Powrót na stronę Przybornik/Rozdziały

Tom 2 - --

Rozdział 1 - Chapter 1

---PoV Yuu---


Obudziłem się po kilku godzinnej drzemce, którą urządziłem sobie po treningu, który kilka godzin wcześniej zmienił widok w najbliższej okolicy.

Lekko podniosłem głowę, aby zorientować się, gdzie jestem. Jednak po raz kolejny “elementalizm” i wysoka kompatybilność z siłami natury dała o sobie znać.

Znowu obudziłem się otoczony różnego rodzaju kwiecistą roślinnością - cóż, nie żebym narzekał, jednak...


~ westchnięcie.


- To naprawdę bardzo dziwne zjawisko, nawet dla kogoś takiego jak Ja... - wymamrotałem.


- Co masz na myśli? - zapytała Ayano, która stanęła obok mnie.


- Mówię o tych wspaniałych widokach. - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. - Pomijając kwiecistą biel dookoła mnie, dostrzegam również piękną mieszankę czerwieni i czernii.


- Czerwieni i czerni? - Ayano wydawała się być zmieszana, więc nie mogłem powstrzymać swojego śmiechu.


- Czarne, co? Odważnie...


Widząc jej zmieszanie, postanowiłem dać jej wskazówkę, którą wydawała się zrozumieć i momentalnie przykucnęła, a jej twarzyczka stała się czerwona niczym buraczek.

Urocza z niej istotka.


- Och, czerń zniknęła i pozostała czerwień i biel... - powiedziałem, wciąż się śmiejąc. - Cóż, lubię tą mieszankę kolorów, więc nie ma tego złego.


- Mógłbyś w końcu zmienić temat?! - wyjęczała Ayano, wyraźnie zawstydzona moimi uwagami.


- Powinienem? - zapytałem, nie kryjąc swojego rozbawienia. - Poza tym nie masz się, czego wstydzić. Uważam, że masz całkiem dobry gust w dobieraniu kolorów.


Obserwowanie jej reakcji nigdy nie przestanie mi się nudzić.

Ilość ekspresji, jakie posiada ta dziewczyna jest prawdopodobnie nieskończona, gdyż za każdym razem zaskakuje mnie czymś nowym.


- Guuh… - Ayano jęknęła, zasłaniając swoją czerwoną twarzyczkę.


- Dobra. Żarty żartami, a wypadałoby się już zabierać w drogę. - powiedziałem, starając się powstrzymać swoje rozbawienie.


- Widzę, że już skończyłeś swoją zabawę. - rzekł Ei, który zakończył właśnie swoje osobiste polowanko.


- Wiesz, jak to mawiają, co za dużo to niezdrowo. - skomentowałem, spoglądając w jego stronę. - Dobra, to w takim razie... Pyk. - mówiąc to, pstryknąłem palcami i za pomocą magii przeteleportowałem naszą trójkę do mojej ulubionej cukierni, znajdującej się nieopodal uniwersytetu Rushdera Vergim’a.


- Widzę, że już wybrałeś pierwszy przystanek… - zauważył Eitarou, gdy skierowałem swoje kroki do środka.


- Dobrze wiesz, że to lubisz. - odpowiedziałem, nikczemnie się uśmiechając. - W końcu jesteś mną... Tylko trochę słabszą wersją


- Goń się! - odpowiedział Ei, starając powstrzymać się od śmiechu. - Obaj wiemy, że aktualnie to ja jestem silniejszy.


- A później się obudziłeś, uświadamiając sobie, że to był tylko sen. - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając.


- To tajemnicze uczucie, gdy wyzywasz się sam ze sobą i nie wiesz, czy wygrałeś, czy jednak przegrałeś... - skomentował Ei, a następnie obaj zaczęliśmy się śmiać.


O tym, co się działo w cukierni... Lepiej nie wspominajmy.

Jednak te dziwne spojrzenia ludzi, słyszących nasze rozmowy dla zabicia czasu, były wręcz bezcenne.


