Rozdział 1
Nareszcie jestem na miejscu, a oto jest strażnik miecza. Udało mi się przebyć całą tę drogę w dość szybkim tempie i zmęczyłam się mniej niż przypuszczałam, skoro wszystkie pokonane przez mnie istoty do tej pory nie były jakimś wielkim wyzwaniem, to i strażnik nie powinien być, będę musiała się trochę namęczyć, ale powinnam dać radę.

Sam strażnik jest szkieletem, zakutym w zbroję, do tego ma na sobie jakieś niebieski strzępy materiału, a w jego oczodołach paliły się fioletowe płomyki. Gołym okiem widać że jest na innym poziomie niż reszta kreatur przebywających w tym miejscu. W ręce trzymał miecz, który jest celem mojej wyprawy tutaj, to na pewno będzie kłopotliwy przeciwnik.

W pomieszczeniu nie ma nikogo innego oprócz nas, a on ruszy się dopiero kiedy wejdę do pomieszczenia, ciekawe czy przyzwie szkielety kiedy zacznie się walka, podobno niektóre nieumarłe stwory potrafią coś takiego.

Ech… rozmyślanie nad tym nic już nie pomoże, mogę się tylko przygotować na każdy możliwy scenariusz.

- Długo zamierzasz tak stać? - (Strażnik)


To mnie zaskoczyło, nigdy bym nie pomyślała, że strażnik może mówić, albo jest to normalne przy potężnych strażnikach? Ważniejszy jest fakt że skoro potrafi mówić, to znaczy że jest inteligentny, a przynajmniej bardziej niż inne stworzenia z którymi przed nim walczyłam.

- Skoro nie chcesz przyjść no to ja przyjdę! - (Strażnik)

Poprawił chwyt na rękojeści miecza i błyskawicznie do mnie doskoczył. Instyktownie odskoczyłam do tyłu i stworzyłam przed sobą ścianę z lodu, miałam nadzieję że kupi mi ona choć trochę czasu, ale myliłam się, kościotrup bez trudu ją rozciął i ponownie ruszył na mnie.

- Mag lodu co? Szkoda że jest on taki kruchy - (Strażnik)

- Nie każdy ma do dyspozycji magiczny miecz wiesz? - (Ja)

Jest źle, on ma rację, tak kruchym lodem nie zdziałam wiele, ale nie wiem ile mocy będę musiała włożyć by móc stworzyć coś co wytrzyma siłę jego ciosu, ani czy w ogóle uda mi się stworzyć coś takiego, w najgorszym scenariuszu skończy mi się mana i nie będe mogła nawet uciec.

- Magiczny? Dobre sobie. - (Strażnik)

Odskoczył na miejsce gdzie stał wcześniej, jednak ja nie zamierzam się do niego zbliżać i zwiększyłam dystan jeszcze bardziej, w teorii nie powinien móc mnie tu atakować, strażnicy po prostu tego nie mogą, ale mam co do tego złe przeczucia.

Wyciągnął w moją stronę wolną rękę, po czym ścisnął ją w pięść, a zza moich pleców z ziemi wystrzelił olbrzymi lodowy kolec o zielonym odcieniu. Udało mi się odskoczyć w bok, ale niewiele brakowało i na tym by się skończyła ta walka. Wiem też przynajmniej że on także używa magii lodu.

- Więc jak będzie? Walka wręcz czy na magię? Twój wybór. - (Strażnik)

Stanął wyprostowany po czym wbił miecz w ziemię, a wokół niego ziemia zaczęła zamarzać zielonym lodem.

Teraz już wiem co powinnam zrobić, po przeanalizowaniu całej sytuacji znalazłam najlepsze rozwiązanie. Uciekam.

Nie myśląc nad tym dłużej, wybiegłam z tego miejsca kierując się w stronę wyjścia. Nie mam z nim szans, w magii jest ode mnie lepszy, a walka wręcz nigdy nie wchodziła w grę. Pozostaje ucieczka. Udało mi się całkowicie oczyścić drogę powrotną, a wrogowie się jeszcze nie pojawili, więc nie powinnam napotkać żadnych przeszkód.

- A więc tak szybko mnie opuszczasz? - (Strażnik)

Nie mam zamiaru mu odpowiadać, jeszcze bardziej przyśpieszyłam zostawiając go w tyle.

Za sobą usłyszałam tylko odgłos pękającego lodu, zły znak. Biegłam korytarzami ile miałam sił w nogach i gdy już widziałam wyjście które było tak blisko mnie stało się coś co nie powinno.

