Rozdział 45 - Oszust ukarany...

Wkurzony wróciłem do “Kolorowych Piór”, trzaskając drzwiami. Może nie powinienem, ale w tej chwili mnie to nie obchodzi! Ta chciwa kobieta musi pożałować swojego czynu…

-Och, co się stało, chłopcze? Coś nie tak? - zapytała zdziwiona Romta.

-Cóż… - próbowałem pohamować swój gniew, by nie wyżyć się na niej - Poszedłem do sklepu, który mi pani poleciła, a tam inna pani zabrała moje trzy gledy, dała szmatę i wyrzuciła ze sklepu, jak psa… - chciałem wrzeszczeć i opanowała mnie ochota zniszczenia czegoś doszczętnie, zrównania z ziemią, by nic kompletnie nie zostało.

-Ojej, jak to się stało? Zawsze dobrze traktują wszystkie klientki - zastanawiała się.

-Może nie lubią dzieci? Albo dlatego, że jestem chłopcem? - podpowiedziałem zirytowany.

-Nie, to niemożliwe. Kto cię obsługiwał?

Obsługiwał… Chyba znieważył! I zlekceważył, dopóki będę w tym mieście dopilnuję, by życie tej zarozumiałej i chciwej kobiety legło w gruzach. Tak, to jest dobra myśl.

Uśmiechnąłem się pod nosem i nagle poczułem lekkie uderzenie w czubek głowy.

-Nie wiem, o czym myślisz, ale nie powinieneś robić takiej przerażającej miny. Nie powinieneś też ignorować starszych, ale rozumiem twoje zachowanie. Więc kto cię obsługiwał? - kobieta lekko klepnęła mnie po głowie, zwróciła uwagę i ponownie zapytała.

Muszę się uspokoić, a przynajmniej opanować… Wziąłem jeden, naprawdę długi wdech i głośno wypuściłem powietrze. Siwowłosa obserwowała mnie w milczeniu.

-To była młodsza pani z krótką sukienką - pokazałem ręką poziom rąbka sukni, nieco nad moją głową.

-Ech, ta młodzież - skomentowała kobieta, przykładając dłoń do policzka i kręcąc głową - Chodź, pójdę z tobą.

Staruszka wzięła mnie za rękę i wyprowadziła ze sklepu, zamykając go na klucz. Spokojnym krokiem szła w stronę wskazanego przez siebie sklepu. To irytujące, ale muszę znieść traktowanie mnie, jak dziecko… W końcu z zewnątrz nim jestem… Ach, chciałbym już dorosnąć!

Staruszka weszła ze mną do sklepu, a kobiety przed nią rozstąpiły się w tym ciasny pomieszczeniu, co przerwało moje rozmyślania i było dość ciekawym widokiem. Mimo ciasnoty pchały się na siebie, by żadna nie dotknęła Romty, jakby ta była chora na chorobę zakaźną. Nie, żeby to było miłe, ale było zabawne.

Ta podeszła do lady, a inna pracownica z zakłopotaną miną patrzyła na nią.

-P-pomóc w czymś pani, pani Gwyk?

-Tak - odpowiedziała ze spokojem - Ten chłopiec przyszedł wcześniej coś kupić z mojego polecenia. Zapłata została wzięta, jednak w zamian otrzymał to - położyła na ladzie kiepskiej jakości materiał, który nadawał się tylko do czyszczenia innych rzeczy z brudu - Czy mogę prosić o wytłumaczenie mi tej sytuacji?

Kobieta przed nią miała bladą twarz pozbawioną kolorów i tępo patrzyła na przedmiot na ladzie. Rozejrzałem się w poszukiwaniu tej młodej panienki, która mnie “obsłużyła”... Usłyszałem cichy dźwięk za ladą i puściłem rękę staruszki.

Dziewczyna już w innym stroju kierowała się do tylnego wyjścia. Chce uciec?! Nie pozwolę na to!

-Aaa! - krzyknąłem, wskazując na nią.

Romta i pracownica podeszły i spojrzały na uciekinierkę, która zastygła w bezruchu.

-Hej, ty! Chodź no tutaj! - powiedziała rozgniewanym głosem kobieta, na co dziewczyna niechętnie cofnęła się, a jej twarz wyglądała, jakby była chora.

-Czy to ta panienka cię obsługiwała? - zapytała mnie starsza kobieta.

