Powrót na stronę Przybornik/Rozdziały

Tom 1 - --

Rozdział 57 - Chapter 57

Gdy atak “Lorda Szkieletów” miał mnie dosięgnąć, przed moimi oczami pojawił się komunikat informujący mnie o “Aktywacji” sekwencji bojowej - którą nazwałem właśnie Autosugestią.
Grymuar kreacji przybrał formę ostrza w mniej niż 1/100 sekundy, a ja zablokowałem nadchodzący w moją stronę atak.



Jest źle.
Nie spodziewałem się, że “sekwencja bojowa” będzie miała limit czasowy. Biorąc pod uwagę, że “sekwencja skupienia” takowego nie posiadała.
Szlag, mam wygrać tą walkę w dwie minuty?
To niewykonalne - nie dam rady pokonać tej dwójki na raz...
Lord Szkieletów to twardy orzech do zgryzienia, jednak Nekromanta...
Zabicie go kolejne dwadzieścia pięć razy jest łatwiejsze niż ubicie tego potworka...

Podczas swoich małych przemyśleń, cios Szkieleta został odbity, podobnie zresztą jak mój, gdy tylko go wyprowadziłem.
Nekromanta korzystając z okazji posłał w moim kierunku falę mrocznych kul, które okazały się być tylko zmyłką, mającą odwrócić moją uwagę od jego marionetki.
Gdyby moje ciało nie reagowało automatycznie na nadchodzące ataki - prawdopodobnie dałbym się na to złapać.

Odbiłem atak nekromanty w jego stronę, jednocześnie podnosząc wokół lorda szkieletów małą “ścianę” z elementu ziemi.
Gdyby nie fakt, że mogę teraz używać “elementów” w sposób, jaki o tym pomyślę, to byłoby to bardziej... Czasochłonne.
Szybkim krokiem zbliżałem się do Sacuro, który starał się coraz bardziej oddalać - jednak moja “fizyczna” szybkość była w tym momencie nawet większa od jego szkieleta - w kilka chwil znalazłem się tuż obok niego, wbijając swoje ostrze w jego ciało dwa razy.
Dwa celne uderzenia w punkty witalne.

Po ataku po raz kolejny rzuconej we mnie broni szkieletora, któremu udało się zniszczyć “więzienie z kamienia”, w którym go na chwilkę uwięziłem.
Gdy jego ostrze przelatywało tuż przede mną, chwyciłem je i wbiłem je prosto w Xin’a Sacuro.
Lord Szkieletów zamienił się w mroczny dym i ruszył na mnie z dużą prędkością.

Minęło już piętnaście sekund.

Zauważyłem, że trafianie nekromanty w punkty witalne wymusza na nim “natychmiastową regenerację”.
To całkiem logiczne - gdyby było inaczej, zginąłby przez krwawienie wewnętrzne - i jego “odrodzenie” trwałoby znacznie dłużej.
Mogę to wykorzystać na swoją korzyść.

Gdy Kościsty Lord pojawił się przede mną, użyłem ziemi, aby go przytrzymać i ognia, aby płomień oczyszczający odebrał mu trochę punktów HP.

Widząc jak Nekromanta chce się podnieść, wymusiłem na grymuarze kreacji “szybką zmianę” - czy raczej dorobienie drugiego ostrza.
Dwanaście szybkich ciosów spadło na jego ciało - każdy z nich skierowany był w inny punkt witalny.
To naprawdę ciekawe uczucie - czuję, jakbym sterował swoim ciałem z perspektywy “gracza”.
Moje brutalne ataki pozbawiły go łącznie dziesięciu żyć - moje ostrza stały w oczyszczających płomieniach, które działają na niego równie dobrze, co na tych szkielety, z którymi walczyłem.

Dziwne, Lord szkieletów przestał się ruszać...
Filary ziemi oraz ognia już zniknęły, a on wpatruje się we mnie tymi swoimi ślepiami...
Szlag. Skoncentruj się.
Pozostało mi tylko osiemdziesiąt sekund na wykończenie nekromanty.

