę. Ekhem… Stresował się tym, że zaraz go zbije… Właśnie tak, bądźmy przy tej wersji. Jej ponętne usta wreszcie wyrzuciły jedno słowo. Właśnie wtedy jego ciało spięło się. Przestał przez chwilę oddychać. Gdyby nie maska, Luna teraz tarzała by się na ziemi, widząc jego szok. Starszy demon nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Jąkając się, powtórzył

- J-jak t-to… Krwawy wilkołak?!?! P-przecież ten gatunek wygi…

- Właśnie! Przypomnę, że to my, demony, ich wybiliśmy! Ich populacja zawsze była mała. Jednak wiesz, czego dowiedziałam się w ludzkiej księdze, która była najbardziej ukrytą i zabezpieczoną księga świata? Może teraz przesadziłam, ale przynajmniej dla Demonów jest to prawda. Święte miejsce, święta woda, święte…to i tamto.

Wiesz czemu ta istota jest tak świetna? Ludzie już dawno zapomnieli o umiejętnościach, które działają na Krwawe wilkołaki! Wytrzymałość tego potwora jest niemal boska! Dodaj do tego brak podatności na słabości demona.

Jeśli przez chwile pomyślałeś, że przemienia się w swoją formę, dopiero przy pełni księżyca, lub tak zwanego Krwawego księżyca to jesteś w błędzie! Jest to podgatunek który jest silny jak zwykły wilkołak w czasie pełni. Krwawy księżyc go osłabia i to jest jedyna noc w której może zostać pokonany z łatwością!

Pomyśl coś takiego tankującego demona atakującego z dystansu. Największa siła ofensywna w połączeniu z absurdalnym tankiem. On jest tajną bronią, o której mógłby marzyć każdy z nas. Dobra już się wygadałam. Odprężające! Chciałam wreszcie o tym komuś powiedzieć! Twoje naciski były dla mnie interesujące. Dziękuję.

Lis wiedział, co to oznaczało, jednak nie był już w stanie się nawet poruszyć. Jego głowa oddzieliła się od ciała i wylądowała na ziemi.

- No… Ostrożności nigdy za wiele.

Mówiąc to, ostrze mroku rozpłynęło się w powietrzu.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.