-Tak. To ta pani, chociaż ma inne ubrania - powiedziałem, patrząc na nią, jakbym miał lekki kłopot z rozpoznaniem jej i pokiwałem głową.

-Ty! - kobieta wściekła się na dziewczynę - Co ty sobie wyobrażasz, kraść pieniądze klientów! Bardzo panią przepraszam, jest mi naprawdę przykro - kobieta skłoniła się przed nią - A ty na co czekasz?! Też masz przeprosić! - chwyciła dziewczynę za głowę i zmusiła ją do pochylenia się - Naprawdę panią przepraszam. Czego pani potrzebowała? Postaram się zadośćuczynić za tą niedogodność, a ty wracaj na zaplecze i porozmawiamy później. Jeśli spróbujesz uciec, popamiętasz mnie! - wygoniła dziewczynę, która miała rumieniec wstydu na twarzy.

Wszystkie kobiety wokół szeptały i pewnie nie obędzie się bez echa tej sytuacji w okolicy, więc dziewczyna ma nieciekawie. A jeszcze ja nie zamierzam jej ułatwiać życia, jeśli trafi mi się jakaś okazja, by jej dokuczyć, na pewno ją wykorzystam! Romta zniosła krzyki kobiety w ciszy, patrząc na nią mam wrażenie, że jest zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jej mina mówi “Zasłużyła na to”.

-Potrzebuję dwa metry grubej tkaniny, chcę zasłony do mojego pokoju.

-Ach, oczywiście. Ile dała pani na nie pieniędzy?

-Trzy gledy.

-Och, co ta dziewczyna wyprawia! Proszę chwilę poczekać - kobieta powiedziała zdenerwowana i poszła na zaplecze.

Rozejrzałem się z niewinną miną, wszystkie kobiety stały i szeptały między sobą. Pewnie chcą wiedzieć, jak to się zakończy. Cóż, niezły bałagan jest z tego, a chciałem kupić tylko materiał na zasłony.

-Proszę - pracownica sklepu wróciła po kilku minutach z ciemnym materiałem i położyła go na ladzie.

Starsza kobieta zaczęła go oglądać, dotykać i marszczyć. Nie rozumiem, po co to robi, ale po tym uśmiechnęła się zadowolona. Najwyraźniej to coś dobrego w zadośćuczynieniu.

-Dziękuję - uśmiechnęła się i przełożyła przez rękę kilkukrotnie złożony materiał - Mam nadzieję, że więcej nie powtórzy się taka sytuacja, jeśli jeszcze kiedyś wyślę kogoś w swoim imieniu - powiedziała i wzięła mnie za rękę, po czym wyszliśmy ze sklepu.

-Oczywiście, bardzo dziękuję - usłyszałem za nami głos kobiety za ladą, a potem wiele szeptów reszty klientek zbijających się w jeden hałas.

Wróciliśmy do sklepu staruszki. Ciekawiło mnie, czemu skłamała na mój temat, więc postanowiłem zapytać.

-Czemu skłamała pani na mój temat? Nie musiała pani.

-Nie musiałam, ale to była prosta rzecz, a nawet tego nie umiała wykonać. To nieodpowiednie zachowanie dla pracownika - odpowiedziała.

-Rozumiem, dziękuję bardzo.

-Drobiazg, pomożesz mi bardziej przy sklepie po prostu - uśmiechnęła się.

-Dobrze - kobieta podała mi materiał - W takim razie pójdę już. - pożegnałem się i wyszedłem że sklepu.

Włożyłem materiał do torby i ruszyłem przed siebie. Chmury zbierały się coraz bardziej, ludzi ubywało z ulic, choć kapłani nadal kręcili się po nich. Czy oni sądzą, że jakiś duch od tak wyskoczy im w biały dzień? Choć jeśli wyjdą za miasto, to ta Zgroza może ich załatwić… Ale nie powinni wyjść. W końcu za murami jest brudno, choć nie żeby wewnątrz nich było lepiej. Mogliby trochę bardziej się postarać o czystość, skoro to miasto. Drażni mnie brud wokół. Ale bycie we krwi od czasu do czasu nie jest złe. … Skąd mi to przyszło do głowy? Kolejna dziwna myśl. Powinienem powiedzieć Egnie o tym zamkniętym duchu? Ale czy Zgroza nie jest teraz ważniejsza?


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.