Rozdział 105 - Chapter 105
==== PoV Yuu ====

Decyzja podjęta przez Ayano nie była dla mnie zbyt wielkim zaskoczeniem, jednak mimo wszystko jestem z niej dumny.
W końcu nieważne, jak bardzo mamy dość swojej “rodziny” - nie jesteśmy w stanie jej sobie wybrać, więc musimy z nią żyć...
Jestem pewny, że zrozumiała, o co mi chodziło, gdy powiedziałem o “decyzji’.
W końcu mimo swojej wielkiej siły, jej mentalność jest całkiem… Delikatna - świadomość, że jej rodzina zginęła, a ona mogła temu zaradzić, stopniowo zabiłaby ją od środka...

Konfrontacja z osobą dzierżącą Gram’a też by to zrobiła, więc postanowiłem trochę “zainterweniować”.
Jestem po części winny tej sytuacji, więc postanowiłem nieco “wzmocnić” moją małą Ayano, dając jej kilka przydatnych umiejętności.
Jedno, co mogę w tym momencie powiedzieć, to, że Gram będzie równie skuteczny co bokken [dla nieogarów: drewniany miecz], co daje mi całkiem wielką pewność, że “da sobie radę z praktycznie wszystkim”, co stanie na jej drodze.

Mimo wszystko byłem jej to winny, prawda?
W końcu nieważne, jak na to patrzeć, przez tak długi czas udało jej się ze mną wytrzymać, prawda?
No i znamy się na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że bywam dość… Uciążliwy.

- Zdajesz sobie sprawę, że twoje działanie z całą pewnością zostało przez “nich” zauważone? - rzekł Eitaro, przerywając moje rozmyślenia.

- Wiem. - odpowiedziałem, zerkając na niego. - Uważam, że jesteśmy bardziej, niż gotowi. - dodałem.

- Rozumiem.

Mam przynajmniej taką nadzieję.
Dzięki treningowi, jaki sobie ostatnio urządziłem, odzyskałem prawie wszystkie swoje umiejętności, jednak wciąż pozostaje kwestia “czystej siły”, która nie przekracza piętnastu procent tego, czym kiedyś dysponowałem - to sporo, jeśli patrzeć na to przez pryzmat innych osób, jednak według mnie... To stanowczo za mało.
Jednak umiejętności i moc, to nie jedyne, co udało mi się odzyskać.
Ku mojemu zdziwieniu prawie wszystkie moje wspomnienia do mnie powróciły.

“Prawie” jest tu tą drobną częścią, która naprawdę działa mi na nerwy.
Pamiętam wszystko - łącznie z tym, że stałem się “upadłym aniołem” i prawdziwym powodem mojej rebelii urządzonej tam na górze, jednak najistotniejszy fragment wciąż mi umyka.
Wspomnienia tego zdradzieckiego szczura, który wbił mi nóż w plecy.
Jeśli miałbym zrobić listę osób, która miała taką możliwość... Straciłbym dobre kilka tygodni...
I nie pociesza mnie nawet fakt, że lista ta zmniejsza się niemalże o 90%, gdy biorę pod uwagę same osoby, które mogły mieć dostęp do “Ostrza Azraela”.

Nie lubię bezpodstawnie rzucać oskarżeniami, dlatego też wolę zdobyć jakieś informacje na ten temat, a jedynym zaufanym źródłem informacji mogą być osoby mające jako takie pojęcie na temat tej sprawy - bo skoro wspomnienia na ten temat jeszcze do mnie nie wróciły, nie ma co zakładać, że to się stanie.
Jednym słowem - muszę przyciągnąć do siebie jakieś anioły i zdobyć jakieś informacje, zanim poruszę niebo i ziemię i zacznę działać.
W końcu mam karę do wymierzenia, prawda?

- Hmm, będziemy tu tak stali, jak dwa kołki, czy masz jakiś plan w zanadrzu?

- Ach, tak. Kontynuujemy nasz oryginalny plan. - odpowiedziałem, ziewając. - Odwiedzimy sobie imperium Qetis, aby trochę sobie umilić czas, zwiedzając podczas naszych oczekiwań na jakąś reakcję z góry.

Mając już ustalony cel - przynajmniej na chwilę obecną - kontynuowaliśmy naszą podróż do Imperium Qetis.
Sama podróż nie była zbyt ekscytująca - ot spotkanie tylko kilku potworków, które na dodatek zamiast nas zaatakować uciekały w popłochu.
Nic na to nie poradzę, jednak ponarzekać zawsze można - w końcu nie było ani trochę zabawy przy tym...