Spokój szkieleta nie był spowodowany jego “ samowolką “.
Nekromanta wypowiedział słowa, jakiejś magicznej sekwencji, sprawiając, że zarówno on - jak i jego szkielet zostali otoczeni czymś na wzór mrocznej bariery.
Po chwili ciało szkieleta zostało zaabsorbowane przez ciało nekromanty, którego ciało pod wpływem mocy jego sługi przeszło niewielkie zmiany.



- Żeby ktoś taki, jak ty zmusił mnie do “pożarcia” mojego najsilniejszego sługi... - nekromanta po raz pierwszy odezwał się. - Cenę, jaką za to zapłacisz, będzie twoja dusza! 

Mroczna energia wydobywająca się z jego ciała z każdą chwilą stawała się coraz mroczniejsza.
Jego aura stawała się coraz bardziej przytłaczająca...

Moje ciało po raz kolejny zareagowało i znalazłem się tuż przed nekromantą, który z łatwością uniknął mojego ataku i zbliżył swoją rękę do mojej klatki piersiowej, a z jego ust wydobyło się ciche:

- Jakie to uczucie, gdy moja dłoń zaciska się na twoim sercu? Chce bić, walczy, ale jest teraz w moim ręku!

Nie udało mi się odskoczyć - moje ciało lekko zawirowało.
Prawdopodobnie będę przeżywał piekło, gdy jej działanie zostanie zakończone.
Szlag, co się stało?
Moje ciało upadało, a ja nie wiedząc co się stało zbliżyłem swoją rękę do serca, jednak...

Nie wyczułem jego bicia…

Mam nadzieję, że to tylko jeden z wygłupów mojej “Autosugestii”...
Będąc plecami kilka centymetrów nad ziemią, moje ciało po raz kolejny otrzymało solidny zastrzyk siły…
Jednak “coś” się zmieniło..

Czas, jakby się zatrzymał...


----Xin Sacuro [ Nekromanta, z którym walczył Yuu, jakby ktoś nie pamiętał...]----

Cholera!
Musiałem poświęcić swojego najsilniejszego sługę, aby zabić zwykłego gówniarza...
Wolałem jednak nie ryzykować i nie dać mu okazji do użycia tego małego czegoś, czym oczyszczał moje szkielety.

Czym właściwie było to, co zostało przez niego użyte?
Nie wyglądało to na artefakt, ani na przeklęty przedmiot.
Raczej, jak coś z…
Innego świata?

Gdy ciało tego dzieciaka upadało, wyczułem narastającą w nim energię.
Dlaczego tak się dzieje? 
Jego serce powinno zostać zniszczone, a w przypadku [ludzi] zniszczenie serca oznacza śmierć.
Jego ciało się zatrzymało - jakby stał na nogach, lecz jego plecy były oddalone o kilka centymetrów od ziemi - zupełnie, jakby coś “niewidzialnego” nie pozwalało mu upaść.

Jego ciało zostało, jakby odepchnięte od ziemi, a gdy zauważyłem błysk w jego oczach, chciałem go zaatakować, jednak ten zniknął mi z pola widzenia, a przez moje ciało przeszedł intensywny ból.

Otaczający moje ciało pancerz z kości “Lorda Szkieletów” rozsypał się na kawałki, a całe moje ciało zaczęło krwawić od ran, jakie zadał mi ten szczeniak w ciągu kilku chwil…
Moje rany się nie goją, a moja moc magiczna stopniowo zanika..

Szlag...
Szlag...
Brakowało mi tak niewiele, aby stworzyć ten przeklęty kamień...


Moja głowa odwróciła się w jego kierunku, a ja zobaczyłem coś przerażającego.
Za tym szczeniakiem ujrzałem postać, która wyglądem nie różniła się od niego, jednak za jego plecami dostrzegłem czarne skrzydła zakończone białą warstwą…

Z kim… Nie…
Z czym Ja walczyłem?

Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team

Wybierz rozdział

Kolorystyka

Jasny Ciemny Sepia

Wielkość tekstu ({{fontSize}}px)

A- A+ A