Rozdział 8 - Rozdział 7
Rozdział 7
Artur, po słowach wypowiedzianych przez Promi’ego, nie był wstanie się opamiętać. Zaczął zachowywać się jak dziecko, które dostało prezent od rodziców. Jego zachowanie było tak dziecinne, że przechodzący obok pracownicy PLZ’tu zaczęli się się śmiać pod nosem ze swojego kapitana. Promi widząc zachowanie swojego przyszłego kapitana, poczuł się bardzo niezręcznie, które było widać na odległość, gdyż zaczął się rozglądać na boki w celu zobaczenia czy nikogo już nie ma.Natomiast Artur w ogóle nie przejął się swoim zachowaniem w skutek czego zachowywał się jeszcze tak przez 10 minut. Promi ciut zdenerwowany zaistniałą sytuacją go uderzył, nie hamując przy tym swojej całej siły. Uderzenie było tak silne, że wbiło Artura w 3 metrową ścianę ze stali.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?
- Ponieważ takie zachowanie jest ubliżaniem dla wspaniałej pozycji jaką jest kapitan.
- Zawsze taki jestem gdy stanie się coś, czego bardzo pragnę.
- Rozumiem, ale hamuj się z tym zachowaniem. Nie dość, że jest ono okropne to jeszcze ja się czułem jakbym był takim idiotą jak ty.
- Mnie się nie obraża. Pierwsza zasada tego statku.
- W takim razie mnie ona nie obowiązuje, gdyż sam wymyślam zasady. Inaczej mówiąc ja nie przestrzegam zasad ja je tworzę i to ty musicie się podporządkować.
- Chyba muszę cię trochę podporządkować.
- Odchodzę!
- Co o czym ty mówisz?! Dopiero co się dołączyłeś!
- No i? Nie podpisaliśmy żadnej umowy, co nie?

Kłótnia ciągnęła się jeszcze przez dobre kilka godzin. Wiele bluzgów poszło podczas niej, wiele krwi zostało przelanej. I to nie Artuta i Promi’ego tylko pracowników, którzy próbowali rozdzielić walczących ze sobą magów. Uszkodzenia statku przez walkę tych dwóch były liczone w tysiącach a obrażenia zadane pracownikom nie były lekkie. Najmniej ucierpiał podczas tej walki pracownik, który stracił jedno oko. Powodem utraty było jego odgryzienie przez Artura. Zakończenie walki było dosłowne wyrzucenie tej dwójki ze statku przez wicekapitana a to zmieniło się w upadek z 50 kilometrów. Przestworza: 8 km do ziemi
- TY DRANIU ZAJEBIE CIĘ ZA TO!
- CO TAM GADASZ KAPITANIE GUVIENOWIE?
- MATKA CI SIĘ PUSZCZA!
- TWOJA STARA TO TWÓJ STARY!
- ZA CHWILE SIĘ ROZBIJEMY!
- WYCIĄGNIJ TĄ SKÓRĘ WIEWIÓRKI I NAS URATUJ!
- TO NIE SKÓRA TYLKO SKRZYDŁA!
I tak dalej się kłócili w przestworzach a ziemia się zbliżała. Upadek z tak wysoka zabije każdego człowieka, ale nie maga. Wgniecenie w ziemi było zaskakująco małe, powstały na ukochanym polu Promi’ego dwa kratery o szerokości 8 metrów na głębokości 5 metrów. Mag wskutek takiego upadku mógł najwyżej złamać kilka kości i stracić przytomność. I to spotkało obojga z nich, lecz szybko się ocknęli, po czym Promi zaczął rozmowę.
- Artur żyjesz?
- A co chcesz?
- A tam nic, tylko chciałem ci powiedzieć, że jak wyzdrowieje to ci wyrwę te twoje piórka i wetknę ci je do dupy tak głęboko, że przez tydzień będzie ci się odbijało piórami.
- Jakiś ty miły, ale i tak ci nie dam rocznego płatnego urlopu.
- JAK NIE?
- Panowie, spokojniej trochę, dobrze? (kapitan 3 PLZ’u generacji 2,)
- Kim ty kurwo jesteś, że się tak wyrażę!?
- To kapitan trzeciego PLZ’u generacji 2, kapitan Alfons Maria Mucha. Będący w jeszcze swoich kraterach panowie nie spodziewali się pojawienia kolejnego kapitana, który na dodatek nie należał do Organizacji, był tak zwanym “wygnanym”. Sytuacja Artura była bardzo zła, ponieważ spotkanie wygnanych z Zakonem zawsze kończyło się walką na śmierć i życie. Jednak to co później się stało... Artur nie wyobrażał sobie tego nawet w snach.
- Artur jaki ty jesteś dziecinny, ile ty masz lat 25 czy 26?
- Czego chcesz, nie widzisz, że jestem zajęty teraz!?
- Spokojnie, przelatywałem obok i widziałem, że spadłeś z dość dużej wysokości i nawet nie próbowałeś się zatrzymać, więc przyleciałem wam pomóc.
- Te, słuchaj piękniś, ja i Artur nie chcemy, żebyś nam pomagał. Poza tym nie widzisz, że jesteśmy okazami zdrowia? - zapytał Promi próbując pokazać klatę.
- Widzę, więc nie chcecie pomocy? - zapytał zakrywając twarz dłonią.
- NIE! - powiedzieli razem robiąc głupie miny do Muchy.
- Więc ja uciekam. - odwrócił się jak bohater kierując rękę w górę, w geście pożegnania.