Jak się okazało, wejście na sam teren imperium Qetis było banalnie proste - ot wystarczyło okazać swoją gildyjną kartę i to wszystko.
Jednak już na sam początek jedno można im przyznać - są ostrożni.
Świadczy o tym samo posiadanie posterunków na obrzeżach ich imperium, które sprawdzają “przybywających do tego królestwa osobników”.
Da się to co prawda obejść, używając do tego zaklęć teleportacyjnych, jednak cóż można powiedzieć?
Próbują, prawda?

Drobne problemy pojawiły się dopiero przy próbie wejścia do samej stolicy.
Otóż okazanie samej karty było niewystarczające - tu już zaczęło się sprawdzanie czy nie jesteś “poszukiwanym przestępcą” albo jakimś seryjnym mordercą. [By Tsu - Poszukują Kreta, nie dziw się...]
Nie było sensu się awanturować - no i nie miałem w tym celu, więc po prostu trzymaliśmy się procedur, przez co do stolicy weszliśmy dopiero pod wieczór.

Chciałbym powiedzieć, że królestwo krasnoludków mi zaimponowało swoją architekturą, jednak nie mogę.
To nie tak, że ich budowle są słabe - po prostu nawet bez swoich wspomnień, lubiłem zbierać informacje - no i widziałem sporo rysunków przedstawiających to miejsce.
Co prawda widok na żywo jest fajniejszy, jednak już nie czuje się takiej ekscytacji.

- Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, aż tak dobrego odwzorowania. - rzekł Eitarou, trzymajacy w dłoniach książkę, którą mi podał, otwartą na stronie z informacjami o tym miejscu.

“Powyższy szkic przedstawia wejście do Korundy, stolicy imperium Qetis, znajdującej się przy górze Vermilion.
Uważa się, że Góry Vermilion mają jedne z najbogatszych złóż minerałów na całym kontynencie - w tym Iranium, które jako jedyni są w stanie wydobywać i przerabiać na wspaniałe oręże magiczne.
Dzięki swojej rozwiniętej technologii i olbrzymiej sile ich rasy, są uważani za fizycznie najpotężniejszą frakcje.
Ich największą słabością z całą pewnością jest moc magiczna, albowiem w 95% krasnoludy rodzą się bez możliwości używania jakiejkolwiek magii.
[Ciekawostka - pozostałe pięć procent najczęściej zostaje kowalami “magicznych orężów’ oraz “Magicznymi Rycerzami”]

- Iranium? - wymamrotałem, sięgając pamięcią w tył. - Ach, to ten materiał, który najlepiej przewodzi manę.

- Wyglądasz na zainteresowanego. - rzekł Ei, dostrzegając uśmieszek na mojej twarzy.

- Dziwisz się? Chciałbym dostać w swoje łapki coś takiego, aby sprawdzić “realną” przydatność tego materiału. - odpowiedziałem, nie kryjąc swojego zadowolenia. - Poza tym tobie też przydałaby się jakaś broń, prawda?

Nie chciało mi się po raz kolejny czytać tego samego, więc darowałem sobie dalsze czytanie i zamknąłem książkę, a następnie ją schowałem.

- Niespecjalnie. - odpowiedział Eitarou, wysuwając z rękawa anielskie ostrze. - Mogę używać tego, prawda?

Ostrza aniołów są bronią posiadaną przez większość aniołów. Zazwyczaj są to długie, srebrne sztylety z trzema ostrzami (przekrój ostrza jest trójpunktową gwiazdą). Wbrew swojemu niepozornemu wyglądowi, te zabaweczki są naprawde niebezpiecze - nawet mnie chwilę by zabolało oberwanie takim, zwłaszcza w moim aktualnym stanie...

- Nie pozwalam ci tego używać na byle czym... - powiedziałem, lekko się krzywiąc. - To nie jest coś, czym powinno się zabijać zwykłe robaki... - dodałem.

- Nie umiesz się bawić. - odpowiedział Ei, ukrywając ostrze.

- Jesteś ostatnią osobą, od której chciałbym to usłyszeć.

W dość zabawnym nastroju, ruszyliśmy w poszukiwaniu karczmy.


Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team
Komentarze
Aby móc pisać komentarze musisz się zalogować.