Powrót na stronę Przybornik/Rozdziały

Tom 1 - --

Rozdział 40 - Chapter 40

Czas zapiernicza jak szalony - taka jest moja pierwsza myśl, po zerknięciu w kalendarz.
Ledwo wróciłem z ostatnich wakacji, a kolejne zbliżają się wielkimi krokami - bowiem zostało już tylko trzy i pół miesiąca do kolejnych.
Nie to jednak mnie niepokoi, jeśli mam być szczery.
Wypadałoby się spotkać z drużyną pierścienia, aby zorientować się w tym, czym aktualnie się zajmują.
Król jest idiotą, ale ma dobrych doradców no i oczywiście pionków w postaci przywołanych osób do zabawy, co może zdecydowanie za mocno wpłynąć na ten świat.

Osoby przywołane z innego świata nie powinny stawać po żadnej stronie konfliktu - takie jest przynajmniej moje zdanie.
Jestem dobrym przykładem nieuczciwej przewagi, jaką dostają osoby przywołane - pomijając już możliwość tworzenia broni, bo żaden z nich nie ma o tym zielonego pojęcia, wciąż pozostają różnego rodzaju taktyki wojskowe, o których mówiono na lekcjach historii.
To samo w sobie może być problematyczne, zwłaszcza w rękach osoby maniakalnie pragnącej władzy i bogactwa - a niestety takim typem osoby jest ten król...

~westchnięcie

Nie mam wyboru...
Muszę się zorientować w aktualnej sytuacji, bo moje sumienie nie da mi spokoju.
Wezmę ze sobą Ayano, na wypadek gdyby sprawa przybrała nieciekawy obrót.

Skierowałem swoje kroki do pokoju Ayano, aby poinformować ją o wycieczce do królestwa Senga...

- Mówiłeś, że nie chcesz mieć z tym królestwem nic wspólnego... - powiedziała, nie kryjąc zaskoczenia.

- Z królestwem samym w sobie nie chcę - odpowiedziałem. - Jednak jest tam kilka osób, z którymi chce chwileczkę porozmawiać.

- Mówisz o tej całej “drużynie pierścienia”, o której co jakiś czas wspominasz?


Skąd ona nauczyła się tego powiedzo...
A nie, czekaj...
Ode mnie, prawda?

- Mniej więcej. - odpowiedziałem, starając powstrzymać się od śmiechu - Dobrze by było wyruszyć w południe, więc się przygotuj. - dodałem.

- Un… - Ayano przytaknęła i wróciła do pałaszowania śniadanka.


Dobrze więc - mam czas do południa, tak więc...
Dotarcie do tego miejsca zajmie maksymalnie pięć godzinek, jeśli pozwolę Ayano się przemienić i najzwyczajniej w świecie polecimy, co będzie lepszą opcją niż dwudniowa podróż konna.
Choć tak szczerze, to dopiero jutro planuję pojawić się w tamtym królestwie - tak więc na nockę zahaczymy o jakąś tawernę, bo wolę być wypoczęty podczas konfrontacji z nimi - w końcu nie mam pewności, czy obejdzie się bez “problemów”, prawda?
Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jakkolwiek to brzmiało.

Z tego co mi wiadomo, rzadkie pokemony z królestwa Senga powinny się w nim pojawić w przeciągu tygodnia...
Moje przypuszczenia opierają się na tych “spotkaniach” gamerów i tak dalej, więc jeśli już tego nie praktykują, to będę musiał się bardziej postarać...
Ale cóż - gdyby wszystko było zbyt łatwe, gdzie tu radość z wykonanego zadania - czyż nie?

Skierowałem swoje kroki do miasta, aby w jakiś sensowny sposób zabić czas oczekiwania, gdyż w bezczynnym siedzeniu nie jestem najlepszy - tracenie czasu jest fajne, tylko i wyłącznie z kobietami, bo wtedy już się nie nudzisz...
Ale to już temat na inne przemyślenia.

Mój instynkt chyba mnie rozpieszcza, bo wylądowałem przed kawiarnią - akurat w tym samym momencie, w którym pomyślałem “Zjadłabym coś słodkiego...”
Zauważyłem, że jestem tu częstym bywalcem - odkąd odkryłem to miejsce podczas drugiego roku szkolnego, bywam tu praktycznie co dwa albo trzy dni.
Zdążyłem się już zaznajomić z właścicielem, jego żonką i uroczą córką, pełniącą rolę sprzedawczyni słodkości.