Po tym jak Alfons Maria Mucha odszedł, zrobili sobie długą rozmowę, gdyż nie mogli się poruszać. Rozmawiając już w spokojniejszym tonie zauważyli lecący w ich kierunku helikopter ratunkowy. Po 2 minutach do nich przyleciał i zabrał na statek, gdzie zaczęli opatrywać kapitana i Promi’ego.
- Psze pani czy coś się stało? - zapytał zakłopotany Promi.
- Nie, nic szczególnego, tylko kilka złamań. Dokładnie twoje uszkodzenie prezentują się tak: 27 złamań w całym ciele, do tego trzeba amputować mały palec u stopy i przeszczepić cały piszczel, bo tego starego nic nie zostało. (Miła Pani Lekarka)
- Hahah, należało ci się!
- Mam powiedzieć twoje? - zastraszyła kapitana.
- NIE, proszę pani.

Jednak atmosfera w leczniczy na PLZ’cie była bardzo przyjemna. Było czuć radość, ciepło i troskę o drugą osobę. Nigdy nie było tak wesołej atmosfery w historii całego tego statku. Była tak promienna, że inni pracownicy choć na chwile opuszczali swe stanowiska pracy, żeby choć na chwile posłuchać rozmowy tej dwójki. Sytuacja jeszcze się bardziej rozweseliła, kiedy wicekapitan przyniósł Arturowi rachunek strat jakich poniósł statek wskutek tej walki. Mina Artura w tej chwili była tak oszałamiająco głupia, że ci, co mieli odwagę, zrobili mu zdjęcie. Straty w sprzęcie wyniosły lekko 12 milionów euro, natomiast koszty leczenia ludzi lekko 5 milionów.
- Dlaczego wcześniej nas nie wyrzuciłeś!? - krzyknął rozgoryczony Artur.
- Ponieważ kapitanie myślałeś, że dasz radę rozwiązać ten spór w sposób pokojowy.
- Tyyy... gdybyś nie miał, jako chyba jedyny, klasyfikacji na wicekapitana to bym cie teraz wyrzucił na zbity pysk. - powiedział w gniewie.
Time skip
I tak minął niecały tydzień podczas pobytu w leczniczy, gdzie mieli przeprowadzonych kilka operacji. Po tym wszystkim w końcu stanęli na nogi. Uszczęśliwiony Promi pobiegł do Majstra, który stworzył jego nagitane zostawiając Artura w tyle. Podczas tego, tam na dole był Osa, który śpiewał w rytmie „stary Donald farmę miał”- Oram sobie pole se, pole se ,pole se, kumpel wnerwi na mnie się sieleleleleeee.

THE END .←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści→.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 - 2020 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.