Strażnik złapał mnie za kołnierz i bez większego wysiłku podniósł jak gdyby nigdy nic…

- Zadałem pytanie! Kultura wymaga by udzielić odpowiedzi. - (Strażnik)

To jest oszustwo.

- Oszukujesz. - (Ja)

- Niby co? Czemu? Jak? Co? - (Strażnik)

Otworzył szczękę w zdziwieniu a jego oczy trochę przygasły.

- Strażnicy pomieszczeń nie powinni ich opuszczać, oszukujesz. - (Ja)

To jest niezaprzeczalny fakt, on oszukuje i tyle, gdybym wiedziała że nie mogę się wycofać, nie próbowałabym zdobyć tego miecza.

- No wiem, tylko jest mały szczegół. Nie jestem strażnikiem. A to nie jest żaden loch tylko zwykłe ruiny.- (Strażnik)

To czemu nie jest to powszechna informacja?

- Wywieś jakąś tabliczkę czy coś, bo wprowadzasz w błąd. - (Ja)

- No masz przecież tam napis *pokazuje palcem* ruiny miasta Grudion- (Strażnik)

Pokazał mi jakieś bazgroły na ścianie … serio?

- Dołącz do tego tłumaczenie na nasz język. - (Ja)

- No to jest nasz język. Jest on powszechnie znany. Imperium nakazało używanie go jako języka administracyjnego. - (Strażnik)

On jest głupi, czy tylko udaje?

- Po pierwsze, nasz język, nie twój, tylko N.A.S.Z dotarło? Po drugie: obecnie na kontynencie nie ma żadnego imperium, oraz nie było takiego od przynajmniej 500 lat, a i tak było ich jeszcze tylko kilka w przeszłości. Mam wymieniać dalej czy już zrozumiałeś? - (Ja)

- Nie możliwe by Imperium Rometes upadło! Ile lat już minęło?! - (Strażnik)

Rometes? Hmm coś takiego chyba było…

- Coś takiego chyba faktycznie kiedyś istniało, tak z 4000 lat temu, ale nie jestem pewna, historia to nie moja dziedzina. - (Ja)

- Hmm… No to kawał czasu już tu siedzę, tyle czasu i imperium za które pozwoliłem poddać się klątwie upadło. Taka strata. - (Strażnik)

- No już, już, nie ma co się przejmować. - (Ja)

- Dobra, a teraz do rzeczy czemu chciałaś zdobyć mój miecz? - (Strażnik)

- By zwiększyć swoją moc? Bo do czego innego? - (Ja)

Niby mogłabym go chcieć sprzedać, ale wątpię by wziął to pod uwagę.

- Ten miecz jest przeklęty! Nie daje siły! - (Strażnik)

Serio? To na jaką cholerę we wszystkich oficjalnych dokumentach jest napisane że to magiczna broń? Mam ochotę mocno okaleczyć autorów tych kłamstw.

- Rozumiem, w takim razie już go nie chcę, dzięki za ważne informacje, zadbam o to by naniesiono poprawki w oficjalnych  dokumentach, a teraz mogę sobie iść? - (Ja)

Takie ciągłe zwisanie nie należy do najprzyjemniejszych.

- Nie ma takiej potrzeby, a także nie wyjdziesz stąd no przynajmniej na razie. - (Strażnik)

- Umrę z głodu i pragnienia, a jako szkielet wiele nie zrobię. - (Ja)

To jest tak bezsensowna wymówka że sama się sobie dziwię że to powiedziałam, ale teraz już za późno na myślenie o tym.

- Kusząca propozycja by przemienić ciebie w szkieleta ale chyba wolisz jeszcze pożyć co? - (Strażnik)

- No nie powiem, ta opcja jest dla mnie najlepsza. - (Ja)

Nie potrzebuję pomocy w samobójstwie, ale jak będę chciała je popełnić to się do ciebie zgłoszę dobra?

- Powiedz mi tylko na co potrzebna Ci siła? Im jest większa tym większy obowiązek na tobie spoczywa. - (Strażnik)

- Chcę mieć siłę, by móc sama decydować o swoim losie, to wszystko. - (Ja)

Nie mam żadnych wielkich planów, ale to chyba dobry cel.

- Hmm… istnieje sposób byś stała się silniejsza tylko czy jesteś gotowa ponieść cenę? No w sumie to ta cena jest niewielka tylko wszyscy fanatycy religijni będą chcieli cię spalić na stosie. - (Strażnik)

- To wiesz co? Będę musiała odmówić, wybacz.- (Ja)

Żyjemy obecnie w cholernym kraju religijnym, nie będę ściągać na siebie tyle kłopotów!