Po około godzince w cukierni, wysłałem Ayano do gildii, aby wypatrzyła jakieś fajne zadania, które umożliwią nam podbicie naszych rang i jednocześnie rozerwanie się w jakiś sposób, a

Eitarou z kolei przydzieliłem inne zadanie, polegające na zdobyciu informacji odnośnie tego króla błaznów, Reya, i co ogólnie ominęło nas przez te cztery lata, podczas których całkowicie zignorowałem ten świat - i wszystko, co z nim związane, aby w pełni skupić się na odzyskaniu dawnych sił.


Jednak prawda jest taka, że tempo odzyskiwania mojej dawnej mocy, pozostawia po sobie wiele do życzenia...

Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że trochę jej odzyskałem, więc tak długo, jak na mojej drodze nie stanie mi ktoś z mojego rodzaju, nikt nie będzie w stanie mi zagrozić… Prawdopodobnie...


Rozmyślając o różnych pierdołach tego typu, skierowałem swoje kroki do uniwersytetu Rushdera Vergim’a, aby dowiedzieć się, jak poszła nauka grupy, którą zostawiłem w domku w górach.

Nie robię tego z troski o nich, jednak z czystej ciekawości.

Interesuje mnie, jak bardzo będą w stanie się rozwinąć, biorąc pod uwagę ich aktualną sytuację...


Dotarłem w okolice uniwersytetu Rushdera Vergima i zostałem zaskoczony zmianami, jakie w nim nastąpiły.

Poza kilkoma nowymi budynkami, jakie się tu pojawiły, widzę również zmianę w systemie ochronnym – co trochę mnie zaskoczyło, gdy moje zaklęcie shapeshifta, zostało anulowane...

Ach, dobra. Mniejsza o to – czas zrobić sobie rundkę i całkowicie zorientować się w tych zmianach!


   – Jakieś 15 min później  –


To naprawdę dziwne...

Spodziewałem się znaleźć Rushdera w jego gabinecie, jednak ku mojemu zdziwieniu, natknąłem się na niego w momencie, gdy robił sobie żarty ze swoich pracowników, gdyż używając umiejętności zmiany formy, przybrał formę jednego z uczniów i właśnie przepytywał jedną ze swoich ofiar, którą tym razem okazała się być Stella Zhari.


Przez bite piętnaście minut obserwowałem z ukrycia, jak kontynuował swój mały trolling, jednak odniosłem wrażenie, że zorientował się o mojej obecności, gdyż w pewnym momencie odwrócił się w moją stronę i lekko się uśmiechnął.


Prawdopodobnie wie też o tym, że przejrzałem jego małego shapeshift’a, jednak to było do przewidzenia biorąc pod uwagę, że nie będąc w stanie się powstrzymać, oglądając jego zabawę - lekko się zaśmiałem.


Gdy już jednak zakończył swoją zabawę, skierowałem się w jego stronę i ruszyliśmy w kierunku jego gabinetu, zwanego również siedzibą dyrektora z piekła rodem…

Taki tam mały żarcik z mojej strony...


- Wiec? Co tym razem sprowadza cię do mnie, Yuuichi? - zapytał Rushder, w gdy tylko weszliśmy do gabinetu.


- Dlaczego uważasz, że przyszedłem tu z jakimś interesem, a nie powiedzmy porozmawiać i odwiedzić, swojego demonicznego nauczyciela magii?


- Nazwijmy to przeczuciem. - odpowiedział rozbawiony.


- Twój instynkt jest naprawde dobry... - skomentowalem, powstrzymując się od śmiechu. - Faktycznie, mam do ciebie “jakiś tam” interes, jednak... - nie zdążyłem dokończyć, gdy Rushder wymamrotał


- Wiedziałem.


- Może jednak dałbyś mi dokończyć, bez tych złośliwych docinek, bo zaraz i ja się odpale...  - powiedziałem z miną pokerzysty.


- Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale właśnie o to mi chodzi... - odpowiedział Rush, starając się skopiować mojego poker face’a.


- Wiem, jednak starałem się to zignorować... - odpowiedziałam, zerkając w stronę okienka.


-Tsk, psujesz mi zabawę...  - odpowiedział Rushder, udając zawiedzionego. - Wiec? Cóż to za sprawa, o której wspomniałeś?