Co jakiś czas prowadzę z właścicielem dyskusję na temat nowych przepisów i tak dalej - co jakiś czas podsuwam mu jakiś ciekawy pomysł, który zazwyczaj wykorzystuje - i jak widać nie żałuje, bo całkiem szybko się dzięki temu wzbogaca.
Dobrym tego dowodem jest fakt, że początkowo ten budynek był dość mały, a teraz praktycznie co trzy miesiące jest rozbudowywany.

W podobny sposób zarobiłem swój mały majątek w miejscu rządzonym przez przygłupiego króla.
Zdradziłem mu kilka informacji, na temat upraw i możliwości wzbogacenia się - i oczywiście zachował te informacje dla siebie - zrozumiałbym gdyby rozwinął ogólną gospodarkę swojego królestwa, jednak on... Nie przejmował się nawet swoimi poddanymi, co mnie dość mocno wkurwiło.
Pragnienie władzy całkowicie go spaczyło - nie jest wart mojego czasu.

Wkurwia mnie dość mocno fakt, że nikt poza mną się nie zorientował o jego “prawdziwym obliczu”.
Ale cóż - to w końcu Ja jestem tym, który czyta z ludzi jak z otwartych książek, więc wiem że nie powinienem ich obwiniać...

Usiadłem przy stoliku w rogu, a chwilkę później Arisa - córka właściciela - z wielkim uśmiechem na ustach, szła w moim kierunku, aby się przywitać i przyjąć zamówienie...
Tak przynajmniej myślałem, jednak okazało się, że staruszek wymyślił jakiś nowy przepis i chce abym jako pierwszy go ocenił.

- Jasne, czemu nie? - odpowiedziałem. 

- Do picia to co zwykle? - zapytała Arisa - Mocna kawa i trzy łyżki cukru? 

- Będe wdzięczny. - odpowiedziałem z uśmiechem na ustach, co ją troszeczkę zawstydziło.

Ah, no i właśnie dlatego dziewczyny tego typu są najfajniejsze.
Mimika ich twarzy, ich ruchy mówią same za siebie...
Prawie jak ultra rzadkie stworzenia z innej planety...

Chwilę później Arisa przyniosła moją kawusię i nowe dzieło mistrza kuchni, który właśnie spogląda w moim kierunku przez okienko: Przekładańcem orzechowo-jabłkowym.

- Proszę bardzo, Yuuichi~san. Smacznego.

Zachęcony do pałaszowania jej słodkim uśmiechem i równie kuszącym zapachem smakołyku.
Łyżeczka do deseru w dłoń i...
….
Cudowne!
Gama słodkości wykracza poza skalę!


Spokojnie skonsumowałem owe ciasto, pozwalając Szefowi kuchni zginać się z niepewności.
Gdy skończyłem, spojrzałem na Arisę i powiedziałem jej po cichu, aby powiedziała swojemu staruszkowi, że moja osobista ocena to dziesięć na dziesięć - Strzał w dziesiątkę dla łasuchów.
Przytaknęła i ruszyła w swoją stronę, a po chwili można było zauważyć oddech ulgi na twarzy szefa kuchni.
Kufufufu.

Cóż jako, że dzisiejszy poczęstunek był na koszt właściciela, skierowałem swoje kroki do wyjścia - zostało mi jeszcze trochę czasu, więc wypadałoby się przygotować do tej drogi...
Aczkolwiek mój majątek nie jest jeszcze jakoś wielki...

Spakowałem swój stuff i skierowałem swoje kroki po Ayano, a następnie opuściliśmy univerek.
Szkoda było tracić czasu, więc oddaliliśmy się tylko kawałeczek od miasta, a ja pozwoliłem Ayano przybrać jej “smoczą” formę - i skierowaliśmy się do wioski, znajdującej się jakieś czterdzieści kilometrów od miejsca docelowego.

Wynająłem pokój...
Z dwoma łóżkami zboczeńcy, nie wiem za kogo wy mnie macie!!! 
Zaraz, do kogo ja to powiedziałem?
O kurwa, moje punkty poczytalności przed chwilą były mniejsze niż zero...
To było straszne...

Wracając do tematu - wynająłem pokój z dwoma łóżkami i po wszamaniu dość bogatej kolacyjki, polazłem spać - podobnie zresztą zrobiła Ayano.
Z samego rana czeka mnie trochę roboty, więc lepiej być wypoczętym...
~ziew.

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team

Wybierz rozdział

Kolorystyka

Jasny Ciemny Sepia

Wielkość tekstu ({{fontSize}}px)

A- A+ A