- No to w takim razie dołączysz do moich nieumarłych przyjaciół. - (Strażnik)

- To jest szantaż. - (Ja)

- Bywa. Mam to po matce. - (Strażnik)

- Nie możemy każde pójść w swoją stronę? Każdy będzie bardziej zadowolony. - (Ja)

- Zadowolony? Mam tu siedzieć przez wieki? Wiesz jakie tu są nudy? A jak zrobię z ciebie nieumarłą to będę miał przynajmniej z kim pogadać. - (Strażnik)

- Mam dla ciebie rozwiązanie wszystkich twoich problemów: Wyjdź na zewnątrz. - (Ja)

Siedzisz jak jakiś debil i narzekasz że ci się nudzi.

- No i mam walczyć sam z całym krajem lub poszukiwaczami przygód. No normalnie marze o tym. - (Strażnik)

- Nie będzie ci się nudziło, patrz na to pozytywnie. - (Ja)

- Znudziła mi się rozmowa, no to czas by ciebie przemienić, skoro nie chcesz mieć więcej siły by walczyć o swoje. - (Strażnik)

- Dobra, dobra, zgadzam się, zadowolony? - (Ja)

- Już na to za późno, uczynię cię nieumarłą. - (Strażnik)

- Zobaczysz, jak już będę nieumarłą, zrobię wszystko byś się nudził jak najwięcej. - (Ja)

Zawsze to jakiś kolejny cel w życiu… sama siebie nie potrafię pocieszyć…

- Spokojnie, wykonasz każdy mój rozkaz, bo w końcu będziesz moim sługą. - (Strażnik)

Przecież to bez sensu.

- Czyli by się nie nudzić chcesz zrobić sobie jeszcze jednego sługę, pomimo tego że masz ich już dość sporo? Jaka logika kieruje twoimi działaniami? Używasz ty czasem mózgu? … okej, nie była pytania. - (Ja)

Skoro i tak mam umrzeć, to przynajmniej się wygadam.

- Nie mam ani jednego. Ci tutaj to była reszta mojego oddziału i mogli robić co chcieli. Tutaj nikt nikim nie rządził. - (Strażnik)

- Te głupie szkielety mogły robić co chciały? Ty tak na serio? - (Ja)

- Serio. Serio. - (Strażnik)

Brak mi słów.

- Okej, widzę że nie jestem w stanie pojąć tych prymitywnych sposobów myślenia, rób co tam miałeś robić. - (Ja)

- No to co jesteś gotowa zawrzeć kontrakt chowańca? - (Strażnik)

- … Że niby co? - (Ja)

- No to co mówię głupia. Chciałaś siły no to zostanę twoim chowańcem, przynajmniej będzie ciekawie i wyjdę z tej nory niepostrzeżenie. - (Strażnik)

Jak tylko stąd wyjdę z kimś takim jak ty jako chowańcem, to fanatycy religijni mnie zjedzą żywcem. Nie, chwila, on nie może być tak głupi by tego nie wiedzieć, to znaczy że nikt nie powinien się dowiedzieć o tym że mam go jako chowańca.

- To nie może skończyć się dobrze, ale zgoda. - (Ja)

- Póki nie wpadniesz w tarapaty i nie będę musiał przybrać swojej prawdziwej postaci będzie dobrze. No to co zaczynamy? - (Strażnik)

- Jak tylko odstawisz mnie na ziemię. - (Ja)

- Niech Ci będzie. - (Strażnik)

Nareszcie odstawił mnie na ziemię.

- No to zaczynamy. - (Ja)

- Podaj Mi dłoń. - (Strażnik)

Podałam mu moją dłoń.

- Znasz formułę zawarcia kontraktu czy już tego nie uczą? - (Strażnik)

Nie odpowiadając mu, od razu zaczęłam wymawiać odpowiednią formułę, jest ona trochę długa a kończy się takim zdaniem: A teraz jeśli przyjmujesz mnie na swojego mistrza, pokłoń mi się.

- Będę twą siłą i niech dokona się rytuał! - (Strażnik)

Po tych słowach oddał mi pokłon. Kiedy tylko ceremonia dobiegła końca na zewnętrznej stronie dłoni której mu podałam, zalśniło znamię świadczące o byciu mistrzem chowańca, lśniło tak przez chwilę i zniknęło, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.

- No to, to by było na tyle. - (Ja)

- Nazywam się Azum moja droga. - (Azum)

- Ja nazywam się Aritha Nerine, liczę na owocną współpracę, czy coś w tym stylu. - (Ja)

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.