- Tak właściwie to chciałem się zapytać, jak poszła nauka magii tej grupie baranów i owieczek, które zostawiłem w domostwie w górach... - odpowiedziałem, opierając się plecami o ścianę przy oknie.


- Użyje twojego powiedzenia...  - mówiąc to, Rush lekko chrząknął i rzekł  - “Szału nie ma, ale nie jest też, aż tak źle...”


- Czyli powinni dać sobie radę przeżyć, tak długo, jak nie stanie się nic niespodziewanego?


- Wciąż potrzebują zdobyć trochę doświadczenia bitewnego, jednak jeśli będą mierzyli siły na zamiary, to powinni dać sobie radę.


- Świetnie, to teraz wyślę ich do gildii, aby wykonywali zadania i tak, jak mówisz, zdobyli trochę tego doświadczenia..  - odpowiedziałem.


- Właściwie, to już to zrobiłem. - odpowiedział Rush. - Twoi znajomi chcieli przetestować swoje siły, więc  wysłałem ich do łatwego lochu, dając im za zadanie ukończenie go...


Łatwego, co?

Powinni dać sobie radę… Zaraz..

Łatwego według jego standardów...

Czyżby on dał im do wykonania misję niemożliwa?!


- Tak z czystej ciekawości, jakie poziomy mają potwory w tym łatwym dungeonie? - zapytałem, mimo iż instynktownie znałem odpowiedź.


- Średni poziom potworów to... Hm, jak to tam było? - wymamrotal Rush - Sto pięć... Nie... Dwusetny. Bardzo łatwy, prawda?


- … - nie wiedziałem, co odpowiedzieć.


- Coś się stało? - zapytał, przerywajac chwile ciszy.


- Zastanawiam się, czy ci zapłacić za wysłanie ich na misje samobójcza, która pozbawi mnie kłopotu, czy może jednak się zdenerwować...


Nie żartuję.

Naprawde o tym myślałem...

W końcu już poświęciłem na nich trochę czasu, więc gdyby zbyt szybko im się umarło, oznaczałoby to, że moje działania były... Niepotrzebne...


- Chyba trochę za bardzo ich lekceważysz. - zauważył Rushder - Mogę ci zagwarantować, że powinni sobie z tym poradzić... Tak długo, jak będą uważali na ostatnich piętrach... - dodał po chwili.


- To zawahanie w twoim głosie, wcale nie dodaje twoim słowom powagi... - skomentowałem ironicznie, słysząc nutkę niepewności w jego głosie.


- Wydaje ci się. - Odpowiedział Rushder - Czyżbyś był przewrażliwiony?!


Kontynuowaliśmy naszą prze zabawną rozmowę, przez ładne czterdzieści pięć minutek, po czym udałem się do miejsca, w którym miałem spotkać się z Ayano i Ei’em.


==

Od autora: Mam naprawdę wielkiego lenia i zmuszenie się do napisania tego było naprawdę... Bolesne :X

Mam nadzieję, że od 2-3 chaptera, odzyska mi się formę, bo od tego odpoczynku straciłem całą motywację, nie wspominając już o poprawianiu moich rozpisek odnośnie T2, które musiałem przerabiać [bo jak zwykle wymyślałem coś nowego X_X].


Uprzedzam pytanie:
Kiedy next? - Jak napiszę, to będzie. Jednak przez dłuższy czas nie spodziewajcie się kilku chapterów tygodniowo, bo dopiero wracam do formy..



Autorskie nowelki znajdujące się na stronie są własnością autorów - kopiowanie, rozpowszechnianie nowelek bez zgody autora będzie rozstrzygane drogą sporną na mocy prawa.
Tłumaczenia nowelek znajdujące się u nas na stronie są legalne, w przypadku naruszenia legalności, odpowiedzialność ponosi autor tłumaczenia, administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści znajdujące się na stronie oraz forum.

© 2018 Bliźniacze Smoki Team

Wybierz rozdział

Kolorystyka

Jasny Ciemny Sepia

Wielkość tekstu ({{fontSize}}px)

A- A+ A